Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gateway to Hell. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gateway to Hell. Pokaż wszystkie posty

2014/02/09

Chapter ten

Dziękuję za komentarze, Mio, wiele dla mnie znaczą <3

 - Śpisz na podłodze. - wysyczał przez zaciśnięte zęby.

 - Śpimy razem. - powiedział Osamu, rzucając się w ciuchach na wielkie łoże.

 - Uparta królewna. - warknął, kierując się do łazienki.

 - I ty mnie tak samą chciałeś zostawić! - zawył dramatycznie Osamu, zakrywając twarz przedramieniem. - Biedną, zranioną, nieszczęsną królewnę, na pastwę jakiejś tam podłogi! Potwór bez serca, oto określenie na...

 Reszty monologu nie usłyszał, gdyż zamknął się szczelnie w łazience. Rozebrał się i wszedł pod prysznic, zmywając z siebie bród dzisiejszego dnia.

*
 Wszedł do pokoju idealnie pod koniec przemowy.

 - Idź się myć, biedna, nieszczęsna królewno. - położył się na łóżku i pociągnął kołdrę, zrzucając Osamu na podłogę.

 - Auć. Mógłbyś być delikatniejszy. - mruknął Osamu, masując obolały tyłek.

 - Idź już. - warknął, okrywając się szczelniej.

 Osamu z miną nieszczęśnika skierował się do łazienki. Z dziwnych przyczyn nie znosił wody. Ale kąpać się, niestety, musiał. I to codziennie. Jakby ludziom w ogóle przeszkadzał jego zapach. Przecież ładnie pachniał... zazwyczaj.

 Wyszedł spod prysznica równie szybko jak pod niego wszedł. Hikaru wciąż leżał, szczelnie okryty, nie poruszając się. Zbliżył się cicho, nie wydając z siebie żadnego dźwięku. Nawet jego oddech teraz nie istniał. Podkradał się tak, niczym kot, aż nie doszedł do brzegu łóżka. Tam skoczył na niespodziewającego się niczego Aquersa.

 - Osamu, idioto, złaź!

 - To może być nasz rytuał. - podsunął książę, wpełzając pod kołdrę i przylegając do nagrzanego ciała niebieskookiego.

 - Precz.

 - Nie.

 - Precz.

 - Hikaru, ja cię lubię. - Osamu spojrzał w górę, w te piękne, bystre oczy, które teraz ukazywały zdenerwowanie.

 - Precz. - wycedził znów, gromiąc go wzrokiem.

 - Ale tak bardzo...

 - Precz. - przedłużył "e".

 - Tak, że nie mogłem wytrzymać...

 - Precz.

 - ...bez przytulenia cię.

 - Precz.

 - Nie bądź taki. - spojrzenie zbitego pieska niestety niewiele dawało.

 - Nie, precz!

 - Ale ja cię kocham! - książę dopiero po paru sekundach oprzytomniał. Zakrył usta dłońmi, a jego oczy rozszerzyły się. Szybko się wycofał i wyskoczył spod kołdry. Wciąż zakrywając usta, wbiegł do łazienki, zamykając się od środka.

 - Osamu, coś ty powiedział? - zapytał Hikaru, chwytając za klamkę drzwi do łazienki.

 - Nic nieznaczące zdanie, naprawdę. Nie przejmuj się. Możesz iść spać, nie zwracaj na mnie uwagi. Ja sobie tu posiedzę i do rana mnie nie zobaczysz. Wiem, że tego chcesz. Więc już idź. Nawet mnie nie usłyszysz. Będę sobie siedział cicho jak mysz i wszystko będzie w porządku. Możesz spać na tym wielkim łóżku beze mnie, sam tego chciałeś. Więc teraz łaskawie idź i nie wracaj. Znaczy, rano przyjdź i mnie obudź. Przez drzwi. Albo niech dziewczyny to zrobią.

 - Przestań mamrotać i otwórz te drzwi! - warknął Hikaru, zdenerwowany słowotokiem księcia. Walnął pięścią w drzwi i czekał. W końcu nic innego nie mógł zrobić.

 - Po co?

 - Nie udawaj głupiego i otwórz te cholerne drzwi, inaczej je rozwalę. - podziałało. Książę otworzył i wyszedł, wymijając go. Usiadł na łóżku, patrząc na swoje dłonie.

 - Więc? - zapytał książę, unosząc na chwilę spojrzenie.

 - Co więc?

 - O czym chciałeś rozmawiać?

 - Mógłbyś powtórzyć to, co powiedziałeś?

 - Więc.

 - Hę?

 - Powiedziałem "więc".

 - Nie to, kretynie. Dobrze wiesz, o co mi chodzi.

 - Nie chcę tego powtarzać. Tego zdania nie było, nie ma i się nie pojawi. Nie zmusisz mnie do powtórzenia czegoś, co się nie wydarzyło.

 - Ej... - Hikaru pochylił się nad nim i złapał jego twarz w obie dłonie, zmuszając księcia do popatrzenia mu w oczy. - ...powtórz to.

 - Ja nie... nic nie powiedziałem. - upierał się dalej, ignorując to, iż ich twarze dzieliły teraz milimetry.

 - Proszę. - szepnął, muskając wargami usta księcia.

 - Ja... - książę wreszcie się przełamał. Nie do wiary, ile daje zwykłe słowo "proszę" z ust niezwykłego dlań człowieka. - Kocham cię...

 - I jesteś tego tak w stu procentach pewien? Przecież znamy się dopiero kilka dni. - Hikaru pochylił się jeszcze bardziej, zmuszając Osamu do położenia się. Złapał jedną dłonią jego nadgarstki i położył je nad głową blondyna. Drugą ręką wciąż głaskał jego twarz.

 - Wiesz... to trochę skomplikowane.

 - Mamy czas, właściwie to nawet całą noc.

 - Wiesz... ja jeszcze nigdy, do nikogo, nie czułem czegoś takiego. Miałeś tak kiedyś? Że zawsze przy kimś takim odlatywałeś wręcz? Czułeś się wspaniale? Jakbyś wreszcie znalazł sens swojego istnienia? Jakbyś wiedział już, że ta osoba to... ta jedyna, jaka jest ci dana? Ja cię... kocham, tak prawdziwie. A czas nie ma teraz znaczenia. Przynajmniej nie dla mnie. - Osamu po wypowiedzeniu tego soczyście się zarumienił. Próbował uciec wzrokiem, byle jak najdalej od tych głębokich, niebieskich tęczówek, przypominających wzburzone morze.

 - Wiesz co? - zapytał Hikaru, składając krótki pocałunek na spragnionych ustach księcia. - Chyba mógłbym cię pokochać, jeśli byśmy się lepiej poznali. - wyznał, tym razem na dłużej przylegając do tych kuszących warg.

 - Ja... chcę... teraz... - wymamrotał nieskładnie Osamu, pomiędzy pocałunkami.

 - Dostaniesz. - powiedział Hikaru, przechodząc do całowania szyi księcia. Po zrobieniu kilku sporej wielkości malinek, schodził jeszcze niżej. Na całe szczęście, Osamu spał bez koszulki. Zassał się na jednym z sutków, drugi masując dłonią. Książę może nie miał umięśnionego brzucha, bardziej wychudzony, ale widoczne, odstające kości jedynie dodawały mu uroku. Szramy i blizny w niektórych miejscach okazały się idealne do lizania ich. Blondyn wił się pod nim i skomlał, nakręcając go jeszcze bardziej. Hikaru czuł się jak pan i władca. Idealnie pasował do tej roli.

*
 - Hej, Axel. - szepnął Umino w głuchą przestrzeń. - Śpisz?

 - Ta. - mruknął Umari.

 - Dlaczego nie śpimy razem?

 - Bo nie chciałeś jeszcze.

 - Tak powiedziałem? - zapytał speszony, przypominając sobie to zdarzenie. - To w takim razie to odwołuję.

 - To chodź tu, Umi, a nie niepotrzebnie gadasz. - powiedział Axel. W jego głosie można było wyczuć nutkę rozbawienia. Kawahashi odrzucił kołdrę i postawił stopy na zimnej podłodze. Wstał, chwiejąc się lekko i maleńkimi krokami dotarł do łóżka swojego... właściwie teraz już męża.

 - Um... ja... - mruknął cicho, pocierając kark.

 - Och, chodźże wreszcie. - warknął Axel, zgarniając blondynka w swoje ramiona. Umi pokręcił się trochę w ciasnych objęciach, chowając głowę w zagłębieniu szyi zielonookiego. - Dobranoc. - pocałował jego lekko wilgotne włosy.

 - Dobranoc. - odszepnął młodszy, jednak po chwili zapytał: - Axel, możemy porozmawiać?

 - Teraz?

 - Tak. Teraz jest najlepsza pora.

 - Ok. To mów, lub pytaj, czy coś.

 - Ee... widzisz... ja tego nie pamiętam, znaczy pamiętam... ale tak trochę... i to odrobinę krępujące, bo my już właściwie z sobą jesteśmy i chyba powinienem to wiedzieć, ale... jak ty mnie tu właściwie rozpoznałeś? Przecież nawet ja tego nie pamiętałem.

 - Tu czyli... w Krainie Umarłych? - Umi pokiwał głową. - Wiesz, to dość skomplikowane. Za życia łączyły nas relacje sam wiesz jakie, a po tym, gdy Anioł zarządził rozdzielenie nas, a ty z powrotem tu trafiłeś, ja po prostu... wiedziałem. Od razu.

 - Wiesz, że nawet, gdy nie pamiętałem tego, kim byłem na początku, już coś do ciebie czułem?

 - Cieszę się. - uśmiechnął się, czego w ciemności nie można było zobaczyć. - Demony nas opuszczają.

 - Hę?

 - Nie wiesz? Czują tę atmosferę i nie chcą nam przeszkadzać. Ich obowiązkiem w tym świecie jest pilnowanie zmarłych, by nie próbowali iść dalej. Ale gdy czują, że jest taka wręcz "intymna" atmosfera... po prostu, wychodzą. Jak ludzie, tylko bezgłośnie. A mrok znika i zastępuje go ciemność.

 - Ale... jak... no, co to znaczy... byśmy nie szli dalej?

 - Dalej jest... więcej, tyle że mroczniej. I do tej pory, jedynymi, którzy poszli dalej i wrócili, były demony.

 - A mógłbyś trochę jaśniej to wyjaśnić?

 - Widzisz, jak jest ten świat, do którego przechodzą ci ze świata żywego, gdy umierają, lub gdy ktoś ich zabije, popełnią samobójstwo w słusznej sprawie, czy coś, to są tu. Ale niektórzy idą gdzie indziej, idą od razu dalej. Do świata jeszcze bardziej zawiłego od tego. Tam idą ci, którzy nie do końca umarli, lecz jednocześnie nie mogą już wrócić do żywych. My też moglibyśmy tam trafić, zabijając się w tym miejscu. Chodzilibyśmy po bezkresie snów, cudzych snów. Bylibyśmy tylko cieniem. Imitacją prawdziwych siebie. I tylko demony potrafią przemieszczać się po trzech światach. - wyjaśnił, spokojnym tonem. - Tamten świat nazywają... Krainą Wiecznych Snów.

Zapraszam do komentowania~!

2014/01/26

Chapter nine

Błękitnawa poświata okryła ich z każdej strony, unosząc się, póki ich usta były złączone, aż wreszcie opadła, wraz z emocjami.

 - Udało się? - Umi wciąż miał zamknięte oczy.

 - Spójrz na swoją prawą dłoń. - powiedział cicho Axel, obejmując go jeszcze mocniej. Umino uchylił powieki i podniósł powoli dłoń. Nic.

 - Przecież nic tu nie ma... - mruknął Kawahashi.

 - Pokaż. - Umari nie wydawał się być w żadnym stopniu zaskoczony. Złapał za prawy nadgarstek blondynka i uniósł jego rękę pomiędzy nich, a potem pokazał wewnętrzną stronę prawej dłoni jej właścicielowi. - Teraz widzisz?

 - Jest... wspaniały. - westchnął Umi, przyglądając się małemu tatuażowi o wyglądzie małego, ciemnego yin-yang¹, Axel również taki miał.

 - Przypomniałeś już sobie?

 - Chyba tak... - powiedział Umi, patrząc prosto w jego oczy. - Pamiętam sztorm... i ciebie... i mnie... i Anioła... i propozycję drugiego życia... - z każdym wymienionym słowem Axel uśmiechał się coraz szerzej. - Ale nie pamiętam, jak się nazywałem...

 - Ja też tego nie pamiętam... jakby Anioł Śmierci celowo usunął twoje imię i nazwisko z umysłów wszystkich, którzy cię znali... ale zostawił mi wspomnienia. - uśmiechnął się.

 - A mi je przywrócił. - Umi powtórzył ten gest i wtulił się w zagłębienie jego szyi. Zauważył całkiem niedawno, iż Axel ma bardzo charakterystyczny zapach. Piękny, taki kojący. - Kocham cię, wiesz?

 - Wiem. - pocałował go we włosy. - Chodźmy może do domu, co?

 - Ale chcę zmienić wystrój. - powiedział, gdy już wstali i kierowali się do domu.

 - Możesz go przecież zmieniać kiedy chcesz.

 - Ale ten chcę już na stałe. Więc masz go nie zmieniać.

 - To zależy od tego, czy mnie też się spodoba.

 - Wiesz co? Zostaw mnie samego na jakieś piętnaście do dwudziestu minut i mi powiesz, czy ci się podoba.

 - Jak sobie chcesz. Pójdę do Sally.

 - Która to? Jeszcze się nie orientuję.

 - To ta mała w pokrwawionej sukience, co z misiem chodzi wiecznie.

 - Aha, OK, postaram się zapamiętać. - zachichotał, wyprzedzając go i stając w przejściu ich domu. - Minimum piętnaście minut. - i zatrzasnął drzwi.

***

 - Widzicie tę wioskę? - zapytał, chyba po raz setny od godziny, Osamu.

 - Ile razy będziesz o to pytać? - zapytała mocno poddenerwowana Yumi.

 - Aż sam jej nie zobaczę. - warknął jej w odpowiedzi.

 - Noogi mnie boolą. - zaskomlał Kageyami po dłuższej chwili ciszy.

 - Zamkniesz się wreszcie? - zapytał Hikaru, stając w miejscu. - Jesteś ty wojownikiem czy nie?

 - Jestem. - odparł tamten, unosząc hardo głowę i spoglądając wyższemu w oczy.

 - To nie zachowuj się jak panienka. - warknął, popychając Osamu, na co ten się zachwiał i cofnął kilka kroków w tył. Hikaru się zaśmiał i ruszył dalej, nie oglądając za siebie.

 - Ej, uważaj sobie! - krzyknął Osamu, zrównując się z nim krokiem.

 - Bo co? - zapytał, ponownie przystając.

 - Bo... bo... - Hikaru schylił się, złapał Osamu w pasie i przerzucił sobie przez ramię. Jak worek jakiś. - Hej!

 - Wkurzasz mnie. Teraz masz siedzieć cicho, bo cię zrzucę i będzie boleć. Bardzo boleć. - poklepał go w pośladki, a dziewczyny zachichotały. Tak, czeka ich bardzo długa i wyczerpująca podróż.

 Osamu tylko prychnął i skrzyżował ręce na klatce piersiowej, pomimo niewygodnej pozycji i wpatrzył się w - chcąc, nie chcąc - pośladki Hikaru, które opinały dość wąskie spodnie, a ponieważ książę zdawał sobie sprawę ze swoich preferencji, miał niemały problem. Dodatkowo dojrzewanie dawało swoje, a więc, by jakoś powstrzymać krew buzującą się w dolnej partii jego ciała, przy pierwszej napotkanej gospodzie zapytał:

 - Możemy się tu zatrzymać?

 - Nie. Idziemy dalej. - odpowiedział Hikaru. Dziewczyny w ogóle nie brały udziału w konwersacji ogólnej. Wciąż coś do siebie szeptały.

 - Ej, chłopcy, ile wy się znacie? Od wczoraj, co nie? - zapytała Yumi.

 - No. - odpowiedział Hikaru. - A co?

 - A nic. - powiedziała Miku.

 - Krew mi nie dopływa. - wystękał Osamu. Oczywiście chodziło tylko o to, iż nie dopływała do mózgu, jakoś nie miała większych problemów, by płynąć w dół...

 - Oh, i co z tym fantem zrobić? - zapytał sarkastyczne Hikaru, szerokim łukiem omijając wąskie przejście do targowiska.

 - No nie wiem, może mnie odstawić?

 - A może nie?

 - Proszę. - powiedział cicho, by tylko on mógł go usłyszeć.

 - Chyba nie dosłyszałem. - powiedział ciut głośniej, przez co dwie starsze panie zwróciły w ich stronę głowy.

 - Proszę cię, o wielki Hikaru, puśćże mnie wreszcie. - warknął już głośniej.

 - Tak lepiej. - westchnął i odstawił księcia na ziemię. Osamu zrównał się z nim krokiem i próbował chwycić go za rękę, lecz los (a może zwyczajny pech) chciał, by Hikaru w tym akurat czasie schował ręce do kieszeni.

 - Ej! Jako mój chłopak powinieneś podać mi rękę, a nie ją chować.

 - Ktoś powiedział, że ja się na ten układ zgodziłem?

 - No przecież...

 - I tak mieliśmy się zatrzymać, zmęczenie dawało swoje... Zresztą, jeśli chcesz zawrzeć ze mną jakąś umowę, coś jak pakt, wszystko powinno być na piśmie, łącznie z moim podpisem. - uśmiechnął się wrednie i skręcił w następną uliczkę, zderzając się z małą dziewczynką, której upadł lizak. Spojrzała w górę i przekręciła głowę. - Chciałaś coś?

 - Zrzuciłeś mi lizaka. - powiedziała piskliwym, acz stanowczym głosikiem.

 - Nie, to ty go upuściłaś. - odpowiedział spokojnie, mierząc się z dzieckiem uważnym spojrzeniem.

 - Oh, błagam, nie mów mi tylko, że będziesz kłócić się z bachorem o jakiś tam lizak. - Osamu wtrącił się do rozmowy. Jakoś nigdy za dziećmi nie przepadał.

 - Coś się stało? - zapytała Yumi, gdy wraz z Miku stanęły zaraz za nimi. - Musimy iść dalej, nie stójcie tak.

 - Hikaru kłóci się z dzieckiem.

 - Dzieckiem? Kocham dzieci! - westchnęła Miku, przepychając się pomiędzy nimi. - Cześć, mała. - uśmiechnęła się pogodnie, kucając przed nią.

 Dziewczynce zatrzęsła się bródka i chwilę później zawyła głośnym szlochem, który przywołał do niej rosłą kobietę z wałkiem do ciasta w dłoni.

 - Co się stało, Bree? - zapytała, mierząc przybyszy nieprzychylnym wzrokiem.

 - Ten pan upuścił mój lizak. - zasepleniła dziewczynka, wyraźnie milszym tonem, i wskazała trzęsącą się rączką Hikaru.

 - Jeśli chcesz, mała, to ci go odkupię. - westchnął Hikaru, nie pozwalając kobiecie się odezwać.

 - Dobrze. - znów zasepleniła i uśmiechnęła się iście uroczo, niestety jedynie dla swojej matki był to miły uśmiech, bowiem przybysze już wiedzieli, jakie to dziecko - lub nawet większość dzieci z tej wioski - jest "grzeczne".

 - No, widzisz, po sprawie, kochanie. - kobieta uśmiechnęła się do dziecka, a gości zgromiła wzrokiem i wróciła do wnętrza mieszkanka.

 - Wychowujemy dzieci na małe potwory. - stwierdził Osamu, porywając niepostrzeżenie jabłko ze straganu.

 - Wiesz, chyba zdążyłem zauważyć. - powiedział Hikaru, biorąc gryz jabłka i oddając księciu.

 - Ja nie jestem dzieckiem.

 - Ale nim byłeś, a ktoś cię musiał wychowywać. Dobra, nieważne. Chodź, Bree czy jak ci tam, odkupię ci tego lizaka.

 - Tylko rodzice mówią do mnie po imieniu. - przyznała dziewczynka i ruszyła za nimi do pojedynczych straganów.

 - Co z tego, kupię ci lizaka i więcej nas tu nie zobaczysz. - burknął Hikaru, wyciągając z kieszeni woreczek z pieniędzmi.

 - Kolejni klienci? - do małej podszedł jakiś chłopiec, sporo od niej wyższy.

 - Niestety nie. - odparła, a chłopiec uśmiechnął się przebiegle i zwrócił do przybyszy:

 - A może zechcielibyście, drodzy państwo, zwiedzić nasze przepiękne miasto?

 - Poradzimy sobie, dzięki. - powiedział Osamu, porywając od Hikaru woreczek i kupując dwa lizaki. Jeden wsadził sobie do buzi, a drugi wcisnął dziewczynce. - Żegnam.

 - Osamu, stój! Ja chcę się przejść po mieście! - krzyknęła Miku, pierwszy raz zwracając się bezpośrednio do księcia.

 - A ja chcę mieć święty spokój i oboje mamy problem. - podsumował, stając w cieniu jakiegoś przydrożnego baru.

 - Hikaru, weź mu przemów do rozsądku, ty pewnie też chcesz się czegoś więcej o tym miejscu dowiedzieć. - uśmiechnęła się Yumi, głaszcząc chłopca po głowie. Trochę dziwnie to wyglądało, bo był niewiele od niej niższy.

 - Łapy. - warknął chłopak, odsuwając się na stosowną odległość.

 - On już tak ma. - westchnęła Bree. - Nie lubi, gdy ktoś go dotyka.

 - Nie lubię, gdy obcy mnie dotykają. - poprawił ją, krzywiąc się lekko.

 - Ah tak... - szepnęła Miku, patrząc na Hikaru błagalnie.

 - Daj spokój, Miku, chodźmy już znaleźć sobie jakieś miejsce do spania, bo nie chcę znów spać pod jakimś dachem z gliny.

 - Nie moja wina, że zaczęło padać, okej?

 - Jak sobie chcesz, ja idę po Osamu. Ej, wielki książę, zbieraj się! - krzyknął w jego stronę i jeszcze raz odwrócił się do reszty. Rzucił chłopcu kilka monet (które ten dość zabawnie chwycił) i powiedział: - Oprowadź je, skoro tak bardzo tego chcą.

 - Robi się. - chłopak się ukłonił i powiedział do dziewczyn: - Więc, drogie panie, zapraszam za mną. - i ruszył w tylko sobie znanym kierunku, a dziewczyny za nim.

 Hikaru dogonił Osamu, który zdążył się już porozglądać po okolicy.

 - Jednak poszły pozwiedzać? - zapytał z przekąsem.

 - Tak, a my poszukamy jakiejś gospody, gdzie mają wolne pokoje.

 - Dwie sypialnie wystarczą, prawda? - zapytał Osamu.

 - Zależy po ile łóżek.

 - Wydaje mi się, że po dwa w jednym pokoju.

 - Gdzie?

 - Za moimi plecami. - powiedział Osamu i wszedł do miejsca, które wydawało się być "przydrożnym barem". W środku wyglądało całkiem przytulnie.

 - O, to pan, czyli jednak towarzysze się zdecydowali?

 - Tak, tak, tylko koleżanki poszły jeszcze pozwiedzać. Także jak na razie chcemy te pokoje tylko w teorii, poczekamy na dziewczyny i uzgodnimy kto gdzie śpi. - powiedział do gospodarza Osamu i położył na ladzie kilkanaście monet.

 - Rozumiem. Może zechcecie się czegoś napić, panowie?

 - Z chęcią. Niech pan da to co najlepsze, ale w przyzwoitej cenie, razy dwa. - powiedział Hikaru, wchodząc księciu w słowo. Dostali od gospodarza dwa kufle jakiegoś niezidentyfikowanego koloru napoje i ruszyli do wolnego stolika w rogu, z którego mieli dobry widok na całą salę i jednocześnie widzieli wszystko za oknem.

***

 Miku i Yumi zajęły pierwszy pokój i od razu poszły spać, nie bardzo interesując się tym drugim.

 - Śpisz na ziemi. - stwierdził Hikaru, po zajrzeniu do ich sypialni. Mieściło się w niej tylko jedno, dwuosobowe łóżko i dwie komody.

 - Nie ma mowy. Sam powiedziałeś, że zachowuję się jak panna, a pannom się ustępuje. Albo możemy spać razem. - Osamu uśmiechnął się do niego figlarnie. Oto czeka go kolejna, nieprzespana noc.

¹W tamtejszych czasach znak yin-yang oznacza miłość, wierność i zaufanie. Jego definicja niewiele różni się też od tej z czasów dzisiejszych.

2013/12/27

Chapter eight

 Czy można kogoś upokorzyć bez jakichś ważniejszych widzów? Najwyraźniej chyba można.

 - Ż-że co proszę? - zapytał na pozór grzecznie, jednak w środku aż kipiał ze swojej bezradności. Obiecał coś, czego nawet do końca sam nie rozumiał.

 - Znaczy... nie w sensie, że swoje ciało... no, po części też, ale... nie o to chodzi... - Osamu zaczął się plątać, wbijając wzrok w podłogę, po której leniwie posuwał się ostatni promyk zachodzącego słońca, w chwilę potem zgasł całkiem, ustępując miejsca księżycowi, który dumnie przysłaniał mrok swym niebieskawym blaskiem. - Chodzi mi o to, żebyś... no nie wiem, jak to określić... spróbował być takim jakby moim... chłopakiem? Ta, chyba o to chodziło. Zabrzmiało to żałośniej, niż w mojej głowie. - mruknął, pocierając skroń.

 - Nie, skądże, mów dalej. Nie jest źle, przynajmniej po części to ogarniam. - wycedził, próbując się opanować. Raz, dwa, trzy... nie, to nie działa. Cholera!, rozmyślał Hikaru, starając się odnaleźć w głębi mózgownicy jakieś skuteczniejsze sposoby na odreagowanie złości. - Czyli co... ty się we mnie... zauroczyłeś?

 - Można tak powiedzieć. Nie znam się na tym, szczerze mówiąc. Jestem lewy w takich sprawach. A wy coś wiecie na ten temat? Yumi, Miku? - zapytał nad jego ramieniem, jednak odpowiedziały mu jedynie ciche pomruki, wydawane przez Yumi. Dziewczyny spały jak zabite, zupełnie ignorując ich niecodzienną pogawędkę. - Może... teraz się prześpijmy, wcześniej byłeś taki zmęczony... - zaproponował spokojnie. - Rano pogadamy.

 Hikaru kompletnie zapomniał o swoim zmęczeniu. Teraz był wręcz pobudzony jak po poczwórnej porcji kofeiny.

 - Tak, chyba masz rację. - udał ziewnięcie. Był dobrym aktorem.

 Uklepali ziemię po swojej stronie mieszkanka i przykryli porcją siana.

 - Masz jakiś koc? - zapytał Osamu, przytulając ramionami podkulone nogi.

 - Wielki książę nieprzyzwyczajony do zimna? - zapytał kpiąco Hikaru, kładąc się plackiem na brzuchu, głową w stronę dziury zastępującej drzwi. - Nie ma tu żadnych dzikich zwierząt, prawda?

 - W polu? - zapytał Osamu, powoli się podkradając do chłopaka.

 - Czasem też bywają. - odpowiedział mu tamten, przymrużając powieki. - Nawet o tym nie myśl. - warknął, gdy książę już wyciągał ręce, by się na nim położyć.

 - Skąd wiesz, co chcę zrobić? - zapytał Osamu, jednak realizując swój plan.

 - Widać twój cień, kretynie. - wycedził, ledwo oddychając. - Nie ważysz grama, złaź.

 - Nie. - mruknął Osamu, wciskając ręce pod brzuch Hikaru. - Gdybyś leżał tak, że mógłbym cię z boku przytulić, to byś się nie dusił.

 - Zejdź, to się położę. - wystękał po dłuższej chwili, gdy naprawdę brakowało mu już powietrza.

 - Oki. - zapiszczał Osamu, udając małą dziewczynkę, która cieszy się na wieść o smakowitych słodyczach, które może dostać, jeśli tylko będzie grzeczna.

 - Nie wychodzi ci to piszczenie. - westchnął i poczuł ulgę, wreszcie się podnosząc. - Żebra mnie przez ciebie bolą.

 - To masz je najwyraźniej bardzo kruche, bo ja jestem lekki jak piórko. - stwierdził słodko książę i wtulił się w plecy chłopaka, gdy ten próbował wstać.

 - Puść. - powiedział, siląc się na spokój. - Wiesz co? Poza zamkiem zachowujesz się jak panienka... A może ty jesteś panienką? - zapytał, udając zastanowienie. - Weź zdejmij te spodnie, sprawdzimy.

 - Weź się ogarnij. - warknął Osamu, odklejając się od tych ciepłych, umięśnionych pleców... Nie, stop! Ma być wściekły! Tak: wściekłość na pierwszym miejscu. - To że lubię się przytulać, wcale nie czyni ze mnie laski.

 - Jak uważasz. Chociaż wiesz co? Jakbyś był laską, miałbyś u mnie zdecydowanie większe szanse. - Hikaru wreszcie się ułożył w miarę wygodnie i rozpostarł ramiona. Tym razem role się odwróciły: to książę rzucił się na niebiesko-włosego, tylko zamiast z pięściami, z pragnieniem ciepła drugiego ciała. Jak on dawno nie był przytulany, tak mu tego brakowało.

 - A ty zdecydowanie nie masz wyboru. - uśmiechnął się, w połowie już śpiąc.

 - To znaczy? - zmarszczył brwi i przyjrzał się twarzy księcia.

 - Nawet, gdybyś się teraz w kimkolwiek zakochał, nie masz prawa ode mnie odejść. Obiecałeś. - westchnął, już całkiem rozluźniony. I miał rację, obiecał zrobić wszystko, co może i - niestety lub stety - odejść nie może. Westchnął zrezygnowany i przymknął oczy, czekając aż zmorzy go sen.

***
 - Myślisz, że mu się udało?
 - Raczej tak.
 - A co jeśli nie?
 - Wyczułbym to.
 - Ej, Axel?
 - Co, Umi?
 - Miałeś mi o czymś przypomnieć.
 - Tak, coś mi obiecałeś.
 - C-co? - zapytał, lekko zdziwiony.
 - Gdy on odchodził, obiecałeś mi coś. Pamiętasz?
 - Aa, tak, rzeczywiście. - powiedział Umi, odwracając się. Siedział u Axela na kolanach, więc miał trochę łatwiejsze położenie, niż jakby siedział obok. Dotknął jego policzka i popatrzył głęboko w oczy. - Teraz nie ma odwrotu, prawda? Jeśli raz się to powie, decyzja jest nieodwołalna?
 - Tak.
 - No więc... dobrze. - powiedział cicho.
 - Jesteś pewien, że chcesz to zrobić?
 - Stuprocentowo. - potwierdził po chwili namysłu.
 - To w takim razie powtarzaj za mną, tylko wiesz, jako ty. - wyszczerzył się, lecz zaraz spoważniał i zaczął: - Ja, Axel Umari, przysięgam być zawsze przy tobie, Umino...
 - Ja, Umino Kawahashi, przysięgam być zawsze przy tobie, Axelu... - Umi odchrząknął i powtórzył drżącym głosem.
 - ...nigdy cię nie opuścić...
 - ...nigdy cię nie opuścić...
 - ...i nikomu nie pozwolę cię skrzywdzić.
 - ...i nikomu nie pozwolę cię skrzywdzić.
 - Chociażbyś był w największych tarapatach, postaram się pomóc ci z całych sił.
 - Chociażbyś był w największych tarapatach, postaram się pomóc ci z całych sił.
 - I na zawsze będę cię kochał.
 - I na zawsze będę cię... - blondynek zawiesił się, bojąc się tego powiedzieć. Nigdy nie myślał, że kiedyś uda mu się złożyć przysięgę, a co dopiero wyznać uczucie osobie tak bliskiej.
 - Powiedz to. - szepnął Axel i uśmiechnął się lekko, dla zachęty.
 - I na zawsze... będę cię kochał. - powiedział cicho, ledwie niedosłyszalnie.
 Axel postanowił przypieczętować przysięgę pocałunkiem. Może nie było to ogromne wesele, o jakim marzyli za życia, lecz nie mieli na co narzekać. Przynajmniej są razem.
=^^=
Haha~! Pewnie kompletnie
nic nie ogarniacie z tej przy-
sięgi, so? No bo, jakie "za ży-
cia", przecież Umi jest jeszcze
dzieckiem, bla bla bla... On so-
bie mógł być dzieckiem -
- W TAMTYM ŻYCIU XD
Nie no, powinno się to wyjaśnić
już chyba za jakieś dwa rozdziały,
albo nawet w następnym rozdziale.
Kto wie, kto wie...? *zastanawia się*
NIKTOOOŚ~! :D
Pozdrawiam cieplutko i składam spóźnione życzenia: WESOŁYCH ŚWIĄT,
na całe szczęście to napiszę na czas:
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO JORKU, KOCHANI~!
xoxo
Wasz nieprzestrzegający żadnych zasad (grawitacji też) Miko-Saki (bez tej głupiej dyndającej czapeczki)~!
Proszę, komentuj ktoś...
DZIĘKUJĘ CI, MIO, ZA TWOJE POŚWIĘCENIE, POMIMO TEGO, IŻ TY (wyjontkowo) NIE MUSISZ KOMENTOWAĆ :* (chociaż miło by było, gdybyś wciąż komentowała >.>)

2013/12/26

Chapter seven

 - Ej, może byście tak wstali? Zaraz się zaczną ludzie gapić.

 - Jesteśmy z dala od rynku, a tu jest tak ciepło... - westchnął Osamu, bardziej się wtulając w chłopaka pod sobą.

 - Rozumiem, że jesteś zmęczony, bo mimo tego, że woda cię otrzeźwiła, to jednak podświadomie czujesz, że się nie wyspałeś, ale on się chyba dusi. - przykucnęła przy nich.

 - On zasnął. - prychnął Osamu, jednak na wszelki wypadek odchylił się trochę do tyłu.

 Hikaru podniósł głowę i wziął głęboki wdech.

 - Wcześniej nie łaska?! - wrzasnął, wycierając twarz z błota.

 - Sorry... - mruknął Osamu i wstał, pomagając mu się podnieść.

 - Nieważne... Macie jakieś chusteczki? - zapytał, pocierając oczy.

 - Masz. Tylko to zdążyłam zabrać. - Yumi podała mu ścierkę.

 - Dzięki. - wytarł twarz i oddał jej ścierkę z powrotem, całą w błocie.

 - Przemyje się i będzie na później. - powiedziała, łapiąc ledwie widoczny, czysty skrawek.

 - Oszczędna jesteś. - powiedział Hikaru i patrzył, jak Osamu chwyta najbliższą linę i związuje ich nadgarstki. Był na straconej pozycji, nie warto było nawet się szarpać. Tutaj pewnie pełno jest ślepych zaułków.

 - Wiadomo. - odpowiedziała mu, przewieszając ścierkę przez szlufkę. Już nawet nie zwracała uwagi na błoto, paskudzące jej lniane spodnie. - Skoro nie ma techniki trzeba sobie jakoś radzić. Zakaz jej używania zniesiono stosunkowo niedawno, co mnie trochę wpienia. Mogli te kilka lat poczekać... - ruszyli powolnym krokiem z powrotem do gospody, tym razem kierując się wyłącznie bocznymi uliczkami. Nie chcieli rzucać się w oczy.

 - Wolałabyś walczyć z jakimiś kosmitami?

 - Nie, za to wolałabym urodzić się w CLIII wieku (153 XD - dop.aut.). - mruknęła, kopiąc kamień, który znalazł się na jej drodze.

 - Dlaczego konkretnie w tym wieku? - zapytał Hikaru.

 - Bo równo sto lat później zaczęła się ta cała "plaga obcych". Zdążyłabym zrobić wszystko o czym zawsze marzyłam, a przede wszystkim - żyłabym normalnie. - westchnęła, ponownie kopiąc ten sam kamień. - Uczyłeś się w ogóle na historii?

 - Jakoś nie uśmiechało mi się znać całej przeszłości z najbliższych dwustu wieków.

 - To była najważniejsza bitwa w dziejach świata, no przynajmniej dla nas, a ty nie znasz daty? I ty się zwiesz Dzieckiem Wody? - zapytała oburzona.

 - Tak. - uśmiechnął się kpiąco. Yumi nic już nie mówiła, aż do przyjścia pod gospodę.

 - Ja idę po nasze rzeczy, a ty idź z nim po te jego. - powiedziała do Osamu i - wciąż obrażona - ruszyła w stronę schodów, a chłopcy zaraz za nią. Po tej szopce, którą odstawili niecałą godzinę temu, nikt nie zwracał na nich jakiejś szczególnej uwagi.

 Spakowali wszystkie swoje rzeczy, odnajdując w pokoju Miku, szykującą się do wyjścia.

 Po tym, gdy Hikaru przyznał im się, że tak naprawdę powinni kierować się w stronę wierzy zachodniej, ruszyli w zgodzie i kompletnej ciszy. No, może jeśli nie liczyć wybuchu Miku.

***

 - Chwila, to co konkretnie mam zrobić? - zapytał, kompletnie zdezorientowany, Danny.

 - No wejść tam. - odpowiedział Axel, wzruszając ramionami.

 - Ale jak?

 - No po ludzku. Kładziesz się i układasz dokładnie w tej pozycji, w której tam leżysz. - warknął.

 - A co jak nie zadziała?

 - Zadziała, musisz tylko chcieć. - pocieszał go Umi, wchodząc w słowo Axelowi. Facet wyraźnie chciał go obrazić.

 - No ale jak już się położę to co mam robić?

 - Czekać. - powiedział po chwili zastanowienia. - Nic innego nie możesz. I postaraj się nie ruszać, chociażby do przyjścia lekarzy. W końcu i tak nie oddychasz, więc to nie powinno być problemem.

 - Okej, postaram się. Ale stójcie tu, jakby nie zadziałało. Podobno jesteśmy niewidoczni.

 - Teraz tak, ale jak będą próbowali przywrócić ci życie, będziemy słyszalni. To jest coś podobnego do egzorcyzmu, tylko że nie próbują wybawić z twojego ciała demona, a raczej przywrócić mu twoją duszę. Więc nie krzycz w trakcie, bo mogą się przerazić. No wiesz, twoje ciało nie oddycha i się nie porusza, a tu nagle wrzask. - zaśmiał się Axel. Nie był to miły śmiech.

 - Jak to "nie krzycz"? To będzie boleć?

 - Zapewne tak. Nie wiem, gdy ja umierałem, ludzie nie przejmowali się nieboszczykami. Zapewne nawet mnie nie pochowali. Nie wróciłem tam, więc nie wiem.

 - Ale ja wiem. Nie będzie boleć... - powiedział Umi, a potem ciszej dodał: - ...przynajmniej nie aż tak bardzo.

 - Jak to nie aż tak bardzo?! - zapytał piskliwie Danny, jednak zaraz się poprawił i zapytał już normalnym tonem. - Jak to nie aż tak bardzo?

 - No trochę zaboli. Ale tylko odrobinkę. - powiedział i uśmiechnął się słodko, chcąc go trochę pocieszyć.

 - Ej, ty się tak możesz tylko do mnie uśmiechać. - burknął Axel, pstrykając go w nos. Umino wyprostował się i szepnął mu coś na ucho. Tamten, wyraźnie zadowolony, nie mówił już nic.

 - Wy coś ze sobą kręcicie... - Danny wskazał ich oboje palcem, marszcząc nos i przymrużając oczy.

 - Tak, dlatego pospiesz się i właź, póki lekarze nie weszli.

 - A jeśli nie będą chcieli mnie budzić? Co jeśli uznają, że to na nic?

 - Co ty? - prychnął Umi. - Oni się nudzą i to widać. Dlatego starają się przywrócić życie każdemu nieboszczykowi, który ma powyżej 50% szans na przeżycie.

 - Moje ciało oddycha?

 - W pewnym sensie. Teraz jesteś w takiej fazie pomiędzy życiem, a śmiercią, więc na pewno masz powyżej 50% życia. Oni to uznają za wyłączenie się mózgu, dlatego nie widać, byś oddychał. - stwierdził mądrze Umino, pocierając kark.

 - A skąd ty to wiesz? Podobno zmarłeś wczoraj?

 - Bo tak było. Ale ja... tak jakby... umarłem dwa razy. - uśmiechnął się tajemniczo i spojrzał szybko na Axela, lecz zaraz powrócił wzrokiem do chłopaka. - Stąd też wiem dużo rzeczy o śmierci.

 - Czyli mam do czynienia ze znawcą?

 - Dokładnie. - wtrącił się Axel, przytulając Umino od tyłu. Blondynek szybko wyplątał się z jego objęć i z powrotem się odezwał.

 - Idą tu, kładź się. Jeśli nie wyjdzie, przyjdziemy po ciebie. Ale gdy się obudzisz, nie będziesz mógł powiedzieć niczego o tym, co tu widziałeś. Rozumiesz?

 - Mam nie wygadać, kapuję.

 - To do zobaczenia za chwilę, lub w dalekiej przyszłości. - powiedział Umi, łapiąc Axela za rękaw. Chwilę później już ich nie było.

 - Do zobaczenia. - mruknął Danny, kładąc się w pozycji swojego ciała. Dokładnie się do niego wpasował i zamknął oczy. Usłyszał kliknięcie zamka i szelest kiltów. Zapowiada się ciekawie, pomyślał.

***

 - To gdzie teraz idziemy? - zapytał Hikaru i ziewnął, wieszając cały ciężar ciała na ramieniu księcia.

 - Do jakiejś kolejnej gospody, zapewne. - powiedziała Miku, powłócząc nogami.

 - A widzisz tu gdzieś jakąś? - zapytała zgryźliwie Yumi.

 Szli teraz przez kompletne pustkowie, otoczeni jedynie zbożem. Pole przed nimi wyglądało, jakby nie miało końca.

 - Jeśli nie dojdziemy do wioski, będziemy musieli spać pod gołym niebem. - stwierdził Osamu.

 - Mnie pasuje. - powiedział Hikaru, kolejny raz ziewając. - Jak dla mnie możemy się położyć nawet tu i teraz.

 - Trzeba znaleźć bezpieczniejsze miejsce. Będziemy szli, aż do zachodu słońca, wcześniej nie zamierzam robić przystanków. - powiedział twardo książę i przyspieszył kroku.

 - Osamu, weź zwolnij, spać mi się chce. - warknął niebiesko-włosy, próbując się zatrzymać. Jednak książę trzymał liny, wiążące jego nadgarstki, więc raczej wyboru nie miał. - Proszę. - powiedział błagalnie, próbując zwrócić na siebie jego uwagę. - No weź, zrobię wszystko, tylko daj mi się położyć, chociaż na piętnaście minut.

 - Wszystko? - Osamu gwałtownie się zatrzymał, a na jego ustach wykwitł przebiegły uśmiech.

 - No wszystko, co... wszystko, co będę w stanie zrobić. - odparł po chwili.

 - Zgoda. - jego uśmiech poszerzył się, usiadł na kępie zboża, nadającej się idealnie do stworzenia szałasu.

 - Umie ktoś robić szałas? - zapytała Yumi.

 - Ja umiem, ale coś lepszego niż szałas. - odpowiedziała Miku, próbując rozluźnić trochę uchwyt na swoich nadgarstkach. Ziemia pod ich stopami poruszyła się, a chwilę potem podniosła, formując w coś pokroju małego pokoju z płaskim dachem. - Ale resztę musimy zrobić sami.

 Wyrwała kępkę zboża i położyła na dachu, Yumi jej pomogła. Mieli przed sobą małe mieszkanko z otworami zamiast okien i jednym dużym otworze, zamiast drzwi.

 - OK, to wchodzimy. - powiedział Hikaru, wchodząc do środka. - Właściwie to po co nam szałas?

 - Bo zachód już jest. - odpowiedziała Yumi, wskazując szczelinę w dachu. Wlatywały przez nią promienie zachodzącego słońca.

 - Ej, oszukałeś mnie! - warknął niebiesko-włosy, rzucając się na Osamu. - Dobrze wiedziałeś, że zaraz będzie zachód!

 - Tak i co z tego? - zapytał książę, uśmiechając się kpiąco. Hikaru poluźnił uścisk i odsunął się parę kroków w tył.

 - To czego chcesz? - zapytał po dłuższej chwili ciszy. Dziewczyny wolały się nie wtrącać, więc bez żadnych ceregieli położyły się, zajmując całą prawą stronę mieszkania.

 - Chcę... ciebie.

=^^=
Konbanwa~!
Znów będę narzekać, co Wy na to?
Było więcej wyświetleń, niż komenta-
rzy ;^;
To tyle z narzekania.
A teraz: wiecie jak ustawić te cholerne
gwiazdki? x.x Błagam, pomocy potrzebu-
ję... :/
Aha, i nie wiem, czy dobrze napisałam wiek.
Coś tam umiem, ale i tak nie wiem, czy jest
poprawnie. Dlatego jeśli ktoś się zna i wie na
100%, że się z tym wiekiem pomyliłam, to niech
w komciu napisze (haha, żebrzę komentarze,
tralalalala <3).

xoxo
Sakura

EDIT: Wstawiłam już opis mojego przyszłego opa, zapraszam do podstrony "Spis treści".

2013/12/24

Chapter six

 - Zabijcie mnie. - to zdanie przeszyło myśli księcia jak sztylet. Boleśnie, raz za razem, powtarzając się i przetwarzając na nowo przez nieokreślony czas.

 - Dlaczego? - zapytał, powoli się podnosząc i stając przed Hikaru.

 - A dlaczego nie? - odpowiedział pytaniem. Yumi postanowiła wyłączyć się z rozmowy.

 Książę wzruszył ramionami.

 - No właśnie. - teraz w pokoju zaległa cisza, przerywana co jakiś czas stukotem butów zza drzwi.

 - Jeśli chcesz, możemy ci pomóc. - zaproponował Osamu.

 - Pomóc w czym?

 - W zemście.

 - Przecież to twój ojciec. Dlaczego chcesz się na nim zemścić? - Osamu uśmiechnął się smutno. Długo myślał nad tym, dlaczego walka z jego ojcem była pierwszym, co przyszło mu na myśl.

 - Bo go nienawidzę. - szybko i dosadnie, to najlepsze, co mógł teraz powiedzieć.

 - Dla-?

 - Nie pytaj, może kiedyś ci powiem, ale teraz nie chcę o tym mówić. - przerwał mu. - Sam dopiero się o tym dowiedziałem. - mruknął, drapiąc się w kark.

 - Aha... - aż nie wiedział, co ma odpowiedzieć. Wielki książę Osamu, wydawałoby się, że najwierniejszy swemu ojcu, zdradza i jego i całe królestwo, proponując współpracę swemu wrogowi. To dopiero coś. - To co proponujesz?

 - Hę? - zapytał inteligentnie Osamu.

 - No ta cała zemsta, co proponujesz? - powtórzył Hikaru, pierwszy raz się przy nim szczerze uśmiechając.

 - Ufasz mi?

 - Mam nie ufać? Przyszedłeś tu z własnej woli, nie zabrałeś z sobą nikogo prócz niej... - wskazał głową Yumi. - ...więc nie muszę się bać tego, że znów trafię do stolicy.

 - Skąd wiesz, że nikogo nie wziąłem? Może jeden z moich strażników siedzi przy barze i popija herbatę, czekając aż z tobą zejdę, lub sam mi uciekniesz i oddasz się w nasze ręce? Albo może Yumi zna sztuki walki?

 Hikaru zaśmiał się, o mało się nie przewracając wraz z krzesłem. Osamu mu zawtórował.

 - Ej! - prychnęła dziewczyna, krzyżując ramiona na piersi. - Potrafię się bić!

 - Wmawiaj to sobie, Yumi. - Osamu objął ją ramieniem, wciąż się śmiejąc. Po paru minutach przerwał i ocierając z oka łzę, powiedział: - Dobra, już, bo się Yumi obrazi, a tego byś-...

 - Yumi już się obraziła. - przerwała mu dziewczyna, wydymając śmiesznie wargi i marszcząc brwi.

 - Nieważne. - machnął ręką, jednocześnie przestając ją obejmować. Wziął drugie krzesło i usiadł na przeciwko Hikaru. - Pytałeś o plan.

 - A i owszem.

 - Wiesz gdzie jest wioska Terrarsów? Musisz mieć mapę, inaczej nie wydostałbyś się ze stolicy tak łatwo. - Hikaru pokiwał głową, a Osamu kontynuował. - Zazwyczaj na naszych mapach są też zaznaczone najbliżej leżące wioski i do jakiego plemienia należą, w razie gdybyśmy potrzebowali wsparcia, a wioska byłaby niepodbita. - wytłumaczył.

 - Po odbiciu od waszych żołnierzy Umi'ego miałem zamiar się tam udać, więc wiem, gdzie leży. Gdy pytałem o drogę, pewna kobieta powiedziała mi, że trzeba udać się do wschodniej wierzy. Stamtąd musimy iść wzdłuż rzeki i trafimy do obozu plemienia ziemi. - powiedział i wstał. - To ja pójdę po tę mapę i dokładnie sprawdzę. - chwilę później drzwi zamknęły się za nim z charakterystycznym kliknięciem.

 - A on nie mieszkał przypadkiem na tym piętrze? - zapytała Yumi, gdy usłyszała hałas naprzeciwko ich drzwi. Tam znajdywały się schody.

 - O cholera! - wrzasnęli naraz, zbierając swoje rzeczy. Dlaczego dopiero teraz na to wpadli?! Przecież jasne było, że on ich zwodzi. Nie uwierzył im, oszukał i teraz uciekł. A oni, jak ci idioci, uwierzyli mu. Szybko wybiegli z pokoju, a następnie, wypytując barmana o kierunek, w jakim uciekł, wybiegli również i z gospody.

***

 Spał właśnie na hamaku, mając bardzo ciekawy sen z Umino w roli głównej, gdy jakiś małolat go przerwał, wykrzykując:

 - Halo, jest tam kto?!

 - Eh, już idę! - odkrzyknął, wychodząc ze swej pieczary. Przed wejściem stał młody chłopak, na oko miał z piętnaście lat, nie wyglądał na przestraszonego, bardziej rozkojarzonego.

 - Mógłby mi pan powiedzieć, gdzie jestem? - zapytał, podchodząc bliżej nieznajomego. Przyjrzał mu się uważnie, lustrując od góry do dołu i z powrotem, zatrzymując wzrok na oczach.

 - Mógłbym. - odpowiedział i uśmiechnął się kpiąco. Jak on lubił gnębić nowych. Oby tylko Umi się tu nie przyplątał, pomyślał.

 - Axel! - wrzasnął Umino, biegnąc w ich stronę. Wykrakałeś, geniuszu, ochrzanił sam siebie w myślach. - Kto to?

 - Nowy.

 - A nazywa się...?

 - Jego zapytaj. - warknął, wracając do pieczary i ponownie pogrążając się w ciemnościach.

 - Jestem Umino Kawahashi.

 - Danny. - odpowiedział, ściskając wyciągniętą doń dłoń.

 - Tylko Danny?

 - Ta... Dowiem się wreszcie, gdzie jestem?

 - Axel ci nie mówił?

 - Nie zdążył. - wzruszył ramionami.

 - Wiesz co robiłeś, zanim tu trafiłeś?

 - Chyba szykowałem się do... - zamyślił się na chwilę. - Nie, to na pewno nie to. Ja nie mogłem jeszcze umrzeć. Oni mnie mieli uratować. Mieli mi pomóc! Ja na pewno nie umarłem! - zaczął wrzeszczeć, rozglądając się panicznie.

 - Spokojnie. - powiedział Umi. - Weź głęboki wdech... - zrobił jak mu kazano. - ...i wydech. I znów: wdech, wydech. Uspokoiłeś się już?

 Danny kiwnął głową.

 - To... tutaj się trafia po... tym? - zapytał, a Umi kiwnął głową.

 - Co takiego robiłeś, przed... śmiercią? - zapytał grzecznie, czekając aż chłopak się wysłowi.

 - Mieliśmy z kumplami wykonać zadanie... właściwie to ja miałem je wykonać. Skoczyć z mostu i przeżyć. - uśmiechnął się smutno. - Wiem, że to była totalna głupota, ale w sumie nie miałem nic do stracenia, a i nudziło mi się, więc na ten zakład przystałem. Stałem już na tej barierce i patrzyłem w dół. Wtedy mi się wydawało, że to nie jest aż tak duża odległość, ale teraz myślę, że to nie odległość się liczy. Powiedziałem im, że jak będę się topił czy coś, to niech mi pomogą, albo kogoś zawołają. Wiesz, żeby potem nie było, że to przez nich zginąłem. Na dnie były głazy, trochę zabolało, gdy o nie uderzyłem... a potem obudziłem się tu.

 - Nie chcesz tu być?

 - Teraz to chyba nie mam wyboru.

 - A skąd wiesz? Może da się stąd wydostać? Masz jeszcze trochę czasu, możesz wrócić.

 - Naprawdę? - przy wypowiadaniu pytania oczy mu zabłysły.

 - Skoro nie miałeś nic do stracenia, dlaczego chcesz teraz wracać? - zapytał podejrzliwie młody, w myślach wszystko kalkulując. Być może rzeczywiście uda im się go stąd wydostać, tylko potrzeba Axela...

 - Bo teraz wreszcie zrozumiałem, że tak naprawdę mam po co żyć. Chcę jeszcze tyle zrobić, a tutaj raczej tego nie dokonam. Nie zdawałem sobie z tego sprawy. Chcę założyć rodzinę; mieć żonę, dzieci, a potem, jeszcze przed śmiercią, doczekać się wnucząt. Dopiero wtedy mógłbym naprawdę umrzeć. Nie teraz, nie dzisiaj... Chcę umrzeć śmiercią naturalną, nie z powodu zakładu, nie dla chwały. Chcę żyć. - nastolatek chyba dostał słowotoku, bo wciąż gadał jak najęty, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że Axel właśnie do nich wyszedł i do niego mówi.

 - Ej, młody, jak mu tam... - spojrzał na Umino.

 - Danny. - podpowiedział mu chłopiec.

 - Zamknij się, Danny. - powiedział spokojnie i machnął ręką, a nastolatek, nie kończąc zdania, zamknął usta.

 - Co zrobiłeś? - zapytał podejrzliwie Umi.

 - Pewną sztuczkę, bardzo przydatną dla takich jak on.

 - Wiesz co? Czasem się zastanawiam, jak to się stało, że demony cię stąd jeszcze nie zabrały.

 - Opiekuję się tobą, nie mogą tego zrobić. A zresztą, nudziłoby im się tu beze mnie. Prawda, chłopaki? - zapytał, w stronę cienia domu, tamten w jednej chwili zniknął.

 - Weź go wreszcie odetkaj, czy co to tam trzeba zrobić. - mruknął Umi, wskazując głową Danny'ego. I Danny znów przemówił, tym razem już nie o swoim życiu, a sposobie, jak do niego wrócić.

***

 - Hikaru, stój! - wrzasnął Osamu, mijając kolejny zakręt w pogoni za niebieską czupryną. - Chcemy ci pomóc!

 - Nie chcesz mi pomóc! Umi żyje! - odkrzyknął Hikaru, wciąż biegnąc na oślep przed siebie. Wykonał kolejny zakręt i... ślepa uliczka. Cholera, co tu robić? Wodzowie, co robić?, myślał gorączkowo, rozglądając się. Może wejdę na mur? Nie, jest za wysoki... Albo przez rynnę na dach?

 Jego rozmyślenia przerwał Osamu, wpadając na niego od tyłu.

 - Wreszcie. - powiedział, wciąż na nim leżąc. Przytulił się do jego pleców i przymknął powieki. Za dużo biegania, stanowczo za dużo.

 - Możesz ze mnie wstać? Nie mogę oddychać. - westchnął Hikaru, próbując przekrzywić głowę jeszcze bardziej w stronę księcia, czego zaraz pożałował. Trafił twarzą w błoto.

=^^=
Konbanwa~!
Coś tak czuję, iż nie skończę tego opka w tym roku..
A miałam takie kreatywne plany odnośnie Smile Back..
Dobra, nieważne. Są inne sprawy.
Ten, kto choć trochę się porozglądał, zapewne zauważył,
iż powstała nowa zakładka, a mianowicie "spis opowiadań"
- macie tam wszystkie opka, łącznie z one shotami (których
były dwa, ale jeden usunęłam ze względu na jego marność),
w jednym kliknięciu. Wszystkie posty oznaczone "Brama do
Piekieł", czy "One shoty" automatycznie znajdują się w owej
zakładce (tak dla nieświadomych i niekorzystających z bloggera).
Postanowiłam również wszystko posegregować. Ten, kto wchodzi
w podstronę "spis treści" może zauważyć opis ogólny aktualnego opa
(czyli BdP), jak i planowane opowiadania (nie będę ciągle pisać "opa",
bo mi się to kojarzy z Gangnam Style :/), są tam zaznaczone też rodzaje,
bo zauważyłam to na pewnych blogach (no wiecie, coś typu "rating").
Postanowiłam również zabrać się z poprawianie wszelakich błędów
w notkach. Dobrze, że nie mam ich dużo ;) (notek, nie błędów x.x)
Mam również problem odnośnie komentarzy: wyświetlenia
rosną, ale już nikt nie zaznaczy, iż cokolwiek przeczytał. Nosz ludzie,
nie każę Wam pisać pod najnowszą notką, a chociaż pod tym, co prze-
czytaliście.. Jeśli nie chcecie komentować wszystkiego, to napiszcie
mi w komciu, jak zrobić, żeby można było opinię wystawiać w tej takiej...
ankiecie? Nie wiem, co to.. Wiem, że jest na tym blogu ->
http://rottenbuyer.blogspot.com/ (tag, wiem, że to darmowa reklama,
bez zgody właściciela bloga, ale ja już tak czasem mam.. XD). No, że
pod każdym postem jest od razu ocena, takie gwiazdki czy cuś..
żeby nie trzeba było pisać komentarzy, a chociaż ślad zostawić.
Do autora mi się nie chce pisać, bo napisałam całkiem niedawno
pod najnowszym postem komentarz (a post jest z 07.12.13),
a autorka zazwyczaj na wszystkie odpisuje, co mnie trochę zdziwiło,
więc postanowiłam jak na razie o nic nie pytać, dopiero jak odpisze
na kom albo doda nową notkę, bo nie chcę się narzucać i robić
niepotrzebnego spamu.. :/
Pomożecie? XD
Ah, i jeszcze jedno: chcecie, żebym odpisywała na Wasze komentarze, czy Wam to bez różnicy?

xoxo
Sakura

PS To się rozpisałam w tej notce autorskiej, to chyba mój rekord.. ヽ(으ω으)ノ

2013/12/18

Chapter five, part two

Nim zawitali do odpowiedniej - jak dla nich - gospody, na dworze było już ciemno. W rogu ich sypialni paliła się wysoka świeca, a kominek przyjemnie ocieplał pomieszczenie.

 Yumi właśnie czesała włosy, gdy odezwał się Osamu:

 - Chcę by wrócił. Mogę mu nawet wybaczyć pyskowanie, tylko żeby wrócił. - szepnął w stronę ściany, wciąż opatulając się kołdrą.

 - Wiem, Osamu. - powiedziała spokojnie, wreszcie odchodząc od dużego lustra znajdującego się obok kominka. - Znajdziemy go, nie martw się. - położyła się na drugim łóżku i przymknęła powieki, rozkoszując się ciepłem ogarniającym ją z wszystkich stron. - Fajnie tu. Nie myślałam, że w wioskach może być tak... odprężająco. No wiesz, nie martwić się, że jak coś źle zrobisz to cię wyleją, czy też pobiją, możesz spokojnie spacerować po mieście i obserwować ludzi. Szkoda tylko, że technika wciąż nie powróciła.

 - Chcesz ryzykować plagę obcych - proszę bardzo. Ale ja nie będę brał w tym udziału. - powiedział Osamu, ziewając. - A teraz dobranoc. - powiedział, wreszcie odchodząc do krainy Morfeusza.

 Yumi mruknęła coś niezrozumiałego i również zasnęła, wsłuchana w ciche chrapanie księcia.

***

 - Wstawaj, Osamu. Musimy ruszać. - powiedziała sennie Yumi, zwlekając się z łóżka i ścieląc je równo. Gdy Osamu wciąż smacznie spał postanowiła zastosować inną taktykę. Co z tego, że jest księciem? Teraz są poza stolicą i śpieszy im się.

 Uchyliła okno, jednocześnie wietrząc pokój, i wychyliła głowę poza nie. Niedaleko gospody znajdowała się studnia. Yumi uśmiechnęła się. Nie miała zamiaru czekać.

 Chwilę później woda wleciała do pokoju, oblewając wystającą spod kołdry twarz księcia.

 - Czy ty jesteś normalna?! - wrzasnął Osamu, podrywając się do siadu i patrząc z wściekłością na dziewczynę. Gdyby nie to, że przez ostatnią wizytę w izolatce jego moc jest niestabilna, dziewczyna pewnie stałaby w płomieniach. Można by powiedzieć, że Hikaru, zamykając księcia w pomieszczeniu bez okien, uratował dziewczynę. Uśmiechnął się lekko na tę myśl, od razu zapominając, że przed chwilą został oblany wodą, a jego służka właśnie zwija się na podłodze ze śmiechu.

***

 - Słyszałaś? Ten głos brzmiał jak głos Osamu. - powiedział Hikaru, przerywając na chwilę jedzenie kanapki.

 - Masz paranoję. - stwierdziła Miku, przeżuwając powoli swoją porcję.

 - Pewnie tak. - powrócił do jedzenia, zupełnie ignorując kogoś, kto śmiał się nad nimi.

 Siedzieli właśnie przy barze w gospodzie, w której się zatrzymali. Na szczęście straże nie przeszukiwali domostw. Teraz po zjedzeniu śniadania wezmą jeszcze prowiant na drogę i będą mogli ruszać.

 - Kończysz już? Chcę jak najszybciej tam dotrzeć. - powiedział Hikaru, patrząc niecierpliwie na kanapkę, leżącą wciąż nietkniętą na talerzu Miku.

 - Im wolniej będę jeść, tym bardziej się najem. Musisz się przyzwyczaić, że nie wszyscy wpychają na szybko jedzenie, byle tylko gdzieś zdążyć, jak ty. - dźgnęła go swoim chudym palcem w pierś i poprawiła okulary. - A zresztą, pewnie i tak nas nie znajdą, więc jest w porządku. - powróciła do mozolnego żucia kanapki i zaczęła powoli rozglądać się po gospodzie. Nagle jej wzrok zatrzymał się na parze schodzącej właśnie ze schodów, rozmawiali o czymś ożywieni, zupełnie nie zwracając uwagi na otaczający ich świat.

 - Za co to było? - zapytał Hikaru, gdy dostał w ramię od dziewczyny. Najwyraźniej za głośno, gdyż Miku przyłożyła palec do ust i szepnęła "cii", powoli wstała z miejsca i wskazała głową ową parę. Byli to Yumi i Osamu, dopiero co siadający przy wolnym stoliku i wreszcie rozglądający się po gospodzie, w poszukiwaniu kogoś, kto mógłby ich obsłużyć. - Oo...

 Tylko tyle udało mu się wykrztusić, nim Osamu natrafił na nich wzrokiem. Od razu wstał z miejsca i szybkim krokiem ruszył w ich stronę. Yumi również wstała. Miku wzięła z talerza ostatnią kanapkę i pędem pobiegła za Hikaru, który właśnie otwierał drzwi.

 - Nie puszczajcie go! To złodziej! - zawołał Osamu, wskazując palcem w Hikaru. Niebiesko-włosy został przytrzymany przez barczystego mężczyznę z siwą czupryną.

 - Zawołać straż? - zapytał mężczyzna, wciąż trzymając Hikaru.

 - Nie trzeba, poradzę sobie z nim. - powiedział Osamu.

 - Uciekaj, Miku! - wrzasnął na dziewczynę, stojącą jak słup soli z jedną ręką na klamce. Miku jakby nagle ożywiona otworzyła szeroko drzwi i zdążyła krzyknąć, iż go uratuje, nim się za nią zamknęły.

 - Później ją znajdziemy. - powiedział, gdy Yumi już ruszała w stronę drzwi.

 - A co jak zdąży uciec gdzieś daleko? Za daleko?

 - Słyszałaś przecież. Powiedziała, że wróci. - stęknął Osamu, odwracając się do mężczyzny i przejmując Hikaru, jakby był jakąś rzeczą. Yumi tylko prychnęła i poszła na górę do ich pokoju.

***

 - Słuchaj...! Wysłuchaj mnie, Hikaru! - wrzasnął, gdy niebiesko-włosy ciągle gadał, że i nie zmuszą go do posłuszeństwa, będzie walczył i odnajdzie brata, etc. - My ci chcemy pomóc, więc...

 - Pomóc? - prychnął Hikaru, przerywając jego wypowiedź. - Wy... a raczej ty, chcesz tylko mnie upokorzyć. Sądzisz, że skoro podbiliście już moją wioskę to wszyscy ci teraz będą podeszwy lizać? W życiu! Jesteś tylko pionkiem, poruszanym przez własnego ojca! - powiedział z wściekłością i splunął księciu pod nogi, hardo patrząc mu w oczy.

 - Jeny, jak ty nic nie rozumiesz. - westchnął Osamu, opadając na swoje łóżko.

 - Może ja mu powiem? - zaproponowała Yumi.

 - Tak, zrób to. Tylko niech się potem na mnie nie wyżywa. Bo, jak sam powiedział, ja jestem tylko pionkiem i to nie ja do tego doprowadziłem. - wymamrotał Osamu z twarzą w poduszce.

 - Chwila, o czym wy gadacie? - zapytał zdezorientowany Hikaru.

 - Powiem krótko i dosadnie. Twój brat nie żyje. - powiedziała wreszcie Yumi, po dość krępującej ciszy, w trakcie której wciąż na siebie z Osamu patrzyli, jakby z obawą. Lecz nie mieli się czego bać, przynajmniej reakcja, jakiej wyczekiwali, była wręcz odwrotna.

 Hikaru zmieszał się trochę, słysząc tę wypowiedź. Aż nie wiedział, co powiedzieć. Nie chciał w to wierzyć, a jednak coś w głosie dziewczyny uświadamiało mu, iż mówi prawdę. Chciało mu się płakać, zupełnie tak jak wtedy, gdy myślał, że Umi'ego zabili. Może rzeczywiście to wtedy zrobili? Może później obmyślili plan, jak zniszczyć jego psychikę, wmawiając mu, że brat żyje, a potem uświadamiając mu dosadnie, że jest na tym świecie sam? Że już nikogo nie obchodzi? Że jest niepotrzebny?

 - Zabijcie mnie. - powiedział cicho, przymrużając oczy i szykując się na nieznane.

=^^=
Chcę skończyć to opo w tym roku, także teraz rozdziały będą pojawiać się co dwa, trzy dni, może nawet się zdarzyć, że wrzucę dzień po dniu (w co raczej wątpię). Chcę już zacząć pisać drugie opo, lecz najpierw muszę się upewnić, iż mam czytelników. Proszę o chociażby krótki komentarz, może być nawet jedno słowo..

2013/12/01

Chapter five, part one

Biegł ile sił, przed ledwo nadążającą Yumi. Musi go złapać, nim zrobi jakieś głupstwo. Co też mu przyszło do głowy, by uciekać przed karzącą ręką sprawiedliwości? Przegrał i powinien był się cieszyć, iż dali mu żyć. Mógł skończyć jak inni ludzie z jego wioski, a jednak dzięki niemu przeżył. Zlitował się nad nim w tych trudnych chwilach, pozwolił mu przetrwać na tym świecie pełnym wojen i wszechobecnej śmierci, kradnącej dusze ludzkie niczym pokarm i wysysającej z nich najmniejsze nawet cząstki nadziei. Codziennie ginęło coraz więcej, a jednak on przeżył. Przeżył, bo taka była decyzja Osamu.

 - Osamu, zwolnij! - krzyknęła Yumi, zatrzymując się. Podparła dłonie o kolana i ciężko oddychając rozpoczęła swój monolog, który układała w głowie od dłuższego czasu. - Wiem, że ci na nim zależy... i nie, nie przerywaj mi. Wiem też, że nie chcesz, by coś mu się stało. Ale on chce odzyskać brata, nie wie, że... no wiesz... - popatrzyła na księcia, a on pokiwał głową ze zrozumieniem. Doskonale rozumiał, o co dziewczynie chodzi. I za tę wiedzę nienawidził swego ojca z całego serca. - Musimy go znaleźć, rozumiem cię. Ale spójrz na to z innej perspektywy. Jeśli teraz go złapiemy będzie się jeszcze bardziej nakręcał na odnalezienie tego chłopca. Będzie z każdym dniem swej niewoli coraz bardziej cię nienawidził i tęsknił za bratem, aż w końcu w jego głowie będzie tylko jedna, jedyna myśl, mówiąca mu, że ma go odnaleźć. Nie odciągajmy go od tego, ani siłą nie zmuszajmy do powrotu. On sam musi to zrozumieć, lecz wpierw powinniśmy mu o tym powiedzieć. Lepiej będzie, jeśli usłyszy prawdę, niż przekona się na własnej skórze, jak wielki błąd popełnił, podejmując się tej wyprawy.

 - Czyli co sugerujesz? - zapytał w końcu, odczuwając skutki tak nagłego zwolnienia tempa.

 - Że możemy go znaleźć, ale nie zabierać z powrotem. - dziewczyna wyprostowała się.

 - Jak mamy go nie zabierać? Przecież on po to jest. Ma siedzieć w stolicy królestwa, jako mój niewolnik i nie ma prawa do głosu.

 - To twoje zdanie, czy twojego ojca? - to pytanie lekko zbiło go z tropu.

 - No wiesz... - zaczął się jąkać.

 - Widzisz? Ty tak nie uważasz. Chcesz go poznać, przyznaj. - uśmiechnęła się zachęcająco.

 - No może troszkę. - pokazał na palcach jednej ręki, ile dla niego znaczy "troszkę". - Powiedz mi, Yumi, co ja źle robię? Dlaczego on mnie tak... odpycha?

 - Pomyśl, Osamu. Postaw siebie na jego miejscu. - ponownie ruszyli, tym razem się już nie spiesząc.

 - No w sumie... Też bym go tak traktował... - przyznał po dłuższej chwili.

 - Właśnie. Jeszcze po tym, co mu zafundowałeś na powitanie. Po co ci to było?

 - No wiesz... To był prezent od ojca, a ja chciałem go na początku tylko do tej maszyny przyczepić, nie moja wina, że nie odpowiadał.

 - Pytałeś tylko o jego przezwisko z wioski, aż tak cię uraził nie odpowiadając ci? Przecież mógł nie odpowiadać. To, jak na niego mówili było jego prywatną sprawą. Znasz zasady.

 - Wiem, to było okropne z mojej strony, nie musisz mnie dobijać. - westchnął i wciąż ze spuszczaną głową zaczął nucić jakąś zmyśloną melodię.

 - Spójrz, dochodzimy do wioski. - trzepnęła go lekko w ramię i wskazała w przód. Przed nimi rozciągał się wspaniały widok. Zachodzące słońce oświetlało pola, cieniując je i czyniąc jeszcze piękniejszymi niż za dnia. Słoma falowała na wietrze, odsłaniając co jakiś czas tory już dawno niedziałającego pociągu.

 - Mam nadzieję, że nie poszedł za daleko.

 - Będzie dobrze. Znajdziemy go. Musisz tylko myśleć bardziej optymistycznie.

 - Myślisz, że poszedł z kimś jeszcze?

 - Skąd ci to przyszło do głowy? - zapytała, patrząc w jego stronę.

 - No bo on przecież nie wie, gdzie co jest. Musi mieć mapę i znać co najmniej jedno tajne przejście, by wymknąć się ze stolicy bez wszczynania alarmu.

 - Jest bystry, pewnie znalazł jakiś sposób, by zdobyć mapę. - usłyszała prychnięcie. - Dobrze wiesz, że tak jest. No w każdym razie, na pewno nie szlaja się bez przygotowania.

 - A co jeśli któryś ze strażników nas zdradził i są już poza granicami?

 - Wypluj to. On jest niedaleko. Nie uciekł.

 - Skąd masz tę pewność? W końcu sama powiedziałaś, że jest bystry. Mógł jakoś przekupić strażnika. Wiesz, że dla dobra siebie i swoich rodzin zrobią wszystko, między innymi dlatego przystąpili do naszych wojsk.

 - W sumie racja...  - odpowiedziała nieco zmieszana dziewczyna.

 - To co z tym twoim planem?

 - A co w nim trudnego? To prostu: powiemy Hikaru prawdę. Nie możemy przewidzieć, jak zareaguje, ale przynajmniej będzie wiedział. - uśmiechnęła się do przechodzącego obok chłopca, rozdającego jabłka. Doszli już do wioski, więc musieli zakończyć konwersację.

***

 - Znów obserwujesz gwiazdy? - zapytał niski chłopiec, wchodząc do przyciemnionego pokoju. Blask księżyca wpadający przez otwarte okno ukazywał mroczne strony życia w tym miejscu. Jednak nie zamierzali się stąd wyprowadzać. Mogli tu swobodnie witać nowych, a także przy okazji obserwować stałych bywalców tegoż pięknego miejsca. W dzień rosły tu kwiaty - pachnące, różnokolorowe róże i delikatne, białe konwalie; natomiast w noc wszystkie więdły bądź się chowały, by odrodzić się o wschodzie słońca i znów witać wszystkich swą urodą. Tu, gdzie panowało wieczne lato, gdzie kosmos widać z każdej strony i gdzie wszystko może się zdarzyć.

 - Też byś kiedyś spróbował. - szepnął, wciąż nie odwracając wzroku od teleskopu. - Są piękne...

 - Zawsze tak mówisz.

 - ...zupełnie jak ty. - odwrócił się i szeroko uśmiechnął na widok miny swego przyjaciela i współlokatora w jednym.

 - Nie kłam. - zrobił oburzoną minę i złożył ramiona na piersi.

 - Nie kłamię. No, może troszkę...

 - Wiedziałem.

 - Gwiazdy nie oddają twego uroku. Jesteś zbyt słodki. - znów się wyszczerzył.

 - Przestań to robić. - odwrócił się plecami do niego.

 - Co robić? - oplótł go w pasie od tyłu.

 - Właśnie to. - powiedział oburzony i wyplątał się z jego objęć. - Nie lubię tego. Masz wtedy taki dziwny błysk w oku. Jakbyś nie-wiadomo-co zobaczył.

 - Bo widzę ciebie. To naturalne.

 - Nieprawda. Ta pani, która wciąż podlewa kwiaty nie patrzy tak na mnie, pan od drewnianych zabawek też nie, ani dziewczynka z wesołego miasteczka, ani... - przerwał, gdy twarz Axela znajdywała się milimetry od jego twarzy.

 - Jesteś zbyt słodki. - stwierdził po cichu. - Chciałbym cię schrupać.

 - Nie mów tak. - zażądał, lecz głos mu drżał.

 - Jak sobie życzysz. - oddalił się od niego na parę metrów i oparł plecami o parapet.

 - Dobranoc. - powiedział i skierował się do łóżka. Przekręcił się ścianą do twarzy i opatulił szczelnie kołdrą, jednak coś wciąż nie dawało mu spać. To "coś" wciąż na niego patrzyło i paliło żywym ogniem. - Przestań się na mnie gapić. - mruknął. - To parzy.

 - Jak sobie życzysz, Umi. - powtórzył wcześniejsze słowa i powrócił do obserwowania gwiazd. Nie musiał spać, nikt tu nie musiał. W tym miejscu wszyscy byli wypoczęci, najedzeni i szczęśliwi. W miejscu, gdzie trafiają umarli.

***

 - Jak myślisz, szukają nas? - zapytała Miku, ziewając.

 - Pewnie tak. - mruknął Hikaru, odwracając się w jej stronę. Dziewczyna leżała na prawym boku i obserwowała, co dzieje się za oknem, podpierając głowę na dłoni. Patrzył na jej wychudzoną twarz i dłonie, wystające spod kołdry. Kto byłby tak okrutnym człowiekiem, by skrzywdzić tę kruchą dziewczynę?

 - Co jest? - zapytała w końcu, nie mogąc wytrzymać pod jego spojrzeniem.

 - Nic.

 - To czemu się tak przyglądasz?

 - Zastanawiam się, jak do tego doszło. Jak to możliwe, że ktoś cię tak skrzywdził.

 - Nie przejmuj się. Już do tego przywykłam.

 - On, prócz tych ran, zrobił ci... - spojrzał na nią, nie chcąc kończyć. Nie potrafił tego z siebie wyrzucić. Było to dla niego wręcz nieludzkie, żeby krzywdzić kogoś takiego jak ona. O dobrym sercu, odwadze godnej podziwu. Znał ją zaledwie kilka godzin, a już czuł, że przeżyła więcej niż niejeden człowiek na ziemi.

 Dziewczyna wolno pokiwała głową i popatrzyła mu w oczy. W jej krył się smutek i ogromny ból, a w jego zdziwienie i troska o dobro. Jak on śmiał? Dlaczego do tego doszło? Po co... robił to... gwałcił małą, bezbronną Miku? Natsu zapłaci za to, co jej zrobił. Nie pozwoli jej już więcej krzywdzić.

=^^=
Miałam małe opóźnienie z powodu seria-
lu, który dosłownie przed chwilą odkry-
łam i nie mogłam się oderwać od obejrze-
nia go XD
Zapraszam do komentowania!

xoxo
Sakura