- Ż-że co proszę? - zapytał na pozór grzecznie, jednak w środku aż kipiał ze swojej bezradności. Obiecał coś, czego nawet do końca sam nie rozumiał.
- Znaczy... nie w sensie, że swoje ciało... no, po części też, ale... nie o to chodzi... - Osamu zaczął się plątać, wbijając wzrok w podłogę, po której leniwie posuwał się ostatni promyk zachodzącego słońca, w chwilę potem zgasł całkiem, ustępując miejsca księżycowi, który dumnie przysłaniał mrok swym niebieskawym blaskiem. - Chodzi mi o to, żebyś... no nie wiem, jak to określić... spróbował być takim jakby moim... chłopakiem? Ta, chyba o to chodziło. Zabrzmiało to żałośniej, niż w mojej głowie. - mruknął, pocierając skroń.
- Nie, skądże, mów dalej. Nie jest źle, przynajmniej po części to ogarniam. - wycedził, próbując się opanować. Raz, dwa, trzy... nie, to nie działa. Cholera!, rozmyślał Hikaru, starając się odnaleźć w głębi mózgownicy jakieś skuteczniejsze sposoby na odreagowanie złości. - Czyli co... ty się we mnie... zauroczyłeś?
- Można tak powiedzieć. Nie znam się na tym, szczerze mówiąc. Jestem lewy w takich sprawach. A wy coś wiecie na ten temat? Yumi, Miku? - zapytał nad jego ramieniem, jednak odpowiedziały mu jedynie ciche pomruki, wydawane przez Yumi. Dziewczyny spały jak zabite, zupełnie ignorując ich niecodzienną pogawędkę. - Może... teraz się prześpijmy, wcześniej byłeś taki zmęczony... - zaproponował spokojnie. - Rano pogadamy.
Hikaru kompletnie zapomniał o swoim zmęczeniu. Teraz był wręcz pobudzony jak po poczwórnej porcji kofeiny.
- Tak, chyba masz rację. - udał ziewnięcie. Był dobrym aktorem.
Uklepali ziemię po swojej stronie mieszkanka i przykryli porcją siana.
- Masz jakiś koc? - zapytał Osamu, przytulając ramionami podkulone nogi.
- Wielki książę nieprzyzwyczajony do zimna? - zapytał kpiąco Hikaru, kładąc się plackiem na brzuchu, głową w stronę dziury zastępującej drzwi. - Nie ma tu żadnych dzikich zwierząt, prawda?
- W polu? - zapytał Osamu, powoli się podkradając do chłopaka.
- Czasem też bywają. - odpowiedział mu tamten, przymrużając powieki. - Nawet o tym nie myśl. - warknął, gdy książę już wyciągał ręce, by się na nim położyć.
- Skąd wiesz, co chcę zrobić? - zapytał Osamu, jednak realizując swój plan.
- Widać twój cień, kretynie. - wycedził, ledwo oddychając. - Nie ważysz grama, złaź.
- Nie. - mruknął Osamu, wciskając ręce pod brzuch Hikaru. - Gdybyś leżał tak, że mógłbym cię z boku przytulić, to byś się nie dusił.
- Zejdź, to się położę. - wystękał po dłuższej chwili, gdy naprawdę brakowało mu już powietrza.
- Oki. - zapiszczał Osamu, udając małą dziewczynkę, która cieszy się na wieść o smakowitych słodyczach, które może dostać, jeśli tylko będzie grzeczna.
- Nie wychodzi ci to piszczenie. - westchnął i poczuł ulgę, wreszcie się podnosząc. - Żebra mnie przez ciebie bolą.
- To masz je najwyraźniej bardzo kruche, bo ja jestem lekki jak piórko. - stwierdził słodko książę i wtulił się w plecy chłopaka, gdy ten próbował wstać.
- Puść. - powiedział, siląc się na spokój. - Wiesz co? Poza zamkiem zachowujesz się jak panienka... A może ty jesteś panienką? - zapytał, udając zastanowienie. - Weź zdejmij te spodnie, sprawdzimy.
- Weź się ogarnij. - warknął Osamu, odklejając się od tych ciepłych, umięśnionych pleców... Nie, stop! Ma być wściekły! Tak: wściekłość na pierwszym miejscu. - To że lubię się przytulać, wcale nie czyni ze mnie laski.
- Jak uważasz. Chociaż wiesz co? Jakbyś był laską, miałbyś u mnie zdecydowanie większe szanse. - Hikaru wreszcie się ułożył w miarę wygodnie i rozpostarł ramiona. Tym razem role się odwróciły: to książę rzucił się na niebiesko-włosego, tylko zamiast z pięściami, z pragnieniem ciepła drugiego ciała. Jak on dawno nie był przytulany, tak mu tego brakowało.
- A ty zdecydowanie nie masz wyboru. - uśmiechnął się, w połowie już śpiąc.
- To znaczy? - zmarszczył brwi i przyjrzał się twarzy księcia.
- Nawet, gdybyś się teraz w kimkolwiek zakochał, nie masz prawa ode mnie odejść. Obiecałeś. - westchnął, już całkiem rozluźniony. I miał rację, obiecał zrobić wszystko, co może i - niestety lub stety - odejść nie może. Westchnął zrezygnowany i przymknął oczy, czekając aż zmorzy go sen.
***
- Myślisz, że mu się udało?
- Raczej tak.
- A co jeśli nie?
- Wyczułbym to.
- Ej, Axel?
- Co, Umi?
- Miałeś mi o czymś przypomnieć.
- Tak, coś mi obiecałeś.
- C-co? - zapytał, lekko zdziwiony.
- Gdy on odchodził, obiecałeś mi coś. Pamiętasz?
- Aa, tak, rzeczywiście. - powiedział Umi, odwracając się. Siedział u Axela na kolanach, więc miał trochę łatwiejsze położenie, niż jakby siedział obok. Dotknął jego policzka i popatrzył głęboko w oczy. - Teraz nie ma odwrotu, prawda? Jeśli raz się to powie, decyzja jest nieodwołalna?
- Tak.
- No więc... dobrze. - powiedział cicho.
- Jesteś pewien, że chcesz to zrobić?
- Stuprocentowo. - potwierdził po chwili namysłu.
- To w takim razie powtarzaj za mną, tylko wiesz, jako ty. - wyszczerzył się, lecz zaraz spoważniał i zaczął: - Ja, Axel Umari, przysięgam być zawsze przy tobie, Umino...
- Ja, Umino Kawahashi, przysięgam być zawsze przy tobie, Axelu... - Umi odchrząknął i powtórzył drżącym głosem.
- ...nigdy cię nie opuścić...
- ...nigdy cię nie opuścić...
- ...i nikomu nie pozwolę cię skrzywdzić.
- ...i nikomu nie pozwolę cię skrzywdzić.
- Chociażbyś był w największych tarapatach, postaram się pomóc ci z całych sił.
- Chociażbyś był w największych tarapatach, postaram się pomóc ci z całych sił.
- I na zawsze będę cię kochał.
- I na zawsze będę cię... - blondynek zawiesił się, bojąc się tego powiedzieć. Nigdy nie myślał, że kiedyś uda mu się złożyć przysięgę, a co dopiero wyznać uczucie osobie tak bliskiej.
- Powiedz to. - szepnął Axel i uśmiechnął się lekko, dla zachęty.
- I na zawsze... będę cię kochał. - powiedział cicho, ledwie niedosłyszalnie.
Axel postanowił przypieczętować przysięgę pocałunkiem. Może nie było to ogromne wesele, o jakim marzyli za życia, lecz nie mieli na co narzekać. Przynajmniej są razem.
=^^=
Haha~! Pewnie kompletnie
nic nie ogarniacie z tej przy-
sięgi, so? No bo, jakie "za ży-
cia", przecież Umi jest jeszcze
dzieckiem, bla bla bla... On so-
bie mógł być dzieckiem -
- W TAMTYM ŻYCIU XD
Nie no, powinno się to wyjaśnić
już chyba za jakieś dwa rozdziały,
albo nawet w następnym rozdziale.
Kto wie, kto wie...? *zastanawia się*
NIKTOOOŚ~! :D
Pozdrawiam cieplutko i składam spóźnione życzenia: WESOŁYCH ŚWIĄT,
na całe szczęście to napiszę na czas:
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO JORKU, KOCHANI~!
xoxo
Wasz nieprzestrzegający żadnych zasad (grawitacji też) Miko-Saki (bez tej głupiej dyndającej czapeczki)~!
Proszę, komentuj ktoś...
DZIĘKUJĘ CI, MIO, ZA TWOJE POŚWIĘCENIE, POMIMO TEGO, IŻ TY (wyjontkowo) NIE MUSISZ KOMENTOWAĆ :* (chociaż miło by było, gdybyś wciąż komentowała >.>)