A teraz zapraszam na One-Shot - FanFiction z serialu animowanego Ed, Edd i Eddy, jednego z moich ulubionych, jeśli chodzi o CartoonNetwork. Drugi to Pora na przygodę, jeśli to by Was obchodziło (ale ja wiem, że nie obchodzi X"D).
Ma ktoś pomysł na tytuł?
Paring: Kevedd (Kevin x Chudy Edd (lub Double Dork, w niektórych momentach. Tak jakoś z angielskich doujinshi się wzięło iks de)). Zastanawiałam się jeszcze nad R!Kevedd, ale po pierwsze: jakoś nie bardzo lubię zmieniać charaktery postaci kanonicznych, a po drugie: chyba wolę Edda jako pasywa. Możliwe, że jest to uzależnione od pierwszego argumentu. Heh.
Rating: PG-13
Beta: Brak. Ma ktoś ochotę zbetować i wysłać mi na mail (albo GG, choć szczerze wolę mail) poprawioną wersję wraz z uwagami? Jak coś to macie mail'a i nr GG w zakładce "O autorce". Dzięki. (:
Rating: PG-13
Beta: Brak. Ma ktoś ochotę zbetować i wysłać mi na mail (albo GG, choć szczerze wolę mail) poprawioną wersję wraz z uwagami? Jak coś to macie mail'a i nr GG w zakładce "O autorce". Dzięki. (:
Wiem, że bajka jest raczej surrealistyczna, więc wybaczcie, że przytemperowałam pomysły Eddy'ego. Ale to po prostu musiało powstać bardziej realnie.
Smacznego!
*
- To chyba nie jest najlepszy pomysł, Eddy.
- Wyluzuj, Skarpeta. To wcale nie jest takie trudne. Bierzemy ten karton, pakujemy na taczkę i zwiewamy. Kevin nawet się nie zorientuje, że coś mu zniknęło.
- A co, jak się jednak zorientuje?
- Niby w jaki sposób miałby to zrobić? - Ed wstał dziś lewą nogą i, niestety, wyżywał się przez to na innych. Na całe szczęście do rękoczynów dziś jeszcze nie doszło, ale kto wie, jak to będzie, gdy Kevin rzeczywiście się zorientuje?
- Hm, no nie wiem, może na przykład zobaczyć na kartonie swoje imię, zaraz pod dopiskiem "NIE DOTYKAĆ"?
- Zakryjemy to. - Eddy machnął lekceważąco ręką, wracając do zakreślania czegoś czerwonym pisakiem.
- A jak ktoś zapyta, skąd mamy te łamiszczęki?
- Kupiliśmy.
- Niby z czyjego portfela?
- Nie panikuj, będzie co będzie. Jeśli Kevin się uczepi, to Ed dostanie łomot... - Najwyższy z ich paczki zaprotestował. - ...a jak się nie uczepi, to będziemy mieli forsę na więcej łamiszczęk! Powinieneś się cieszyć, a nie ciągle narzekać. A teraz patrzcie. - Eddy przywołał ich gestem, pokazując starannie nakreślony plan. Choć dla Edda wyglądało to jak zwykłe bazgroły. - Tu jest garaż Kevina, a tu ustawimy taczkę... - Wskazał wszystko pisakiem. - ...ja i Skarpeta chowamy się w krzakach, a ty, Ed, idziesz otworzyć garaż. Potrzebne ci będzie to. - Podał mu stalowy pręt.
- Skąd masz łom? - Zapytał Chudy Edd.
- Nieważne, skup się na mapie. Otwierasz łomem drzwi jak najszerzej się da i przytrzymujesz, żeby się nie zatrzasnęły...
- Dlaczego ja? - Zapytał Ed.
- Bo jesteś najsilniejszy. - Zirytował się Eddy. - Możemy wreszcie omówić resztę planu? - Nie słysząc sprzeciwu, kontynuował. - A więc ty przytrzymujesz drzwi...
- Nie zaczyna się zdania od "więc". - Podszepnął dyskretnie Chudy Edd.
- To może ty omówisz resztę planu, co, mądralo?
- Nie, nie, ja się nie wtrącam. - Podniósł ręce w obronnym geście. - Mów dalej, Eddy.
- Więc... - Specjalnie podkreślił to słowo. - ...trzymasz te drzwi, a ja i Skarpeta wchodzimy do środka i wynosimy największy karton, jaki uda nam się unieść. Ładujemy go na taczkę i spadamy tędy, prosto do mnie.
- A co jak Kevin wejdzie do garażu w czasie, gdy będziemy wynosić karton?
- Właśnie dla takich pytań obmyśliłem plan B. - Uśmiechnął się szeroko. - Jeśli jakimś cudem Kevin postanowi wejść do garażu, a my będziemy już trzymać ten zakichany karton, mamy dwie możliwości. Jeśli będziemy jeszcze w środku, puszczamy karton i zwiewamy... Ed, ty wtedy będziesz musiał puścić drzwi i wiać z nami.
- Wiem o tym, Eddy.
- A jeśli będziemy już za drzwiami garażu, Ed puszcza je, wrzucamy łamiszczęki w krzaki i lecimy do mnie, barykadując się od środka, aż Kevinowi znudzi się czatowanie. Później wychodzimy, bierzemy karton i idziemy sprzedawać łamiszczęki. Genialny plan, wiem.
- Eh, jak chcesz, Eddy. - westchnął Chudy Edd. - Ale ja wciąż nie jestem przekonany.
I rzeczywiście, podświadomość Chudego Edda się nie myliła. Plan nie wypalił. A co gorsza, przez Eddy'ego utknął w garażu razem z dyszącym z wściekłości Kevinem. Ale wróćmy odrobinę wstecz.
Eddy wytachał zza domu Rolfa taczkę i poprowadził wzdłuż ulicy, rozglądając się za Kevinem. Na całe szczęście nigdzie go nie spotkali, prawdopodobnie gdzieś wyjechał, bo jego rower stał pod domem, za to auta jego rodziców nie było.
Ustawili się na swoich pozycjach: Eddy i Chudy Edd w krzakach, tuż obok domu Kevina, a Ed niedaleko garażu, ale tak, by nie było go widać. Taczka stała przed drzwiami garażowymi.
Eddy rozejrzał się uważnie i, nie widząc nikogo, dał znak Edowi. Ten po chwili zastanowienia ruszył do przodu, wyciągając łom.
Nie bardzo wiedział, jak go użyć, bo w planie Eddy'ego nie było o tym mowy, ale pomyślał, że jak się zamachnie i uderzy w garaż, i ten się uchyli, to Eddy już dalej będzie wiedział, co robić.
- Co ten idiota wyprawia? - Krzaki poruszyły się lekko.
- Nie wiem, Eddy, nie bardzo widzę zza twojej głowy. - Znów się poruszyły, a w liściach zamigotało coś czarnego.
- Teraz widzisz?
- On chyba nie wie, jak użyć łomu.
- Co ty nie powiesz, bystrzaku.
- Trzeba mu pomóc. - Z krzaków wypadła głowa Eddy'ego, a zaraz potem jego tułów.
- Pst! Ed!
Ed rozejrzał się, szukając źródła głosu.
- Tu jestem, baranie!
- Język, Eddy. - Krzaki znów przemówiły.
Ed wreszcie spojrzał w ich stronę. Wyszczerzył się głupio i pomachał do Eddy'ego.
- Nie wal w te drzwi, tylko wsadź łom do szczeliny i spróbuj je podważyć. - Syknął.
Ed podrapał się po karku i spojrzał najpierw na garaż, a potem znów na Eddy'ego.
- Idź i mu pomóż. - Chudy Edd wypchnął Eddy'ego z krzaków. Ten zrobił fikołka i stanął w pionie obok Eda.
Gdyby Nazz to widziała, westchnął w myślach, krzywiąc się nieco. Wyrwał łom z rąk Eda i wsadził lekko pochyloną końcówkę do szczeliny między drzwiami, a chodnikiem. Nadepnął na drugą część łomu i próbował podważyć drzwi. Po dłuższej chwili stwierdził, że to lepiej, iż Nazz go nie widziała.
- Teraz ty. - warknął, ustępując miejsca Edowi.
W tym samym czasie Chudy Edd obserwował okolicę. Sara jak zwykle bawiła się z Jimmy'm lalkami na czerwonym kocu w kratę, w ogródku Jimmy'ego. Johnny i Deska robili za snajperów i z domku na drzewie rzucali orzeszkami w gołębie... znaczy, Johnny rzucał, Deska w końcu nie ma rąk. I jest kawałkiem drewna. Natomiast Nazz... jakby zniknęła. Nigdzie nie mógł jej wyłapać wzrokiem. Ale możliwe, że poszła w odwiedziny do Mańki. Chudy Edd nigdy nie mógł zrozumieć, jak Nazz dogadała się z Ohydkami. Przecież to się z cudem równa.
- Skarpeta, może byś się ruszył i pomógł, a nie tak siedzisz i patrzysz, hm? - Chudy Edd otrząsnął się z rozmyślań i spojrzał w stronę, z której słyszał Eddy'ego. Głos dochodził z garażu, tak więc wyczołgał się z krzaków, otrzepał i dopiero wtedy łaskawie ruszył do garażu Kevina. Ed stał jak ten pajac przy taczce i obserwował ptaki, a Eddy próbował podnieść jeden z większych kartonów, mieszczących się w obszernym pomieszczeniu.
Chudy Edd bez chwili namysłu ruszył pomóc Eddy'emu. Po drodze klepnął Eda po ramieniu i przypomniał mu, że ma się cały czas rozglądać.
Nie pamiętał, co go obudziło. W każdym razie wstał wściekły, tak jak budził się od paru tygodni. Odkąd pierwszy raz przyśnił mu się ten sen. Nie żeby wcześniej ich nie miał, tylko ten był inny. Był z inną osobą. I tak już ponad miesiąc. Denerwowało go to przeraźliwie. Wiedział, że szesnastolatkom hormony buzują, ale przecież... żeby tak... musiała to być TA osoba?! Nawet w myślach nie mógł wymówić jego imienia.
Zgadza się. Jego. Wielki Kevin O. miał sny erotyczne z pewnym znanym mu, irytującym CHŁOPAKIEM. Zawsze wyobrażał sobie kobiety, taką Nazz, Sarę. Raz nawet przyśniła mu się Mańka, w końcu z wszystkich Sióstr Ohydek ona jedna była ładna i w miarę normalna. Ale ten głąb? Jeden z tych idiotów? Trójki największych pośmiewisk w ich szkole? Facet?!
Wstał z łóżka i powłócząc nogami dotarł do łazienki. Bokserki wrzucił do pralki, a sam wszedł pod prysznic.
Po szybkim odświeżeniu się i ubraniu we wczorajsze ciuchy, zszedł na dół. Wiedział, że na śniadanie już było zdecydowanie za późno, a na obiad za wcześnie, ale żeby mieć energię do jazdy na rowerze, musiał coś zjeść. Cokolwiek. Chciał się dziś zmęczyć, by nie mieć sił na zapamiętanie snu. Nauczył się tego jakiś czas temu. A było mu tak dobrze, gdy nie wiedział, co mu się śni. Chciało mu się bawić w świadome sny. Chyba zaślepił go fakt, że podczas snu orgazm jest o wiele silniejszy. Nawet nie dotarł do momentu świadomego snu. Dopadł go ten przysłowiowy leń, gdy tak mało brakowało. A teraz ma za swoje; zamiast uciekać od rzeczywistości i mieć mega frajdę przez tę parę godzin we śnie, on męczy się, bo rano wciąż pamięta, co mu się śniło. Porażka na całej linii.
Dokończył szybko śniadanio-obiad, wziął z wieszaka bluzę i już miał wyjść z domu, gdy odgłosy wydobywające się z jego garażu odrobinę go zmieszały. Nie spodziewał się rodziców tak wcześnie. Jeszcze nawet nie było pierwszej.
...Ale może coś się stało, i dlatego są tak wcześnie? Przecież zazwyczaj zostają po godzinach.
Postanowił to sprawdzić. Zawiązał bluzę w pasie i ruszył do drzwi, prowadzących bezpośrednio do garażu. Otworzył je z zamiarem przywitania się, lecz to, co zobaczył, zezłościło go jeszcze bardziej, niż gdyby miał mieć sny z samym Eddy'm, samozwańczym szefem tej bandy głupków.
- Co tu się wyprawia? - Warknął rozeźlony, licząc na wyjaśnienia. Eddy i Chudy Edd podnosili pudło pełne nowiuśkich łamiszczęk, a najgłupszy z nich, Ed, gapił się w niebo z jęzorem na wierzchu. Myślą, że mogą go sobie okradać, tak?
Podszedł parę kroków do przodu, chcąc najzwyczajniej w świecie ich sprać, gdy Eddy puścił karton na nogi Chudego Edda, wysypując z niego zawartość. Łamiszczęki rozsypały się po podłodze, a Chudy Edd zaskomlał cicho. Bądź, co bądź pudło pełne łamiących zęby słodyczy jest ciężkie.
Chłopak chciał przejść pomiędzy łamiszczękami, lecz były wciąż w ruchu, przez co potknął się o kilka i wywinął przysłowiowego orła. Kevin usłyszał jeszcze tylko głośny huk i garaż ogarnęła ciemność. A prosił rodziców o okna. To nie, oni musieli postawić na swoim. Jeszcze ktoś by ich okradł, fififi. Chcieli ich okraść! Ale przez drzwi, nie okna, do cholery!
- Wrócimy po ciebie, Skarpeta! Trzymaj się! - Usłyszeli przytłumiony głos tego karłowatego dupka. Nawet on nie zostawiłby tak kumpla w potrzebie. A powszechnie wiadomym było, że do przyjacielskich, to on nie należał.
- A ty zawsze, jak ten idiota, słuchasz się tego kurdupla, co? - Zapytał Kevin, zapalając światło. Był wręcz wkurwiony jak nigdy. Teraz jest tu zamknięty razem z tym, o którym śnił przez ostatnie tygodnie do mniej więcej osiemnastej, bo drzwi otwiera się wyłącznie od strony domu, a pilot do garażu leży na przedpokoju. Dzień zapowiada się pięknie, nie ma co.
Chudy Edd podniósł się szybko i rozejrzał po garażu, bojąc się odwrócić w stronę Kevina.
Dokończył szybko śniadanio-obiad, wziął z wieszaka bluzę i już miał wyjść z domu, gdy odgłosy wydobywające się z jego garażu odrobinę go zmieszały. Nie spodziewał się rodziców tak wcześnie. Jeszcze nawet nie było pierwszej.
...Ale może coś się stało, i dlatego są tak wcześnie? Przecież zazwyczaj zostają po godzinach.
Postanowił to sprawdzić. Zawiązał bluzę w pasie i ruszył do drzwi, prowadzących bezpośrednio do garażu. Otworzył je z zamiarem przywitania się, lecz to, co zobaczył, zezłościło go jeszcze bardziej, niż gdyby miał mieć sny z samym Eddy'm, samozwańczym szefem tej bandy głupków.
- Co tu się wyprawia? - Warknął rozeźlony, licząc na wyjaśnienia. Eddy i Chudy Edd podnosili pudło pełne nowiuśkich łamiszczęk, a najgłupszy z nich, Ed, gapił się w niebo z jęzorem na wierzchu. Myślą, że mogą go sobie okradać, tak?
Podszedł parę kroków do przodu, chcąc najzwyczajniej w świecie ich sprać, gdy Eddy puścił karton na nogi Chudego Edda, wysypując z niego zawartość. Łamiszczęki rozsypały się po podłodze, a Chudy Edd zaskomlał cicho. Bądź, co bądź pudło pełne łamiących zęby słodyczy jest ciężkie.
Chłopak chciał przejść pomiędzy łamiszczękami, lecz były wciąż w ruchu, przez co potknął się o kilka i wywinął przysłowiowego orła. Kevin usłyszał jeszcze tylko głośny huk i garaż ogarnęła ciemność. A prosił rodziców o okna. To nie, oni musieli postawić na swoim. Jeszcze ktoś by ich okradł, fififi. Chcieli ich okraść! Ale przez drzwi, nie okna, do cholery!
- Wrócimy po ciebie, Skarpeta! Trzymaj się! - Usłyszeli przytłumiony głos tego karłowatego dupka. Nawet on nie zostawiłby tak kumpla w potrzebie. A powszechnie wiadomym było, że do przyjacielskich, to on nie należał.
- A ty zawsze, jak ten idiota, słuchasz się tego kurdupla, co? - Zapytał Kevin, zapalając światło. Był wręcz wkurwiony jak nigdy. Teraz jest tu zamknięty razem z tym, o którym śnił przez ostatnie tygodnie do mniej więcej osiemnastej, bo drzwi otwiera się wyłącznie od strony domu, a pilot do garażu leży na przedpokoju. Dzień zapowiada się pięknie, nie ma co.
Chudy Edd podniósł się szybko i rozejrzał po garażu, bojąc się odwrócić w stronę Kevina.
- Nawet się nie odwrócisz, hę? - Teraz już musiał stanąć twarzą w twarz z Kevinem. Czuł jego oddech na karku. Bał się.
Ale nie tylko Chudy Edd się bał. Kevin był wręcz przerażony. Przerażony tym, że gdy tylko Edd się odwróci i zobaczy jego twarz, przypomni sobie, jak pięknie wyglądała ta twarz w jego śnie. Bał się, że go poniesie, a potem nie dość, że Edd będzie się go bał i czuł wstręt do niego, to zapewne rozpowie o tym wszystkim i jego reputacja stracona.
Chudy Edd odwrócił się na pięcie. Kevin sporo urósł przez ostatnie lata, więc, by zobaczyć jego twarz, musiał spojrzeć w górę. Kevin bez czapki jest dużo przystojniejszy, niż Kevin w czapce, pomyślał Edd, przyglądając mu się. Zauważył, że Kevin się rumieni. Ledwie zauważalnie, ale tak jest. Uznał, że to słodkie. Jego oczy miały kolor jasnego brązu, z domieszką zieleni przy źrenicach. Były lekko przymknięte, w końcu patrzyły w dół, na niego. Nigdy nie potrafił wyczytać uczuć z ludzkich oczu, więc nie bardzo wiedział, co teraz myśli Kevin. I szczerze mało go to obchodziło.
Miał rude rzęsy, które rzucały cienie na policzki, przysłaniały oczy. Przełykając ślinę, przeniósł swe spojrzenie na usta. Naszła go ochota, by je ucałować. Górną i dolną wargę. A potem zassać się na którejś i tak ssać bez opamiętania.
Nie wiedzieć kiedy, podniósł się na palcach i zrobił to, co planował. Najpierw cmoknął dolną wargę, a potem podniósł się jeszcze trochę, i pocałował górną, poświęcając jej znacznie więcej uwagi. Kevin wydał z siebie cichy pomruk aprobaty. Edd uśmiechnął się, wypuszczając jego wargę z ust.
Kevin popchnął go na ścianę, zdejmując z niego czapkę i wpijając się w jego usta brutalnie. Wplótł dłonie w gęste, czarne włosy. Nie pamiętał, jakie były we śnie, ale chyba właśnie takie: miękkie, lekko kręcone przy końcówkach i pachnące.
Edd był całkowicie bierny, jedynie jego ręce, drżące, błądziły po klatce piersiowej Kevina, co jakiś czas zachaczając o sutki.
W pewnej chwili, gdy zabrakło im powietrza, Edd zapytał:
- Co my robimy, Kevin?
- Chyba się całujemy, nie? - Chłopak znów chciał wpić mu się w usta, ale Edd zasłonił je rękoma.
- Nie o to chodzi, Kev. Dlaczego my się całujemy?
- Sam to zacząłeś. - Warknął, opierając się rękoma obok jego głowy.
- I chcę to kontynuować, ale... - powstrzymał go przed ponownym pocałunkiem. - ...do jakiego momentu, Kevin?
- Chcę pójść na całość. - Wyznał bez ogródek. - Ty nie chcesz?
- No... chcę, ale jak ktoś tu wejdzie? I nas zobaczy? - Kevin myślał, że Edd ma zachamowania, bo boi się, że jego "kumple" tego nie zaakceptują, a tu proszę... najwyraźniej nawet nie brał pod uwagę tego, że się o nich dowiedzą.
- Do szóstej nikogo tu nie powinno być, chyba, że karzeł wpadnie na genialny pomysł wydostania cię stąd, gdy za długo będziesz tu siedzieć. Ale szczerze w to wątpię. - Uśmiechnął się złośliwie, powracając do atakowania ust Edda swoimi. Chłopak tym razem się poddał i - wyjątkowo - nie pytał już o nic, nawet o to, dlaczego mają tam siedzieć do szóstej. Kevinowi to pasowało.
Nie podoba mi się ten shot. Wam pewnie też. Pozdro. (✧ з ✧)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz