2015/08/15

Cześć i czołem, kochani!

Witam Was wszystkich, choć pewnie żadnego z Was już tu nie ma. Pragnę Wam tylko napisać, że zaczęłam od nowa (wybaczcie, że bez Was) pod tym adresem - slum-city.blogspot.com. Jestem tylko człowiekiem, w dodatku niesamowicie leniwym, za to zdającym sobie sprawę z ogromu swoich możliwości, więc nie mogę obiecać, że będę trzymać się terminów, aczkolwiek możecie mieć stuprocentową pewność, że całe moje serce włożę w każde z opowiadań, nieważne, czy będzie ono słodkie czy gorzkie, krótkie czy długie, dramatyczne czy komediowe; nawet, jeśli nie będzie to opowiadanie, lecz wyjdzie spod moich rąk, bądźcie pewni, że jakaś część mnie tam jest. I jest też z każdym, kto to czyta, ogląda, czy po prostu zerka.
Pozdrawiam, Rozkwitający Kwiat Wiśni - Nessa Daere.

PS: Treść tego bloga zostanie tu jeszcze, póki nie przeniosę (zbetuję, przedyskutuję z moimi "głosikami rozsądku" i całkowicie przekształcę, starając się nie naruszyć fabuły) wszystkiego na ów wyżej wspomnianego bloga. Potem się zobaczy. :)

Kopia tego postu została opublikowana 15-go sierpnia o godzinie 16:00 na blogu tragic--magic.blogspot.com.

2014/09/26

A tytułu brak~~

macie tu ślimaczka
Mam sprawę, taką tylko... Ponieważ moja wena zrobiła sobie urlop, postanowiłam pójść za jej przykładem i też go sobie zrobić. W końcu już od października roku 2013 jedyną przerwą, jaką miałam od pisania, był mój wyjazd do sanatorium. W sensie na tym blogu, na tym drugim wciąż mam przerwę.
Kolejnego rozdziału możecie oczekiwać w okresie świąt (tych najbliższych, nie wielkanocnych), gdyż iż ponieważ, odnawiam tamten blog i muszę się wczuć, jeśli wiecie o co chodzi. W każdym razie, od któregoś tam grudnia będę pisać te dwa blogi jednocześnie, więc też mogą być jakieś utrudnienia, choć nie powinny. Ale wiecie, jak to jest. Zwłaszcza ze mną. Także ten... Mam nadzieję, że się nie obrazicie. I w ogóle. Na pewno nie zostawię Was na zawsze, to byłoby okrutne z mojej strony. A ja nie lubię być okrutna. Nom tego ten.. pozdrawiam. X"D

Aha~~ I co do rocznicy bloga - moich urodzin też nie świętuję, więc nie oczekujcie fajerwerków.



2014/09/19

Rozdział trzeci

Coś wybuchło. Ktoś krzyknął. I chyba błysnęło pod drzwiami. Severus wolał nie wiedzieć, co tam się stało i komu Ethan nakazał opiekować się klasą. Niech mężczyzna uczy się na błędach.
Montgomery odstawił go do gabinetu i sam wrócił do klasy. Nie do wiary, że przyszedł do Dumbledore'a, zostawiając swoją niezrównoważoną klasę samym sobie, tylko po to, by pomóc mu wrócić.
Ciekawe, czy zawsze tak pomaga nieznajomym. Jakby nie patrzeć, cały czas jest przy nim i pozwala mu u siebie spać. A znają się ile? Dwa dni.
___
Dziwak. Wciąż tak o nim myślał. I chyba raczej nie przestanie. Montgomery był dziwakiem. I to takim w najwyższym stadium dziwaczenia. Zwłaszcza ostatnio to pokazywał, gdy coraz częściej byli sami. Reszta nauczycieli w ciągu tych dwu miesięcy w ogóle przestała go odwiedzać. Jedynie Dumbledore raz na jakiś czas zapraszał go do siebie. Zawsze to robił. To była ich tradycja.
Severus chyba też dziwaczał, sam już siebie nie rozumiał. Raz był szczęśliwy, innym razem smutny. I wszystko to miało związek z Ethanem. Nigdy tak nie miał.
I było jeszcze jedno uczucie, którego w ogóle nie znał i nigdy nie czuł: mieszanka smutku, ze złością i taką jakby pustką. No i... to też miało związek z Ethanem.
- Jak się czujesz?
- Chodzi ci o to, jak się czuję po odzyskaniu nóg, czy tak ogólnie?
- I to, i to. - Montgomery usiadł przy biurku, patrząc nań z uśmiechem. Sev był właśnie w trakcie "testowania" tego, co dzięki Ethanowi odzyskał.
- Jeśli chodzi o nogi, to raczej wiesz, że jestem zadowolony. Chciałem ci podziękować. - przerwał na chwilę gapienie się na swoje nogi i uśmiechnął się szeroko do Ethana, nieświadomie przekręcając głowę w bok. Jako dzieciak miał taki nawyk, który chyba właśnie do niego wrócił (ale Sev o tym nie wiedział. Geez, jak kiepsko mi to idzie - dop.aut.).
- Masz u mnie dług wdzięczności. - mężczyzna zaśmiał się. A on znów to poczuł. To denerwująco miłe uczucie. Miał ochotę powiedzieć Ethanowi, by więcej się tak nie śmiał, ale to by chyba było... Dziwne.
- A jeśli chodzi o mnie... - Znów zaczął przechadzać się w tę i z powrotem. - Nie wiem.
- Czego nie wiesz?
- Jak się czuję. - jego nogi dziwnie zadrżały, więc postanowił na chwilę przystanąć. - Inaczej, niż zwykle, wiesz? Jakbym się unosił. I cieszę się, gdy cię widzę bardziej, niż gdy widzę, dla przykładu, Albusa.
- Od kiedy tak się czujesz?
- Jakiś tydzień, może więcej? I czuję to tylko wtedy, jak jestem z tobą. Dziwne, prawda?
- Z mojej strony mogę powiedzieć tylko tyle, że to miłe. - Severus wolał jednak nie wiedzieć, co to jest. - Za chwilę podwieczorek, chcesz coś zjeść przed wzięciem kolejnego eliksiru?
- Znów mam czucie w nogach, więc teraz pewnie chcemy przywrócić mi mój wygląd, hm? - Ethan kiwnął głową. - Ile tym razem będę czekać na efekt?
- Też do dwóch miesięcy.
- Merlinie, dlaczego to tak długo trwa?
- To nie ja wymyślałem ten eliksir. Ani to nie na mnie go testowano. - Montgomery westchnął cicho, drapiąc się w kark. Sev wiedział, że jeśli ta cisza jeszcze trochę się przedłuży, Ethan znów zrobi się dziwny.
- A skąd tak właściwie znasz te wszystkie eliksiry?
- Powiedzmy, że... brałem udział przy ich tworzeniu. - Uśmiechnął się, jakby dla potwierdzenia swych słów.
- Znowu to dziwne uczucie. - Severus złapał się za brzuch. - Czuję się, jakby w środku pełzały mi robaki. A jednocześnie to nie jest wcale złe.
Przyjrzał się podejrzliwie Montgomery'emu, który dziwnie się uśmiechał.
- Nie używasz przypadkiem jakiegoś zaklęcia na mnie?
Ethan wybuchł śmiechem, zginając w pół i łapiąc za brzuch.
Sev odczekał chwilę, aż ten 'atak' się skończy i dopiero wtedy zapytał:
- Co cię tak bawi?
Ethan zlustrował jego twarz, jakby sprawdzał, czy ten nie żartuje.
- Jakiś ty uroczo nieświadomy. - mężczyzna uśmiechnął się jak idiota i poczochrał jego włosy. - Nie śmieje się z ciebie.
- Coś ci chyba nie wierzę.
- Nie, naprawdę. - Ethan uniósł ręce w obronnym geście. - Kiedyś ci to wyjaśnię, OK?
- Teraz mi to wyjaśnij.
- Najpierw muszę o coś spytać Dumbledore'a. Potem coś sobie poukładam i wtedy może ci to wyjaśnię. - Severus zastanawiał się, czy długo mu to zajmie. Oby tak.
~Ee... ja wiem, że w głębi serca domyślacie się, co to za emocje męczą naszego Sev'a. Nie przejmujcie się, za niedługo dowiecie się, czy zgadliście. Przewiduję to opko na góra 10 rozdziałów, także ten...~

2014/09/17

Rozdział drugi, cz. 2

~Miałam napisany ten rozdział kilka dni temu, ale czasu nie było, żeby opublikować. Mam też już następny, spodziewajcie się go w piątek. Wyjątkowo będzie koło południa, lub nawet z rana, bo moja klasa ma wycieczkę, na którą nie idę. :)~
- Co cię do mnie sprowadza? - Snape spojrzał na Dumbledore'a. Dopiero teraz zorientował się, że nadal siedzieli w milczeniu. Zbyt pogrążył się w myśleniu o Ethanie i jego dzisiejszej propozycji. Jak możliwym było, że wciąż się nad nią zastanawiał? Powinien odmówić od razu. - Severusie?
- Wybacz, zamyśliłem się. - przetarł oczy i wyprostował się. - Um... Chciałbym prosić cię o radę. O tym, że nie mogę pokazywać się uczniom, by nie wzbudzać podejrzeń, wiemy wszyscy, prawda? - Albus pokiwał głową. - Więc, Ethan chyba nie wziął sobie tego do serca.
- Co masz na myśli?
- Dziś rano zastanawiałem się, co będę robił przez te dwa miesiące i Ethan jakimś cudem domyślił się, że brak mi nauczania. - podrapał się po brodzie, a dyrektor, nie wiedzieć czemu, uśmiechnął się pod nosem. - Zapytał mnie więc, czy nie mam ochoty być na jego lekcjach.
- I co odpowiedziałeś?
- Właściwie to nic nie odpowiedziałem.
- A chcesz być na tych lekcjach? - Severus nie bardzo wiedział, jak odpowiedzieć. Z jednej strony chciał zobaczyć, jak Ethan prowadzi lekcje i porównać jego umiejętności do swoich, ciekawiło go też, jak zachowują się uczniowie. Ale z drugiej, przecież nie może się tam pokazać. - Bo możemy powiedzieć uczniom, że jesteś kimś z innej szkoły i masz za zadanie poobserwować lekcje. Albo możesz być nauczycielem na praktykach. Z wózka się tłumaczyć nie będziesz musiał.
- W sumie... racja. - najwyżej nie pójdzie na tę lekcję, na której obecna będzie panna Lovegood.
___
- Tak coś czułem, że się zgodzisz. - promienny uśmiech rozjaśnił twarz Ethana. - A jeśli nie chcesz iść na tę lekcję klasy piątej Krukonów, to niestety musisz poczekać godzinę. Potem są pierwszoroczni Puchoni i Ślizgoni, no i na koniec szósty rok Gryffonów i też Ślizgonów. Dyrektor dziwnie to wymyślił.
- Albus nie bardzo stara się nad planami lekcji. Razem z radą pedagogiczną ustanawia jakieś drobne zmiany i ma to z głowy.
- Gdybym był dyrektorem, ustawiłbym jeden idealny plan lekcji dla każdej klasy i stosowałbym go co roku.
- Nie powiedziałbym, że to taki świetny pomysł. Ale, gdy będziesz dyrektorem, jeśli w ogóle, sam się o tym przekonasz.
~nomnom i ten. Pamiętajcie, że to część druga, a tamto to była część pierwsza. Dys mast bi szort.~

2014/09/08

Rozdział drugi

~Muszę Cię zasmucić, Mio, Ethan jest po prostu miły~
Po raz kolejny się obudził i po raz kolejny czuł się dziwacznie. Ale przynajmniej teraz nawet nie próbował wmawiać sobie, że to sen. I mniej więcej orientował się w sytuacji.
Nie chcąc budzić Ethana, gdziekolwiek położył się spać, postanowił sam wstać z łóżka. Przekręcił się na brzuch i podczołgał na łokciach bliżej wózka. Prawie dosięgnął swojej różdżki, gdy drzwi się otworzyły.
- Było trzeba mnie zawołać. - Montgomery nie miał zaspanego głosu, więc Snape wywnioskował, że pewnie jest już południe. Opuścił rękę, dotykając nią podłogi i całkiem się rozluźnił, przekręcając głowę w stronę drzwi. Skoro Ethan sam tu przyszedł, to zapewne pomoże mu się podnieść.
- Jestem głodny.
- Zaraz będzie kolacja, ale ty pewnie nie chcesz na nią pójść w tym stanie.
- Mhm. - mruknął w odpowiedzi. Wciąż nie mógł się przyzwyczaić do tego głosu.
- Poproszę skrzaty, żeby nam przyniosły.
- Możesz przecież pójść na kolację. - uśmiechnął się lekko.
- Rzadko kiedy jem z wszystkimi. Uczniowie się na mnie gapią. - szepnął do niego. Podszedł bliżej i poprawił Severusowi ubranie. - Piżama ci się podwinęła.
- Nieważne. - machnął ręką i z powrotem dotknął nią podłogi. - Pomożesz mi wstać?
Severus zastanawiał się, od kiedy stał się taki ufny wobec obcych. Zazwyczaj odnosił się z rezerwą do wszystkich.
- Jasne, ale ty też musisz się ruszyć. - Snape podciągnął rękę na łóżko i przekręcił się na plecy.
- Pomogłem?
- Przezabawne. - Montgomery przysiadł się obok niego. Przysunął wózek bliżej łóżka i pomógł Severusowi usiąść. - Ten drugi eliksir powinien zadziałać, dam ci go zaraz, jak tylko zjesz. Nie można go zażywać na pusty żołądek. Zupełnie jak alkoholu w moim przypadku. - zaśmiał się.
Twarz Snape'a wykrzywił uśmiech.
- Podobno nazywają cię Nietoperzem.
- Z lochów. - dodał z ironią.
- Mnie mają za syna Frankensteina. - Ethan podniósł lekko wózek, by móc przejechać przez próg.
- Czemu? - Severus spojrzał na niego.
- Bo robili na mnie eksperymenty już od urodzenia. - miał ochotę zapytać, czy Montgomery ma jakieś "super moce". To dziecinne.
- A skąd uczniowie o tym wiedzą?
- Robię takie spotkania z chętnymi Ślizgonami. Pomyślałem, że jako ich tymczasowy opiekun, muszę spędzać z nimi więcej czasu. No i rozmawiamy tam o ich problemach i sytuacjach z życia, mam też taką anonimową skrzynkę. Wpisują swoje problemy na kartkach i wrzucają do tiary. Jak na razie sposób bez zarzutów. - Snape zamyślił się przez chwilę. W sumie pomysł całkiem niezły. Może jak znów będzie normalny, to też zorganizuje coś takiego...? Nie, przecież to nie w jego stylu. Gdy uczniowie mają jakiś problem, sami powinni doń podejść.
- I co, postanowiłeś podzielić się z nimi swoimi?
- Nie. Zwyczajnie sami zapytali. 
- Aha. - Ethan machnął nad nim różdżką i Severus zorientował się, że ten przebrał go w jakiś T-shirt i jeansy. Wychodzili* właśnie z sali. - Gdzie jedziemy?
- Do Albusa. Tam wszystko jest przygotowane.
- Teraz na mnie będziecie eksperymentować?
- Nie. - Ethan zaśmiał się. - Ten eliksir był już wcześniej sprawdzany. - pochylił się nad nim. - Jak myślisz, na kim?
Oczywistym było, że to pytanie retoryczne. Nie odzywali się więc do siebie, aż nie doszli pod posąg himery.
*nie wiem, czy mam wstawić "wychodzili" czy "wyjeżdżali", bo w końcu Sev nadal jest na wózku, ale wstawiłam to pierwsze, bo z "wyjeżdżaniem" brzmi, jakby jechali autem, czy innym...
___
- To ile mam czekać na jakieś efekty?
- Do dwóch miesięcy. - westchnął Ethan, machnięciem różdżki sprzątając biurko.
Zmiął w buzi przekleństwo. Nie chciał być przez kolejne dwa miesiące nastolatkiem. Ten okres przeżył niezbyt miło. Najłatwiej by mu było, gdyby przespał ten czas oczekiwania. Tak jak przespał ponad połowę wakacji.
A jakby eliksir nie zadziałał, musiałby się z tym pogodzić i żyć dalej. I tyle. Bez tego niecierpliwienia się i wyrywania sobie włosów z głowy.
- Więc mam całe dwa miesiące siedzieć i nic nie robić?
- Możesz mi pomóc sprawdzać kartkówki i wymyślać kary. Jeśli w ogóle będę miał w planach je rozdać. - dodał po chwili.
- Dobra. - do spędzenia jakoś reszty wolnego czasu znajdzie sobie zajęcie. Przecież do tej pory mu się to udawało. Przejdzie się na błonia, czy coś... może posprząta. Nie może być tak źle.
...Co prawda wózek będzie odrobinę zmniejszał jego możliwości, ale ważne, że potrafił sam nim kierować.
___
- Coś taki zamyślony? - zapytał następnego dnia Ethan, ścieląc łóżko. Jak na kogoś, kto przebiera się za pomocą różdżki, jego sposoby sprzątania były bardzo, bardzo po mugolsku.
- Zastanawiam się, co dzisiaj robić. - westchnął po chwili, pchając koła wózka. Podjechał do półki z książkami i przyjrzał się najciekawiej wyglądającym okładkom. - Masz tylko książki o czarnej magii?
- Gdzieś tam jest jeszcze Mały Książę. - Snape spojrzał na niego zdziwiony.
- Po co ci mugolska bajka?
- Lubię ją. - pokiwał głową, odjeżdżając swoim wózkiem i odwracając się przodem do Ethana.
- Co teraz masz?
- OPCM. A potem pięć godzin eliksirów i tyle na dziś.
- Fajnie. - Severus nie ukrywał swojej zazdrości. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że tak bardzo lubił uczyć. I że będzie kiedyś za tym tęsknić.
- Chcesz być na eliksirach?
- Ty kpisz czy o drogę pytasz? - podniósł brwi.
- Tak mówią mugole. - Montgomery uśmiechnął się szeroko. - Chodziło mi o to, że dziś postanowiłem zrobić zajęcia praktyczne, a że ty jesteś dobry z eliksirów, to mógłbyś podchodzić... znaczy podjeżdżać i cośtam tym nieudacznikom pomagać.
- A jak im mnie przedstawimy?
- Będziesz... - Ethan zrobił pauzę i uśmiech zszedł mu z twarzy. - Ee... Uczniem z wymiany?
- To czemu nie biorę udziału w lekcji tylko pomagam?
- Bo... Eliksirów uczyłeś się od małego i już zdobyłeś poziom Mistrza Eliksirów?
- Aha. Na pewno uwierzą. - pokiwał głową, patrząc nań sceptycznie.
- No dobra, no to, nie wiem, siedzieć będziesz obok i patrzył, jak prowadzę lekcje. No, nie chcę, żebyś się nudził.
Severus był autentycznie zdziwiony zaangażowaniem nowego nauczyciela w ich "znajomość". Nikt się nigdy o niego nie troszczył, jak ten praktycznie nieznany mu człowiek.
- Jesteś dziwny. - Naprawdę, Severusie? Ethan się martwi, pomaga ci, chce znaleźć ci jakieś zajęcie, a ty nazywasz go dziwakiem? Wciąż się zastanawiasz, czemu wszyscy mają o tobie takie, a nie inne zdanie? - Ale w dobrym sensie.
- W porządku, nie gniewam się. Zaraz mam lekcję, więc masz dwie godziny dla siebie. Przemyśl jeszcze te eliksiry. - Ethan wziął różdżkę ze stołu i wyszedł.
Cóż, przynajmniej próbował, westchnął w myślach Severus. Postanowił przejechać się do dyrektora na przesłodzoną herbatkę. Co mu szkodzi obgadać te zajęcia.
Wyjechał z Prywatnego Pokoju Życzeń Ethana, jak nazywał w myślach pomieszczenie, i skierował się do wyjścia z gabinetu.
Korytarz wydawał się być pusty, więc bez stresu przejechał go kawałek, aż nie usłyszał damskiego chichotu i stukotu obcasów o kamienną posadzkę. Przebiegło obok niego ubrane na różowo coś, a zaraz po nim całe czarne, większe... coś. Niestety za wiele nie zobaczył, gdyż biegli dość szybko. W każdym razie, gdy już jechał dalej, myśląc, że jest bezpieczny, znów coś usłyszał. I chwilę później ktoś pchał go na wózku, strącając z kół jego ręce.
- Pomogę ci. - usłyszał znany mu dobrze głos Luny Lovegood. Jechali krótko w ciszy, aż dziewczyna się nie odezwała. - Jak ci na imię?
- Felix. - podał pierwsze, przychodzące mu na myśl imię. Dopiero, gdy je powiedział, przypomniał sobie, że Lily kiedyś mu opowiadała jak chce nazwać swoje dzieci. Felix'a wymieniła zaraz po "Harry".
- Jestem Luna. Co ci się stało?
- Mały wypadek podczas wakacji. Nic interesującego.
- Jesteś sparaliżowany na stałe?
- Nie wiem. Teraz jestem w trakcie testowania jakiegoś eliksiru, pojęcia nie mam, czy on zadziała.
- Z jakiego jesteś domu? - miał odpowiadać zgodnie z prawdą, czy zmyślać?
- Slytherin. - I tak długo jako 'uczeń' nie zabawi.
- A który rok? - Co Ethan mu wczoraj mówił? Ile teraz ma lat?
- Piąty.
- Czyli widzimy się na eliksirach?
- Nie będzie mnie dziś na lekcjach. Muszę porozmawiać z dyrektorem.
- Właśnie, zapomniałam zapytać, dokąd chcesz się udać.
- To teraz już wiesz. - nie zamierzał się z nią spoufalać. Z żadnym z uczniów.
- W porządku. Podwiozę cię w takim razie.
Severus zastanawiał się, co z tą dziewczyną jest nie tak. Mimo tego, że ludzie się wciąż z niej śmieją i wytykają, ona wiecznie ma pogodną twarz. Aż poczuł do niej odrobinę, taką małą drobinkę, sympatii. Będą z niej ludzie.
~Przez wyjazd do Wrocławia zdążyłam napisać tylko jedną część. Wybaczcie.~