2014/09/08

Rozdział drugi

~Muszę Cię zasmucić, Mio, Ethan jest po prostu miły~
Po raz kolejny się obudził i po raz kolejny czuł się dziwacznie. Ale przynajmniej teraz nawet nie próbował wmawiać sobie, że to sen. I mniej więcej orientował się w sytuacji.
Nie chcąc budzić Ethana, gdziekolwiek położył się spać, postanowił sam wstać z łóżka. Przekręcił się na brzuch i podczołgał na łokciach bliżej wózka. Prawie dosięgnął swojej różdżki, gdy drzwi się otworzyły.
- Było trzeba mnie zawołać. - Montgomery nie miał zaspanego głosu, więc Snape wywnioskował, że pewnie jest już południe. Opuścił rękę, dotykając nią podłogi i całkiem się rozluźnił, przekręcając głowę w stronę drzwi. Skoro Ethan sam tu przyszedł, to zapewne pomoże mu się podnieść.
- Jestem głodny.
- Zaraz będzie kolacja, ale ty pewnie nie chcesz na nią pójść w tym stanie.
- Mhm. - mruknął w odpowiedzi. Wciąż nie mógł się przyzwyczaić do tego głosu.
- Poproszę skrzaty, żeby nam przyniosły.
- Możesz przecież pójść na kolację. - uśmiechnął się lekko.
- Rzadko kiedy jem z wszystkimi. Uczniowie się na mnie gapią. - szepnął do niego. Podszedł bliżej i poprawił Severusowi ubranie. - Piżama ci się podwinęła.
- Nieważne. - machnął ręką i z powrotem dotknął nią podłogi. - Pomożesz mi wstać?
Severus zastanawiał się, od kiedy stał się taki ufny wobec obcych. Zazwyczaj odnosił się z rezerwą do wszystkich.
- Jasne, ale ty też musisz się ruszyć. - Snape podciągnął rękę na łóżko i przekręcił się na plecy.
- Pomogłem?
- Przezabawne. - Montgomery przysiadł się obok niego. Przysunął wózek bliżej łóżka i pomógł Severusowi usiąść. - Ten drugi eliksir powinien zadziałać, dam ci go zaraz, jak tylko zjesz. Nie można go zażywać na pusty żołądek. Zupełnie jak alkoholu w moim przypadku. - zaśmiał się.
Twarz Snape'a wykrzywił uśmiech.
- Podobno nazywają cię Nietoperzem.
- Z lochów. - dodał z ironią.
- Mnie mają za syna Frankensteina. - Ethan podniósł lekko wózek, by móc przejechać przez próg.
- Czemu? - Severus spojrzał na niego.
- Bo robili na mnie eksperymenty już od urodzenia. - miał ochotę zapytać, czy Montgomery ma jakieś "super moce". To dziecinne.
- A skąd uczniowie o tym wiedzą?
- Robię takie spotkania z chętnymi Ślizgonami. Pomyślałem, że jako ich tymczasowy opiekun, muszę spędzać z nimi więcej czasu. No i rozmawiamy tam o ich problemach i sytuacjach z życia, mam też taką anonimową skrzynkę. Wpisują swoje problemy na kartkach i wrzucają do tiary. Jak na razie sposób bez zarzutów. - Snape zamyślił się przez chwilę. W sumie pomysł całkiem niezły. Może jak znów będzie normalny, to też zorganizuje coś takiego...? Nie, przecież to nie w jego stylu. Gdy uczniowie mają jakiś problem, sami powinni doń podejść.
- I co, postanowiłeś podzielić się z nimi swoimi?
- Nie. Zwyczajnie sami zapytali. 
- Aha. - Ethan machnął nad nim różdżką i Severus zorientował się, że ten przebrał go w jakiś T-shirt i jeansy. Wychodzili* właśnie z sali. - Gdzie jedziemy?
- Do Albusa. Tam wszystko jest przygotowane.
- Teraz na mnie będziecie eksperymentować?
- Nie. - Ethan zaśmiał się. - Ten eliksir był już wcześniej sprawdzany. - pochylił się nad nim. - Jak myślisz, na kim?
Oczywistym było, że to pytanie retoryczne. Nie odzywali się więc do siebie, aż nie doszli pod posąg himery.
*nie wiem, czy mam wstawić "wychodzili" czy "wyjeżdżali", bo w końcu Sev nadal jest na wózku, ale wstawiłam to pierwsze, bo z "wyjeżdżaniem" brzmi, jakby jechali autem, czy innym...
___
- To ile mam czekać na jakieś efekty?
- Do dwóch miesięcy. - westchnął Ethan, machnięciem różdżki sprzątając biurko.
Zmiął w buzi przekleństwo. Nie chciał być przez kolejne dwa miesiące nastolatkiem. Ten okres przeżył niezbyt miło. Najłatwiej by mu było, gdyby przespał ten czas oczekiwania. Tak jak przespał ponad połowę wakacji.
A jakby eliksir nie zadziałał, musiałby się z tym pogodzić i żyć dalej. I tyle. Bez tego niecierpliwienia się i wyrywania sobie włosów z głowy.
- Więc mam całe dwa miesiące siedzieć i nic nie robić?
- Możesz mi pomóc sprawdzać kartkówki i wymyślać kary. Jeśli w ogóle będę miał w planach je rozdać. - dodał po chwili.
- Dobra. - do spędzenia jakoś reszty wolnego czasu znajdzie sobie zajęcie. Przecież do tej pory mu się to udawało. Przejdzie się na błonia, czy coś... może posprząta. Nie może być tak źle.
...Co prawda wózek będzie odrobinę zmniejszał jego możliwości, ale ważne, że potrafił sam nim kierować.
___
- Coś taki zamyślony? - zapytał następnego dnia Ethan, ścieląc łóżko. Jak na kogoś, kto przebiera się za pomocą różdżki, jego sposoby sprzątania były bardzo, bardzo po mugolsku.
- Zastanawiam się, co dzisiaj robić. - westchnął po chwili, pchając koła wózka. Podjechał do półki z książkami i przyjrzał się najciekawiej wyglądającym okładkom. - Masz tylko książki o czarnej magii?
- Gdzieś tam jest jeszcze Mały Książę. - Snape spojrzał na niego zdziwiony.
- Po co ci mugolska bajka?
- Lubię ją. - pokiwał głową, odjeżdżając swoim wózkiem i odwracając się przodem do Ethana.
- Co teraz masz?
- OPCM. A potem pięć godzin eliksirów i tyle na dziś.
- Fajnie. - Severus nie ukrywał swojej zazdrości. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że tak bardzo lubił uczyć. I że będzie kiedyś za tym tęsknić.
- Chcesz być na eliksirach?
- Ty kpisz czy o drogę pytasz? - podniósł brwi.
- Tak mówią mugole. - Montgomery uśmiechnął się szeroko. - Chodziło mi o to, że dziś postanowiłem zrobić zajęcia praktyczne, a że ty jesteś dobry z eliksirów, to mógłbyś podchodzić... znaczy podjeżdżać i cośtam tym nieudacznikom pomagać.
- A jak im mnie przedstawimy?
- Będziesz... - Ethan zrobił pauzę i uśmiech zszedł mu z twarzy. - Ee... Uczniem z wymiany?
- To czemu nie biorę udziału w lekcji tylko pomagam?
- Bo... Eliksirów uczyłeś się od małego i już zdobyłeś poziom Mistrza Eliksirów?
- Aha. Na pewno uwierzą. - pokiwał głową, patrząc nań sceptycznie.
- No dobra, no to, nie wiem, siedzieć będziesz obok i patrzył, jak prowadzę lekcje. No, nie chcę, żebyś się nudził.
Severus był autentycznie zdziwiony zaangażowaniem nowego nauczyciela w ich "znajomość". Nikt się nigdy o niego nie troszczył, jak ten praktycznie nieznany mu człowiek.
- Jesteś dziwny. - Naprawdę, Severusie? Ethan się martwi, pomaga ci, chce znaleźć ci jakieś zajęcie, a ty nazywasz go dziwakiem? Wciąż się zastanawiasz, czemu wszyscy mają o tobie takie, a nie inne zdanie? - Ale w dobrym sensie.
- W porządku, nie gniewam się. Zaraz mam lekcję, więc masz dwie godziny dla siebie. Przemyśl jeszcze te eliksiry. - Ethan wziął różdżkę ze stołu i wyszedł.
Cóż, przynajmniej próbował, westchnął w myślach Severus. Postanowił przejechać się do dyrektora na przesłodzoną herbatkę. Co mu szkodzi obgadać te zajęcia.
Wyjechał z Prywatnego Pokoju Życzeń Ethana, jak nazywał w myślach pomieszczenie, i skierował się do wyjścia z gabinetu.
Korytarz wydawał się być pusty, więc bez stresu przejechał go kawałek, aż nie usłyszał damskiego chichotu i stukotu obcasów o kamienną posadzkę. Przebiegło obok niego ubrane na różowo coś, a zaraz po nim całe czarne, większe... coś. Niestety za wiele nie zobaczył, gdyż biegli dość szybko. W każdym razie, gdy już jechał dalej, myśląc, że jest bezpieczny, znów coś usłyszał. I chwilę później ktoś pchał go na wózku, strącając z kół jego ręce.
- Pomogę ci. - usłyszał znany mu dobrze głos Luny Lovegood. Jechali krótko w ciszy, aż dziewczyna się nie odezwała. - Jak ci na imię?
- Felix. - podał pierwsze, przychodzące mu na myśl imię. Dopiero, gdy je powiedział, przypomniał sobie, że Lily kiedyś mu opowiadała jak chce nazwać swoje dzieci. Felix'a wymieniła zaraz po "Harry".
- Jestem Luna. Co ci się stało?
- Mały wypadek podczas wakacji. Nic interesującego.
- Jesteś sparaliżowany na stałe?
- Nie wiem. Teraz jestem w trakcie testowania jakiegoś eliksiru, pojęcia nie mam, czy on zadziała.
- Z jakiego jesteś domu? - miał odpowiadać zgodnie z prawdą, czy zmyślać?
- Slytherin. - I tak długo jako 'uczeń' nie zabawi.
- A który rok? - Co Ethan mu wczoraj mówił? Ile teraz ma lat?
- Piąty.
- Czyli widzimy się na eliksirach?
- Nie będzie mnie dziś na lekcjach. Muszę porozmawiać z dyrektorem.
- Właśnie, zapomniałam zapytać, dokąd chcesz się udać.
- To teraz już wiesz. - nie zamierzał się z nią spoufalać. Z żadnym z uczniów.
- W porządku. Podwiozę cię w takim razie.
Severus zastanawiał się, co z tą dziewczyną jest nie tak. Mimo tego, że ludzie się wciąż z niej śmieją i wytykają, ona wiecznie ma pogodną twarz. Aż poczuł do niej odrobinę, taką małą drobinkę, sympatii. Będą z niej ludzie.
~Przez wyjazd do Wrocławia zdążyłam napisać tylko jedną część. Wybaczcie.~

2 komentarze:

Mio pisze...

Ja Ci nie wierzę. KŁAMIESZ! Nikt nie jest bezinteresownie miły, a szczególnie tak bardzo jak ten facet. Ja wiem, że on ma niecne myśli i ty doskonale o tym wiesz xd co ja mogę jeszcze powiedzieć? rozdział super, ale krótki XD
Życzę weny, a dla siebie szybko kolejnego rozdziału <3

Nessa Daere pisze...

Oho. Też Ci życzę kolejnego rozdziału. ;_;
A tak btw. co do pierwszego - w sumie ja też bym przyjęła takiego Severuska do swojego domu X"DD
Ale nie, poważnie, Ethan nie ma ukrytych zamiarów. .----.


Jeeeeszczeeee.............