2014/09/26

A tytułu brak~~

macie tu ślimaczka
Mam sprawę, taką tylko... Ponieważ moja wena zrobiła sobie urlop, postanowiłam pójść za jej przykładem i też go sobie zrobić. W końcu już od października roku 2013 jedyną przerwą, jaką miałam od pisania, był mój wyjazd do sanatorium. W sensie na tym blogu, na tym drugim wciąż mam przerwę.
Kolejnego rozdziału możecie oczekiwać w okresie świąt (tych najbliższych, nie wielkanocnych), gdyż iż ponieważ, odnawiam tamten blog i muszę się wczuć, jeśli wiecie o co chodzi. W każdym razie, od któregoś tam grudnia będę pisać te dwa blogi jednocześnie, więc też mogą być jakieś utrudnienia, choć nie powinny. Ale wiecie, jak to jest. Zwłaszcza ze mną. Także ten... Mam nadzieję, że się nie obrazicie. I w ogóle. Na pewno nie zostawię Was na zawsze, to byłoby okrutne z mojej strony. A ja nie lubię być okrutna. Nom tego ten.. pozdrawiam. X"D

Aha~~ I co do rocznicy bloga - moich urodzin też nie świętuję, więc nie oczekujcie fajerwerków.



2014/09/19

Rozdział trzeci

Coś wybuchło. Ktoś krzyknął. I chyba błysnęło pod drzwiami. Severus wolał nie wiedzieć, co tam się stało i komu Ethan nakazał opiekować się klasą. Niech mężczyzna uczy się na błędach.
Montgomery odstawił go do gabinetu i sam wrócił do klasy. Nie do wiary, że przyszedł do Dumbledore'a, zostawiając swoją niezrównoważoną klasę samym sobie, tylko po to, by pomóc mu wrócić.
Ciekawe, czy zawsze tak pomaga nieznajomym. Jakby nie patrzeć, cały czas jest przy nim i pozwala mu u siebie spać. A znają się ile? Dwa dni.
___
Dziwak. Wciąż tak o nim myślał. I chyba raczej nie przestanie. Montgomery był dziwakiem. I to takim w najwyższym stadium dziwaczenia. Zwłaszcza ostatnio to pokazywał, gdy coraz częściej byli sami. Reszta nauczycieli w ciągu tych dwu miesięcy w ogóle przestała go odwiedzać. Jedynie Dumbledore raz na jakiś czas zapraszał go do siebie. Zawsze to robił. To była ich tradycja.
Severus chyba też dziwaczał, sam już siebie nie rozumiał. Raz był szczęśliwy, innym razem smutny. I wszystko to miało związek z Ethanem. Nigdy tak nie miał.
I było jeszcze jedno uczucie, którego w ogóle nie znał i nigdy nie czuł: mieszanka smutku, ze złością i taką jakby pustką. No i... to też miało związek z Ethanem.
- Jak się czujesz?
- Chodzi ci o to, jak się czuję po odzyskaniu nóg, czy tak ogólnie?
- I to, i to. - Montgomery usiadł przy biurku, patrząc nań z uśmiechem. Sev był właśnie w trakcie "testowania" tego, co dzięki Ethanowi odzyskał.
- Jeśli chodzi o nogi, to raczej wiesz, że jestem zadowolony. Chciałem ci podziękować. - przerwał na chwilę gapienie się na swoje nogi i uśmiechnął się szeroko do Ethana, nieświadomie przekręcając głowę w bok. Jako dzieciak miał taki nawyk, który chyba właśnie do niego wrócił (ale Sev o tym nie wiedział. Geez, jak kiepsko mi to idzie - dop.aut.).
- Masz u mnie dług wdzięczności. - mężczyzna zaśmiał się. A on znów to poczuł. To denerwująco miłe uczucie. Miał ochotę powiedzieć Ethanowi, by więcej się tak nie śmiał, ale to by chyba było... Dziwne.
- A jeśli chodzi o mnie... - Znów zaczął przechadzać się w tę i z powrotem. - Nie wiem.
- Czego nie wiesz?
- Jak się czuję. - jego nogi dziwnie zadrżały, więc postanowił na chwilę przystanąć. - Inaczej, niż zwykle, wiesz? Jakbym się unosił. I cieszę się, gdy cię widzę bardziej, niż gdy widzę, dla przykładu, Albusa.
- Od kiedy tak się czujesz?
- Jakiś tydzień, może więcej? I czuję to tylko wtedy, jak jestem z tobą. Dziwne, prawda?
- Z mojej strony mogę powiedzieć tylko tyle, że to miłe. - Severus wolał jednak nie wiedzieć, co to jest. - Za chwilę podwieczorek, chcesz coś zjeść przed wzięciem kolejnego eliksiru?
- Znów mam czucie w nogach, więc teraz pewnie chcemy przywrócić mi mój wygląd, hm? - Ethan kiwnął głową. - Ile tym razem będę czekać na efekt?
- Też do dwóch miesięcy.
- Merlinie, dlaczego to tak długo trwa?
- To nie ja wymyślałem ten eliksir. Ani to nie na mnie go testowano. - Montgomery westchnął cicho, drapiąc się w kark. Sev wiedział, że jeśli ta cisza jeszcze trochę się przedłuży, Ethan znów zrobi się dziwny.
- A skąd tak właściwie znasz te wszystkie eliksiry?
- Powiedzmy, że... brałem udział przy ich tworzeniu. - Uśmiechnął się, jakby dla potwierdzenia swych słów.
- Znowu to dziwne uczucie. - Severus złapał się za brzuch. - Czuję się, jakby w środku pełzały mi robaki. A jednocześnie to nie jest wcale złe.
Przyjrzał się podejrzliwie Montgomery'emu, który dziwnie się uśmiechał.
- Nie używasz przypadkiem jakiegoś zaklęcia na mnie?
Ethan wybuchł śmiechem, zginając w pół i łapiąc za brzuch.
Sev odczekał chwilę, aż ten 'atak' się skończy i dopiero wtedy zapytał:
- Co cię tak bawi?
Ethan zlustrował jego twarz, jakby sprawdzał, czy ten nie żartuje.
- Jakiś ty uroczo nieświadomy. - mężczyzna uśmiechnął się jak idiota i poczochrał jego włosy. - Nie śmieje się z ciebie.
- Coś ci chyba nie wierzę.
- Nie, naprawdę. - Ethan uniósł ręce w obronnym geście. - Kiedyś ci to wyjaśnię, OK?
- Teraz mi to wyjaśnij.
- Najpierw muszę o coś spytać Dumbledore'a. Potem coś sobie poukładam i wtedy może ci to wyjaśnię. - Severus zastanawiał się, czy długo mu to zajmie. Oby tak.
~Ee... ja wiem, że w głębi serca domyślacie się, co to za emocje męczą naszego Sev'a. Nie przejmujcie się, za niedługo dowiecie się, czy zgadliście. Przewiduję to opko na góra 10 rozdziałów, także ten...~

2014/09/17

Rozdział drugi, cz. 2

~Miałam napisany ten rozdział kilka dni temu, ale czasu nie było, żeby opublikować. Mam też już następny, spodziewajcie się go w piątek. Wyjątkowo będzie koło południa, lub nawet z rana, bo moja klasa ma wycieczkę, na którą nie idę. :)~
- Co cię do mnie sprowadza? - Snape spojrzał na Dumbledore'a. Dopiero teraz zorientował się, że nadal siedzieli w milczeniu. Zbyt pogrążył się w myśleniu o Ethanie i jego dzisiejszej propozycji. Jak możliwym było, że wciąż się nad nią zastanawiał? Powinien odmówić od razu. - Severusie?
- Wybacz, zamyśliłem się. - przetarł oczy i wyprostował się. - Um... Chciałbym prosić cię o radę. O tym, że nie mogę pokazywać się uczniom, by nie wzbudzać podejrzeń, wiemy wszyscy, prawda? - Albus pokiwał głową. - Więc, Ethan chyba nie wziął sobie tego do serca.
- Co masz na myśli?
- Dziś rano zastanawiałem się, co będę robił przez te dwa miesiące i Ethan jakimś cudem domyślił się, że brak mi nauczania. - podrapał się po brodzie, a dyrektor, nie wiedzieć czemu, uśmiechnął się pod nosem. - Zapytał mnie więc, czy nie mam ochoty być na jego lekcjach.
- I co odpowiedziałeś?
- Właściwie to nic nie odpowiedziałem.
- A chcesz być na tych lekcjach? - Severus nie bardzo wiedział, jak odpowiedzieć. Z jednej strony chciał zobaczyć, jak Ethan prowadzi lekcje i porównać jego umiejętności do swoich, ciekawiło go też, jak zachowują się uczniowie. Ale z drugiej, przecież nie może się tam pokazać. - Bo możemy powiedzieć uczniom, że jesteś kimś z innej szkoły i masz za zadanie poobserwować lekcje. Albo możesz być nauczycielem na praktykach. Z wózka się tłumaczyć nie będziesz musiał.
- W sumie... racja. - najwyżej nie pójdzie na tę lekcję, na której obecna będzie panna Lovegood.
___
- Tak coś czułem, że się zgodzisz. - promienny uśmiech rozjaśnił twarz Ethana. - A jeśli nie chcesz iść na tę lekcję klasy piątej Krukonów, to niestety musisz poczekać godzinę. Potem są pierwszoroczni Puchoni i Ślizgoni, no i na koniec szósty rok Gryffonów i też Ślizgonów. Dyrektor dziwnie to wymyślił.
- Albus nie bardzo stara się nad planami lekcji. Razem z radą pedagogiczną ustanawia jakieś drobne zmiany i ma to z głowy.
- Gdybym był dyrektorem, ustawiłbym jeden idealny plan lekcji dla każdej klasy i stosowałbym go co roku.
- Nie powiedziałbym, że to taki świetny pomysł. Ale, gdy będziesz dyrektorem, jeśli w ogóle, sam się o tym przekonasz.
~nomnom i ten. Pamiętajcie, że to część druga, a tamto to była część pierwsza. Dys mast bi szort.~

2014/09/08

Rozdział drugi

~Muszę Cię zasmucić, Mio, Ethan jest po prostu miły~
Po raz kolejny się obudził i po raz kolejny czuł się dziwacznie. Ale przynajmniej teraz nawet nie próbował wmawiać sobie, że to sen. I mniej więcej orientował się w sytuacji.
Nie chcąc budzić Ethana, gdziekolwiek położył się spać, postanowił sam wstać z łóżka. Przekręcił się na brzuch i podczołgał na łokciach bliżej wózka. Prawie dosięgnął swojej różdżki, gdy drzwi się otworzyły.
- Było trzeba mnie zawołać. - Montgomery nie miał zaspanego głosu, więc Snape wywnioskował, że pewnie jest już południe. Opuścił rękę, dotykając nią podłogi i całkiem się rozluźnił, przekręcając głowę w stronę drzwi. Skoro Ethan sam tu przyszedł, to zapewne pomoże mu się podnieść.
- Jestem głodny.
- Zaraz będzie kolacja, ale ty pewnie nie chcesz na nią pójść w tym stanie.
- Mhm. - mruknął w odpowiedzi. Wciąż nie mógł się przyzwyczaić do tego głosu.
- Poproszę skrzaty, żeby nam przyniosły.
- Możesz przecież pójść na kolację. - uśmiechnął się lekko.
- Rzadko kiedy jem z wszystkimi. Uczniowie się na mnie gapią. - szepnął do niego. Podszedł bliżej i poprawił Severusowi ubranie. - Piżama ci się podwinęła.
- Nieważne. - machnął ręką i z powrotem dotknął nią podłogi. - Pomożesz mi wstać?
Severus zastanawiał się, od kiedy stał się taki ufny wobec obcych. Zazwyczaj odnosił się z rezerwą do wszystkich.
- Jasne, ale ty też musisz się ruszyć. - Snape podciągnął rękę na łóżko i przekręcił się na plecy.
- Pomogłem?
- Przezabawne. - Montgomery przysiadł się obok niego. Przysunął wózek bliżej łóżka i pomógł Severusowi usiąść. - Ten drugi eliksir powinien zadziałać, dam ci go zaraz, jak tylko zjesz. Nie można go zażywać na pusty żołądek. Zupełnie jak alkoholu w moim przypadku. - zaśmiał się.
Twarz Snape'a wykrzywił uśmiech.
- Podobno nazywają cię Nietoperzem.
- Z lochów. - dodał z ironią.
- Mnie mają za syna Frankensteina. - Ethan podniósł lekko wózek, by móc przejechać przez próg.
- Czemu? - Severus spojrzał na niego.
- Bo robili na mnie eksperymenty już od urodzenia. - miał ochotę zapytać, czy Montgomery ma jakieś "super moce". To dziecinne.
- A skąd uczniowie o tym wiedzą?
- Robię takie spotkania z chętnymi Ślizgonami. Pomyślałem, że jako ich tymczasowy opiekun, muszę spędzać z nimi więcej czasu. No i rozmawiamy tam o ich problemach i sytuacjach z życia, mam też taką anonimową skrzynkę. Wpisują swoje problemy na kartkach i wrzucają do tiary. Jak na razie sposób bez zarzutów. - Snape zamyślił się przez chwilę. W sumie pomysł całkiem niezły. Może jak znów będzie normalny, to też zorganizuje coś takiego...? Nie, przecież to nie w jego stylu. Gdy uczniowie mają jakiś problem, sami powinni doń podejść.
- I co, postanowiłeś podzielić się z nimi swoimi?
- Nie. Zwyczajnie sami zapytali. 
- Aha. - Ethan machnął nad nim różdżką i Severus zorientował się, że ten przebrał go w jakiś T-shirt i jeansy. Wychodzili* właśnie z sali. - Gdzie jedziemy?
- Do Albusa. Tam wszystko jest przygotowane.
- Teraz na mnie będziecie eksperymentować?
- Nie. - Ethan zaśmiał się. - Ten eliksir był już wcześniej sprawdzany. - pochylił się nad nim. - Jak myślisz, na kim?
Oczywistym było, że to pytanie retoryczne. Nie odzywali się więc do siebie, aż nie doszli pod posąg himery.
*nie wiem, czy mam wstawić "wychodzili" czy "wyjeżdżali", bo w końcu Sev nadal jest na wózku, ale wstawiłam to pierwsze, bo z "wyjeżdżaniem" brzmi, jakby jechali autem, czy innym...
___
- To ile mam czekać na jakieś efekty?
- Do dwóch miesięcy. - westchnął Ethan, machnięciem różdżki sprzątając biurko.
Zmiął w buzi przekleństwo. Nie chciał być przez kolejne dwa miesiące nastolatkiem. Ten okres przeżył niezbyt miło. Najłatwiej by mu było, gdyby przespał ten czas oczekiwania. Tak jak przespał ponad połowę wakacji.
A jakby eliksir nie zadziałał, musiałby się z tym pogodzić i żyć dalej. I tyle. Bez tego niecierpliwienia się i wyrywania sobie włosów z głowy.
- Więc mam całe dwa miesiące siedzieć i nic nie robić?
- Możesz mi pomóc sprawdzać kartkówki i wymyślać kary. Jeśli w ogóle będę miał w planach je rozdać. - dodał po chwili.
- Dobra. - do spędzenia jakoś reszty wolnego czasu znajdzie sobie zajęcie. Przecież do tej pory mu się to udawało. Przejdzie się na błonia, czy coś... może posprząta. Nie może być tak źle.
...Co prawda wózek będzie odrobinę zmniejszał jego możliwości, ale ważne, że potrafił sam nim kierować.
___
- Coś taki zamyślony? - zapytał następnego dnia Ethan, ścieląc łóżko. Jak na kogoś, kto przebiera się za pomocą różdżki, jego sposoby sprzątania były bardzo, bardzo po mugolsku.
- Zastanawiam się, co dzisiaj robić. - westchnął po chwili, pchając koła wózka. Podjechał do półki z książkami i przyjrzał się najciekawiej wyglądającym okładkom. - Masz tylko książki o czarnej magii?
- Gdzieś tam jest jeszcze Mały Książę. - Snape spojrzał na niego zdziwiony.
- Po co ci mugolska bajka?
- Lubię ją. - pokiwał głową, odjeżdżając swoim wózkiem i odwracając się przodem do Ethana.
- Co teraz masz?
- OPCM. A potem pięć godzin eliksirów i tyle na dziś.
- Fajnie. - Severus nie ukrywał swojej zazdrości. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że tak bardzo lubił uczyć. I że będzie kiedyś za tym tęsknić.
- Chcesz być na eliksirach?
- Ty kpisz czy o drogę pytasz? - podniósł brwi.
- Tak mówią mugole. - Montgomery uśmiechnął się szeroko. - Chodziło mi o to, że dziś postanowiłem zrobić zajęcia praktyczne, a że ty jesteś dobry z eliksirów, to mógłbyś podchodzić... znaczy podjeżdżać i cośtam tym nieudacznikom pomagać.
- A jak im mnie przedstawimy?
- Będziesz... - Ethan zrobił pauzę i uśmiech zszedł mu z twarzy. - Ee... Uczniem z wymiany?
- To czemu nie biorę udziału w lekcji tylko pomagam?
- Bo... Eliksirów uczyłeś się od małego i już zdobyłeś poziom Mistrza Eliksirów?
- Aha. Na pewno uwierzą. - pokiwał głową, patrząc nań sceptycznie.
- No dobra, no to, nie wiem, siedzieć będziesz obok i patrzył, jak prowadzę lekcje. No, nie chcę, żebyś się nudził.
Severus był autentycznie zdziwiony zaangażowaniem nowego nauczyciela w ich "znajomość". Nikt się nigdy o niego nie troszczył, jak ten praktycznie nieznany mu człowiek.
- Jesteś dziwny. - Naprawdę, Severusie? Ethan się martwi, pomaga ci, chce znaleźć ci jakieś zajęcie, a ty nazywasz go dziwakiem? Wciąż się zastanawiasz, czemu wszyscy mają o tobie takie, a nie inne zdanie? - Ale w dobrym sensie.
- W porządku, nie gniewam się. Zaraz mam lekcję, więc masz dwie godziny dla siebie. Przemyśl jeszcze te eliksiry. - Ethan wziął różdżkę ze stołu i wyszedł.
Cóż, przynajmniej próbował, westchnął w myślach Severus. Postanowił przejechać się do dyrektora na przesłodzoną herbatkę. Co mu szkodzi obgadać te zajęcia.
Wyjechał z Prywatnego Pokoju Życzeń Ethana, jak nazywał w myślach pomieszczenie, i skierował się do wyjścia z gabinetu.
Korytarz wydawał się być pusty, więc bez stresu przejechał go kawałek, aż nie usłyszał damskiego chichotu i stukotu obcasów o kamienną posadzkę. Przebiegło obok niego ubrane na różowo coś, a zaraz po nim całe czarne, większe... coś. Niestety za wiele nie zobaczył, gdyż biegli dość szybko. W każdym razie, gdy już jechał dalej, myśląc, że jest bezpieczny, znów coś usłyszał. I chwilę później ktoś pchał go na wózku, strącając z kół jego ręce.
- Pomogę ci. - usłyszał znany mu dobrze głos Luny Lovegood. Jechali krótko w ciszy, aż dziewczyna się nie odezwała. - Jak ci na imię?
- Felix. - podał pierwsze, przychodzące mu na myśl imię. Dopiero, gdy je powiedział, przypomniał sobie, że Lily kiedyś mu opowiadała jak chce nazwać swoje dzieci. Felix'a wymieniła zaraz po "Harry".
- Jestem Luna. Co ci się stało?
- Mały wypadek podczas wakacji. Nic interesującego.
- Jesteś sparaliżowany na stałe?
- Nie wiem. Teraz jestem w trakcie testowania jakiegoś eliksiru, pojęcia nie mam, czy on zadziała.
- Z jakiego jesteś domu? - miał odpowiadać zgodnie z prawdą, czy zmyślać?
- Slytherin. - I tak długo jako 'uczeń' nie zabawi.
- A który rok? - Co Ethan mu wczoraj mówił? Ile teraz ma lat?
- Piąty.
- Czyli widzimy się na eliksirach?
- Nie będzie mnie dziś na lekcjach. Muszę porozmawiać z dyrektorem.
- Właśnie, zapomniałam zapytać, dokąd chcesz się udać.
- To teraz już wiesz. - nie zamierzał się z nią spoufalać. Z żadnym z uczniów.
- W porządku. Podwiozę cię w takim razie.
Severus zastanawiał się, co z tą dziewczyną jest nie tak. Mimo tego, że ludzie się wciąż z niej śmieją i wytykają, ona wiecznie ma pogodną twarz. Aż poczuł do niej odrobinę, taką małą drobinkę, sympatii. Będą z niej ludzie.
~Przez wyjazd do Wrocławia zdążyłam napisać tylko jedną część. Wybaczcie.~

2014/08/26

Rozdział pierwszy

~Wy nie komentujecie - ja nie trzymam się terminów. Pozdrawiam.~
              Severus Snape obudził się z koszmarnie długiego snu z dziwnym uczuciem, jakby coś tracił. Coś ważnego.
- Oh, obudziłeś się wreszcie – Pielęgniarka jak na zawołanie zjawiła się przy jego łóżku.
- Najwyraźniej. – warknął niezbyt uprzejmie, masując się po skroniach. Coś było chyba nie tak… tylko, do cholery, co?
- Widzę, że nawet lekkie otumanienie po tak dużej ilości snu nie jest w stanie sprawić, by twój ton był odrobinę mniej cyniczny. Chociaż… nie brzmisz już tak groźnie, Severusie, z tym swoim odmłodzonym głosikiem. Jak nie ty. – uśmiechnęła się bezczelnie, a on wciąż nie wiedział, o co chodzi.
- Co? – zapytał inteligentnie, tym razem skupiając się bardziej na barwie swego głosu. Coś było zdecydowanie nie tak. – Czemu mówię tak…?
- …jakbyś był dzieckiem? – dokończyła Poppy, wciąż się szczerząc, jak głupi do sera. – Gdyż nim się stałeś, mój drogi. Bardzo mi przykro.
Cała jej postawa wyraźnie wskazywała, że może teraz mieć różne odczucia, ale na sto procent, nie jest jej przykro.
Severus chciał wierzyć, że to wciąż sen i że za chwilę znów się obudzi (tym razem naprawdę), lub trafi do kolejnego, pogmatwanego snu (i będzie się to powtarzało, aż wreszcie nie trafi do równie pogmatwanej rzeczywistości), jednak zdawał sobie sprawę z tego, że to niemożliwe. Ból prawego ramienia dobitnie dawał o sobie znać, do tego powracały zawroty głowy.
Los bywa czasem okrutny, lecz myślał, że po tym, co przeżył na wojnie, nie będzie już musiał męczyć się z czymś podobnym. Wyobrażał sobie, że do końca swoich dni, jedynym, czym go skażą (lub skaże, w zależności od tego, co tam na górze sprawuje władzę), będą uczniowie Hogwartu. I Irytek. Ha, kto by pomyślał, że może być gorzej.
- Jak to się stało? – jego głos wydawał się spokojny, lecz, gdyby się bardziej przyjrzeć, w głębi jego oczu czaił się strach. Panika chciała przejąć nad nim kontrolę, starał się z całych sił, ale w oczekiwaniu na słowa pielęgniarki, jakby się spiął.
Kobieta wydawała się być odrobinę zmieszana.
- Myślałam, że ty mi powiesz, jak tego dokonałeś. – wyznała, patrząc na niego trochę dziwnie. Nie potrafił określić, jak.
- Był tu Albus?
- Przyszedł jakieś dwie godziny temu, czuł, że dziś się obudzisz, teraz poszedł na podwieczorek.
- Ach tak… podwieczorek ważniejszy od zdezorientowanego profesora. Cały Albus. Pewnie dziś skrzaty podały coś, bez czego nasz szanowny dyrektor, nie byłby w stanie funkcjonować.
- W rzeczy samej, Severusie, w rzeczy samej. – pogodny śmiech… lub chichot… lub coś pomiędzy… rozległ się po sali. Severus spojrzał w kierunku drzwi, a później odwrócił wzrok, patrząc na przeciwną jego łóżku ścianę. Coś ciągle brzęczało.
Starzec szedł żwawym krokiem w stronę ostatniego łóżka w rogu, obok którego stała ubrana na biało pielęgniarka.
- Coś nie tak, Severusie?
- Mucha. Przeszkadza mi. – Severus spojrzał w bok, na szafkę nocną, i wziął z niej swoją różdżkę, celując jej końcem w miejsce, gdzie – jak podejrzewał – znajdował się brzęczący owad. Chwilę później irytujący dźwięk ustał, a Mistrz Eliksirów spojrzał z powrotem na dyrektora. – Wiesz, co mi się stało?
- Niestety jesteśmy równie nieświadomi, co ty, Severusie. Póki nie dowiemy się, co spowodowało twoje… odmłodzenie się, wejście do twoich prywatnych gabinetów, a także klasy eliksirów, są surowo wzbronione. A, i tymczasowo twoją posadę przejął nasz nowy nauczyciel, na całe szczęście potrafił uczyć tych dwóch przedmiotów.
- Rok szkolny już się zaczął? Właściwie to który dziś?
- Piętnasty września. Uczniowie już podejrzewają twój zgon. Jakież to ekscytujące – Oj tak, Dumbledore uwielbiał plotki, a jeszcze bardziej te usłyszane – mniej lub bardziej świadomie – od uczniów.
Mistrz Eliksirów zastanowił się chwilę. Przypomniał sobie, co robił przed zapadnięciem w śpiączkę.
- Chyba wiem, co mogło spowodować moje odmłodzenie. Lub raczej, kto.
- Któż taki, Severusie?
- Irytek. Podmienił jeden ze składników. I z kociołka wyszła jakby mgła, a potem chyba zemdlałem.
- A jaki eliksir zamierzałeś uwarzyć? – zapytała Pomfrey, wreszcie dołączając do konwersacji.
- Eliksir Spokoju.
- To wyjaśnia twoją tymczasową śpiączkę, jednak wciąż nie wiemy, co spowodowało… to. – westchnął po cichu Dumbledore. Miał tendencje do myślenia na głos i Severus dobrze o tym wiedział, postanowił więc mu nie przeszkadzać, licząc na jakieś lepsze wieści.
- Możesz poruszać wszystkimi częściami ciała? – zapytała pielęgniarka, sprawdzając coś w notesie.
- A jaki to ma związek ze sprawą?
- Widzisz, Severusie, ludzie nie kurczą się z dnia na dzień. Możliwe, że mogłeś stracić czucie w tej czy innej części ciała i zdaje mi się, że doskonale o tym wiesz.
Severus nie zwracał do tej pory uwagi na to, czy czuje wszystkie części ciała. Dopiero teraz zorientował się, co takiego było nie tak.
- Nie czuję nóg. - Pomfrey zapisała coś w notesie.
- Tylko nóg?
- Tak. – warknął zirytowany. Powiedziałby przecież, gdyby nie tylko nogi mu wysiadły.
- Dobrze, chciałam się tylko upewnić – Usprawiedliwiła się, mrucząc pod nosem niezrozumiałe dlań słowa.
- W takim wypadku, będziemy musieli przywołać tu naszego psotnego Poltergeista. – powiedział wreszcie dyrektor, otrząsając się z zadumy. – Irytku!
Chwilę później, obok nich zmaterializował się bezgłośnie duch. Wystarczyło mu jedynie spojrzenie na obecny stan Severusa, by zaraz wybuchnąć gromkim śmiechem.
- Irytku, opanuj się – Przemówił doń dyrektor. Poltergeist po dłuższej chwili uspokoił się wreszcie. Mistrz Eliksirów był pewny, że gdyby to on o to poprosił, duch nie słuchałby go, tylko dalej się śmiał. Ewentualnie w ogóle by się nie zjawił. – Zapewne zdajesz sobie sprawę z tego, do czego doprowadziłeś.
- Aj, sir! – Poltergeist zasalutował, uśmiechając się głupio do wciąż leżącego Severusa.
- I zapewne wiesz, co dodałeś, zamiast jednego ze składników?
- Oczywiście!
- Zechcesz nas oświecić?
- Był to sok z pijawek, sir! – stwierdził z całym przekonaniem Irytek, po czym, bez pożegnania, zniknął.
- Podły duch. Powinieneś był go wyrzucić już dawno temu, Albusie.
- Wiesz, że nie mogę. – staruszek uśmiechnął się lekko, po czym spoważniał. – W każdym razie, wiemy już, co poszło źle.
- Sok z pijawek jest jednym ze składników Eliksiru Skurczającego. Najwyraźniej w połączeniu z większością ingrediencji potrzebnych do uwarzenia Eliksiru Spokoju, tworzy Eliksir Odmładzający.
- Wielu czarodziei od lat próbuje go wynaleźć, a udało się to akurat tobie… i temu Irytkowi. – wtrąciła Poppy, trochę zmieszana. – Ciekawe, czy to działa na stałe, czy tylko tymczasowo.  – szepnęła.
- W każdym razie, na pewno jest bardzo niebezpieczne. – ofuknął ją Severus. – Sama widzisz, że straciłem czucie w nogach.
- Ale czucie może jeszcze odzyskasz, ty się lepiej martw o swój wygląd. – wytknęła mu.
- Musimy iść do Ethana, może mógłby nam jakoś pomóc. – spojrzał sugestywnie na Severusa. Wiedział, że Snape nienawidzi wtrącania się osób trzecich, w dodatku kompletnie mu nieznanych. Ale to była wyjątkowa sytuacja.
              Severus natomiast wiedział, iż nowy nauczyciel będzie równie przydatny, co szanowny pan Potter na egzaminie praktycznym. Nawet pomimo jako-takiego wykształcenia, w eliksirach mu nie dorównuje.
              Jednakowoż, jeśli Ethan zna się na czarnej magii, bo w końcu przybył do Hogwartu, by jej uczyć, a Albus nie daje tej posady byle komu, to musi być choć w najmniejszym stopniu pomocny.
              Skinął ledwie zauważalnie i zamienił plastikowe, malowane na biało krzesło w wózek inwalidzki. Widział to kiedyś u jednej z mugolskich rodzin.
              Albus, wiedząc, że nienawidzi o cokolwiek prosić, bez słowa pomógł mu się podnieść i usadowić na wózku z dobrodusznym uśmiechem na ustach. Severus podziękował mu cicho.
              - Nie chcesz się przebrać, Severusie? - Zapytała Poppy, wydawało mu się, że kpiąco. Spojrzał na swoje ubranie. Piżama szpitalna.
              - Nie. - Jakoś tak do tego wózka piżama pasowała. Chyba.
              Pomfrey zrzedła mina, więc poszła do swojej kanciapy, nie odwracając się i nie mówiąc ani słowa.
              Albus zachichotał, pchając jego wózek do przodu.
              - Uczniowie wciąż są na korytarzach, na pewno nie chcesz się przebrać?
              - Przecież mnie nie rozpoznają. - warknął, pochylając się do przodu, by otworzyć drzwi.
              - Jak wolisz. - Mógł się założyć, że dyrektor się teraz uśmiecha.
              Większość uczniów, których spotkali po drodze na drugie piętro, gapiła się na nich, jak na kosmitów. Nie dziwił im się, nieczęsto widzi się nieznanego nikomu, zdawałoby się, ucznia, ubranego w szpitalną piżamę, wiezionego przez dyrektora na mugolskim wynalazku.
              Zaśmiał się cicho. Wbrew wszystkiemu, co o nim twierdzą, on też się czasem śmieje. Choć nie ukrywał, że jest to u niego rzadkość.
              Gdy dotarli na drugie piętro, cały korytarz wydawał się jakby opustoszały. W dodatku lśnił czystością.
              - Ethanowi udało się zaprowadzić porządek jedynie na tym piętrze. Uwierzysz, że Irytek boi się go bardziej, niż Krwawego Barona? - Severus podniósł w zdziwieniu brwi. Nawet, jeśli zostanie gówniarzem, wciąż będzie tu przychodził. Całe piętro wolne od psikusów Poltergeista, to spełnienie marzeń.
              Dyrektor zapukał do gabinetu profesora OPCM i odczekał stosowną chwilę, by następnie wejść do środka.
              Montgomery siedział za biurkiem, sprawdzając jakieś wypracowania. Spojrzał na drzwi i powrócił do zakreślania czegoś czerwonym długopisem. Severusa to zdziwiło, czyżby nowy nauczyciel był mugolakiem?
              - Kto to? - Głos mężczyzny był niski i lekko chrapliwy. Wydawał się jakby odległy.
              - Nie powiedziałeś mu? - Spytał Mistrz Eliksirów, patrząc w górę na Dumbledore'a.
              - Uzgodniliśmy z radą pedagogiczną, że lepiej będzie nie frapować nowego nauczyciela, póki się nie wybudzisz. - rzekł starzec, głaszcząc się po brodzie. Następnie spojrzał na siedzącego za biurkiem mężczyznę. - To nauczyciel, którego zastępujesz, Ethanie.
              - Przecież to dziecko. - Jego nozdrza uniosły się na chwilę. - Piętnastoletnie w dodatku.
              Severusa zastanawiało, skąd Ethan wiedział, ile jego ciało ma lat, skoro on sam jeszcze tego nie odkrył.
              - Skąd wiesz, ile to ma lat? - wskazał siebie.
              - Mam bardziej wyczulone zmysły od reszty ludzi. - dopisał coś szybko na dole pergaminu i wreszcie na nich spojrzał. - Niestety, nie są na tyle dobre, bym wiedział, ile naprawdę masz lat. Masz ochotę się pochwalić?
              Uśmiechnął się do niego przyjaźnie, a Severusowi zaschło nagle w ustach.
              - Trzydzieści sześć.
              - Huh-uh, jesteś młodszy! - Montgomery klasnął w dłonie, uśmiechając się jeszcze szerzej. Wstał z krzesła, zbliżając się do nich szybko. - Potrzebujecie mojej pomocy, prawda? - bardziej stwierdził, niż zapytał.
              Snape pokiwał twierdząco głową. Dziwił się, że Irytek boi się tego człowieka. Wcale nie wydawał się groźny, a bardziej... dziecinny.
              - Mogę być groźny, jeśli tego chcę. - O matko! Powiedział to na głos?
              Ethan, widząc spojrzenie Severusa, poklepał go po ramieniu z kolejnym, pięknym uśmiechem na ustach.
              - Nie obraziłeś mnie. Wiem, że zachowuje się jak dorosły dzieciak. - zaśmiał się cicho i jego oczy rozbłysły. - Ale zauważ, że ty jesteś dorosłym dzieciakiem.
              Snape również się zaśmiał.
              - A teraz przejdźmy do konkretów. - Albus chyba nie lubił być ignorowany.
              - Oczywiście. Ale najpierw, wytłumaczcie mi jedną sprawę. Dlaczego on jest na wózku?
              - Mam sparaliżowane nogi.
              - Efekt uboczny odmłodzenia. - powiedzieli w tym samym czasie.
              - To zrozumiałe. - Ethan nagle spoważniał. - Chodźcie.
              Mężczyzna zaprowadził ich do pomieszczenia robiącego za laboratorium.
              - Gdzie on ma sypialnię, skoro tu jest laboratorium? - zapytał szeptem Dumbledore'a. Z tego, co widział, mężczyzna ma w swoim gabinecie - nie licząc tych wejściowych - jedynie te drzwi.
              Starzec już otwierał usta, by mu odpowiedzieć, gdy wyprzedził go Montgomery.
              - Ten pokój jest jak wasz Pokój Życzeń. Staje się tym, czym akurat chcę, żeby był. - Mógł się założyć, że mężczyzna się teraz uśmiecha. - Wypij to.
              Odwrócił się i wcisnął mu do ręki szklankę z niezidentyfikowaną cieczą.
              - Co to?
              - Eliksir Regenerujący.
              - Już to...
              - ...Z dodatkowym składnikiem. - dokończył. Severus zastanawiał się, czy Ethana nie bolą poliki od ciągłego uśmiechania się.
              Jesnym łykiem wypił całą zawartość szklanki.
              - Jeśli w ciągu dwudziestu czterech godzin nie będzie żadnych rezultatów, będziemy musieli spróbować z czymś mocniejszym i - niestety - powolniejszym. Jeśli i to nie zadziała, możesz pożegnać się z chodzeniem. W każdym razie, paraliż na pewno nie przejdzie na inne części ciała.
              Snape uśmiechnął się lekko. Od tych wszystkich nowości, zrobiło mu się słabo.
              - Może ci się zakręcić w głowie od tego, co przed chwilą wypiłeś. - czyli jednak nie przez nowości. - Nie chce ci się spać?
              - Trochę. Ale mamy ważniejsze rzeczy do zrobienia.
              - W sumie nic złego się nie stanie, jeśli teraz zaśniesz. Póki nie dowiemy się, czy można przywrócić ci czucie, nie możemy iść dalej.
              - W takim wypadku, podwiozę Severusa do Skrzydła Szpitalnego i wrócę do swoich obowiązków.
              - Przecież może zostać tutaj. - W jednej chwili labolatorium zmieniło się w sypialnię. Snape był pod wrażeniem.
              - Dobrze. Poinformujcie mnie, gdy Severus się obudzi. - Albus pożegnał się z nimi i wyszedł.
              Montgomery pchnął wózek Severusa w stronę łóżka i pomógł mu się nań ułożyć.
              - Dobranoc. - Ethan odpowiedział tym samym i również wyszedł, zamykając cicho drzwi.
              Severus pogrążył się we śnie.
~W przyszłym tygodniu chcecie drugi rozdział, czy jakiegoś one-shot'a?~

2014/08/08

A rozdziału pierwszego wciąż brak...

Zastanawiałam się długo, co zrobić z tym blogiem. Drugi, niestety, poszedł w odstawkę. Myślę, że gdy zacznie się rok szkolny i powtórzę choć podstawowe informacje z fizyki (w zeszłym roku uczyłam się pięć minut przed testem i zaraz po teście zapominałam dany materiał, stąd mogę sobie nie poradzić w drugiej klasie) i załapię chemię (u mnie w szkole chemii uczy się dopiero od drugiej klasy), to cały rok pójdzie mi z górki i będę znów tam pisać. Tu postanowiłam stworzyć nowy system dodawania rozdziałów (lub, gdy nie będę mieć na nie weny - Shotów (których powoli tworzy mi się zapas)) - SD (siedem dni). Polega on na tym, że w ciągu siedmiu dni dodaję coś nowego i tylko w ciągu tych siedmiu dni, nie później, nie wcześniej. Jedynie notki informacyjne (w etykietach pod hasłem "information") mogą pojawiać się w każdym terminie. Jeśli tenże system okaże się skuteczny, zastosuję go też na drugim blogu. Mam nadzieję, że nie będzie Wam to robić problemów i jakoś pogodzicie się z tym, że terminy będą nieregularne. Ale wiecie, zawsze mogło być gorzej - mogłam napisać, że rozdziały będą raz na miesiąc, lub w ogóle zrezygnować z podawania dat. Jeszcze co do miniaturek, być może znajdą się też jakieś na specjalne okazje, lub na życzenie któregoś z czytelników, czyli dwa w jednym tygodniu mogą się zdarzyć. (:
A teraz zapraszam na One-Shot - FanFiction z serialu animowanego Ed, Edd i Eddy, jednego z moich ulubionych, jeśli chodzi o CartoonNetwork. Drugi to Pora na przygodę, jeśli to by Was obchodziło (ale ja wiem, że nie obchodzi X"D).

Ma ktoś pomysł na tytuł?
Paring: Kevedd (Kevin x Chudy Edd (lub Double Dork, w niektórych momentach. Tak jakoś z angielskich doujinshi się wzięło iks de)). Zastanawiałam się jeszcze nad R!Kevedd, ale po pierwsze:  jakoś nie bardzo lubię zmieniać charaktery postaci kanonicznych, a po drugie: chyba wolę Edda jako pasywa. Możliwe, że jest to uzależnione od pierwszego argumentu. Heh.
Rating: PG-13
Beta: Brak. Ma ktoś ochotę zbetować i wysłać mi na mail (albo GG, choć szczerze wolę mail) poprawioną wersję wraz z uwagami? Jak coś to macie mail'a i nr GG w zakładce "O autorce". Dzięki. (:

Wiem, że bajka jest raczej surrealistyczna, więc wybaczcie, że przytemperowałam pomysły Eddy'ego. Ale to po prostu musiało powstać bardziej realnie.
Smacznego!
Um, nie bardzo umiem pisać komedie. Wybaczcie.

*
- To chyba nie jest najlepszy pomysł, Eddy.
- Wyluzuj, Skarpeta. To wcale nie jest takie trudne. Bierzemy ten karton, pakujemy na taczkę i zwiewamy. Kevin nawet się nie zorientuje, że coś mu zniknęło.
- A co, jak się jednak zorientuje?
- Niby w jaki sposób miałby to zrobić? - Ed wstał dziś lewą nogą i, niestety, wyżywał się przez to na innych. Na całe szczęście do rękoczynów dziś jeszcze nie doszło, ale kto wie, jak to będzie, gdy Kevin rzeczywiście się zorientuje?
- Hm, no nie wiem, może na przykład zobaczyć na kartonie swoje imię, zaraz pod dopiskiem "NIE DOTYKAĆ"?
- Zakryjemy to. - Eddy machnął lekceważąco ręką, wracając do zakreślania czegoś czerwonym pisakiem.
- A jak ktoś zapyta, skąd mamy te łamiszczęki?
- Kupiliśmy.
- Niby z czyjego portfela?
- Nie panikuj, będzie co będzie. Jeśli Kevin się uczepi, to Ed dostanie łomot... - Najwyższy z ich paczki zaprotestował. - ...a jak się nie uczepi, to będziemy mieli forsę na więcej łamiszczęk! Powinieneś się cieszyć, a nie ciągle narzekać. A teraz patrzcie. - Eddy przywołał ich gestem, pokazując starannie nakreślony plan. Choć dla Edda wyglądało to jak zwykłe bazgroły. - Tu jest garaż Kevina, a tu ustawimy taczkę... - Wskazał wszystko pisakiem. - ...ja i Skarpeta chowamy się w krzakach, a ty, Ed, idziesz otworzyć garaż. Potrzebne ci będzie to. - Podał mu stalowy pręt.
- Skąd masz łom? - Zapytał Chudy Edd.
- Nieważne, skup się na mapie. Otwierasz łomem drzwi jak najszerzej się da i przytrzymujesz, żeby się nie zatrzasnęły...
- Dlaczego ja? - Zapytał Ed.
- Bo jesteś najsilniejszy. - Zirytował się Eddy. - Możemy wreszcie omówić resztę planu? - Nie słysząc sprzeciwu, kontynuował. - A więc ty przytrzymujesz drzwi...
- Nie zaczyna się zdania od "więc". - Podszepnął dyskretnie Chudy Edd.
- To może ty omówisz resztę planu, co, mądralo?
- Nie, nie, ja się nie wtrącam. - Podniósł ręce w obronnym geście. - Mów dalej, Eddy.
- Więc... - Specjalnie podkreślił to słowo. - ...trzymasz te drzwi, a ja i Skarpeta wchodzimy do środka i wynosimy największy karton, jaki uda nam się unieść. Ładujemy go na taczkę i spadamy tędy, prosto do mnie.
- A co jak Kevin wejdzie do garażu w czasie, gdy będziemy wynosić karton?
- Właśnie dla takich pytań obmyśliłem plan B. - Uśmiechnął się szeroko. - Jeśli jakimś cudem Kevin postanowi wejść do garażu, a my będziemy już trzymać ten zakichany karton, mamy dwie możliwości. Jeśli będziemy jeszcze w środku, puszczamy karton i zwiewamy... Ed, ty wtedy będziesz musiał puścić drzwi i wiać z nami.
- Wiem o tym, Eddy.
- A jeśli będziemy już za drzwiami garażu, Ed puszcza je, wrzucamy łamiszczęki w krzaki i lecimy do mnie, barykadując się od środka, aż Kevinowi znudzi się czatowanie. Później wychodzimy, bierzemy karton i idziemy sprzedawać łamiszczęki. Genialny plan, wiem.
- Eh, jak chcesz, Eddy. - westchnął Chudy Edd. - Ale ja wciąż nie jestem przekonany.

I rzeczywiście, podświadomość Chudego Edda się nie myliła. Plan nie wypalił. A co gorsza, przez Eddy'ego utknął w garażu razem z dyszącym z wściekłości Kevinem. Ale wróćmy odrobinę wstecz.

Eddy wytachał zza domu Rolfa taczkę i poprowadził wzdłuż ulicy, rozglądając się za Kevinem. Na całe szczęście nigdzie go nie spotkali, prawdopodobnie gdzieś wyjechał, bo jego rower stał pod domem, za to auta jego rodziców nie było.
Ustawili się na swoich pozycjach: Eddy i Chudy Edd w krzakach, tuż obok domu Kevina, a Ed niedaleko garażu, ale tak, by nie było go widać. Taczka stała przed drzwiami garażowymi.
Eddy rozejrzał się uważnie i, nie widząc nikogo, dał znak Edowi. Ten po chwili zastanowienia ruszył do przodu, wyciągając łom.
Nie bardzo wiedział, jak go użyć, bo w planie Eddy'ego nie było o tym mowy, ale pomyślał, że jak się zamachnie i uderzy w garaż, i ten się uchyli, to Eddy już dalej będzie wiedział, co robić.
- Co ten idiota wyprawia? - Krzaki poruszyły się lekko.
- Nie wiem, Eddy, nie bardzo widzę zza twojej głowy. - Znów się poruszyły, a w liściach zamigotało coś czarnego.
- Teraz widzisz?
- On chyba nie wie, jak użyć łomu.
- Co ty nie powiesz, bystrzaku.
- Trzeba mu pomóc. - Z krzaków wypadła głowa Eddy'ego, a zaraz potem jego tułów.
- Pst! Ed!
Ed rozejrzał się, szukając źródła głosu.
- Tu jestem, baranie!
- Język, Eddy. - Krzaki znów przemówiły.
Ed wreszcie spojrzał w ich stronę. Wyszczerzył się głupio i pomachał do Eddy'ego.
- Nie wal w te drzwi, tylko wsadź łom do szczeliny i spróbuj je podważyć. - Syknął.
Ed podrapał się po karku i spojrzał najpierw na garaż, a potem znów na Eddy'ego.
- Idź i mu pomóż. - Chudy Edd wypchnął Eddy'ego z krzaków. Ten zrobił fikołka i stanął w pionie obok Eda.
Gdyby Nazz to widziała, westchnął w myślach, krzywiąc się nieco. Wyrwał łom z rąk Eda i wsadził lekko pochyloną końcówkę do szczeliny między drzwiami, a chodnikiem. Nadepnął na drugą część łomu i próbował podważyć drzwi. Po dłuższej chwili stwierdził, że to lepiej, iż Nazz go nie widziała.
- Teraz ty. - warknął, ustępując miejsca Edowi.
W tym samym czasie Chudy Edd obserwował okolicę. Sara jak zwykle bawiła się z Jimmy'm lalkami na czerwonym kocu w kratę, w ogródku Jimmy'ego. Johnny i Deska robili za snajperów i z domku na drzewie rzucali orzeszkami w gołębie... znaczy, Johnny rzucał, Deska w końcu nie ma rąk. I jest kawałkiem drewna. Natomiast Nazz... jakby zniknęła. Nigdzie nie mógł jej wyłapać wzrokiem. Ale możliwe, że poszła w odwiedziny do Mańki. Chudy Edd nigdy nie mógł zrozumieć, jak Nazz dogadała się z Ohydkami. Przecież to się z cudem równa.
- Skarpeta, może byś się ruszył i pomógł, a nie tak siedzisz i patrzysz, hm? - Chudy Edd otrząsnął się z rozmyślań i spojrzał w stronę, z której słyszał Eddy'ego. Głos dochodził z garażu, tak więc wyczołgał się z krzaków, otrzepał i dopiero wtedy łaskawie ruszył do garażu Kevina. Ed stał jak ten pajac przy taczce i obserwował ptaki, a Eddy próbował podnieść jeden z większych kartonów, mieszczących się w obszernym pomieszczeniu.
Chudy Edd bez chwili namysłu ruszył pomóc Eddy'emu. Po drodze klepnął Eda po ramieniu i przypomniał mu, że ma się cały czas rozglądać.

Nie pamiętał, co go obudziło. W każdym razie wstał wściekły, tak jak budził się od paru tygodni. Odkąd pierwszy raz przyśnił mu się ten sen. Nie żeby wcześniej ich nie miał, tylko ten był inny. Był z inną osobą. I tak już ponad miesiąc. Denerwowało go to przeraźliwie. Wiedział, że szesnastolatkom hormony buzują, ale przecież... żeby tak... musiała to być TA osoba?! Nawet w myślach nie mógł wymówić jego imienia.
Zgadza się. Jego. Wielki Kevin O. miał sny erotyczne z pewnym znanym mu, irytującym CHŁOPAKIEM. Zawsze wyobrażał sobie kobiety, taką Nazz, Sarę. Raz nawet przyśniła mu się Mańka, w końcu z wszystkich Sióstr Ohydek ona jedna była ładna i w miarę normalna. Ale ten głąb? Jeden z tych idiotów? Trójki największych pośmiewisk w ich szkole? Facet?!
Wstał z łóżka i powłócząc nogami dotarł do łazienki. Bokserki wrzucił do pralki, a sam wszedł pod prysznic.
Po szybkim odświeżeniu się i ubraniu we wczorajsze ciuchy, zszedł na dół. Wiedział, że na śniadanie już było zdecydowanie za późno, a na obiad za wcześnie, ale żeby mieć energię do jazdy na rowerze, musiał coś zjeść. Cokolwiek. Chciał się dziś zmęczyć, by nie mieć sił na zapamiętanie snu. Nauczył się tego jakiś czas temu. A było mu tak dobrze, gdy nie wiedział, co mu się śni. Chciało mu się bawić w świadome sny. Chyba zaślepił go fakt, że podczas snu orgazm jest o wiele silniejszy. Nawet nie dotarł do momentu świadomego snu. Dopadł go ten przysłowiowy leń, gdy tak mało brakowało. A teraz ma za swoje; zamiast uciekać od rzeczywistości i mieć mega frajdę przez tę parę godzin we śnie, on męczy się, bo rano wciąż pamięta, co mu się śniło. Porażka na całej linii.
Dokończył szybko śniadanio-obiad, wziął z wieszaka bluzę i już miał wyjść z domu, gdy odgłosy wydobywające się z jego garażu odrobinę go zmieszały. Nie spodziewał się rodziców tak wcześnie. Jeszcze nawet nie było pierwszej.
...Ale może coś się stało, i dlatego są tak wcześnie? Przecież zazwyczaj zostają po godzinach.
Postanowił to sprawdzić. Zawiązał bluzę w pasie i ruszył do drzwi, prowadzących bezpośrednio do garażu. Otworzył je z zamiarem przywitania się, lecz to, co zobaczył, zezłościło go jeszcze bardziej, niż gdyby miał mieć sny z samym Eddy'm, samozwańczym szefem tej bandy głupków.
- Co tu się wyprawia? - Warknął rozeźlony, licząc na wyjaśnienia. Eddy i Chudy Edd podnosili pudło pełne nowiuśkich łamiszczęk, a najgłupszy z nich, Ed, gapił się w niebo z jęzorem na wierzchu. Myślą, że mogą go sobie okradać, tak?
Podszedł parę kroków do przodu, chcąc najzwyczajniej w świecie ich sprać, gdy Eddy puścił karton na nogi Chudego Edda, wysypując z niego zawartość. Łamiszczęki rozsypały się po podłodze, a Chudy Edd zaskomlał cicho. Bądź, co bądź pudło pełne łamiących zęby słodyczy jest ciężkie.
Chłopak chciał przejść pomiędzy łamiszczękami, lecz były wciąż w ruchu, przez co potknął się o kilka i wywinął przysłowiowego orła. Kevin usłyszał jeszcze tylko głośny huk i garaż ogarnęła ciemność. A prosił rodziców o okna. To nie, oni musieli postawić na swoim. Jeszcze ktoś by ich okradł, fififi. Chcieli ich okraść! Ale przez drzwi, nie okna, do cholery!
- Wrócimy po ciebie, Skarpeta! Trzymaj się! - Usłyszeli przytłumiony głos tego karłowatego dupka. Nawet on nie zostawiłby tak kumpla w potrzebie. A powszechnie wiadomym było, że do przyjacielskich, to on nie należał.
- A ty zawsze, jak ten idiota, słuchasz się tego kurdupla, co? - Zapytał Kevin, zapalając światło. Był wręcz wkurwiony jak nigdy. Teraz jest tu zamknięty razem z tym, o którym śnił przez ostatnie tygodnie do mniej więcej osiemnastej, bo drzwi otwiera się wyłącznie od strony domu, a pilot do garażu leży na przedpokoju. Dzień zapowiada się pięknie, nie ma co.
Chudy Edd podniósł się szybko i rozejrzał po garażu, bojąc się odwrócić w stronę Kevina.
- Nawet się nie odwrócisz, hę? - Teraz już musiał stanąć twarzą w twarz z Kevinem. Czuł jego oddech na karku. Bał się.

Ale nie tylko Chudy Edd się bał. Kevin był wręcz przerażony. Przerażony tym, że gdy tylko Edd się odwróci i zobaczy jego twarz, przypomni sobie, jak pięknie wyglądała ta twarz w jego śnie. Bał się, że go poniesie, a potem nie dość, że Edd będzie się go bał i czuł wstręt do niego, to zapewne rozpowie o tym wszystkim i jego reputacja stracona.
Chudy Edd odwrócił się na pięcie. Kevin sporo urósł przez ostatnie lata, więc, by zobaczyć jego twarz, musiał spojrzeć w górę. Kevin bez czapki jest dużo przystojniejszy, niż Kevin w czapce, pomyślał Edd, przyglądając mu się. Zauważył, że Kevin się rumieni. Ledwie zauważalnie, ale tak jest. Uznał, że to słodkie. Jego oczy miały kolor jasnego brązu, z domieszką zieleni przy źrenicach. Były lekko przymknięte, w końcu patrzyły w dół, na niego. Nigdy nie potrafił wyczytać uczuć z ludzkich oczu, więc nie bardzo wiedział, co teraz myśli Kevin. I szczerze mało go to obchodziło.
Miał rude rzęsy, które rzucały cienie na policzki, przysłaniały oczy. Przełykając ślinę, przeniósł swe spojrzenie na usta. Naszła go ochota, by je ucałować. Górną i dolną wargę. A potem zassać się na którejś i tak ssać bez opamiętania.
Nie wiedzieć kiedy, podniósł się na palcach i zrobił to, co planował. Najpierw cmoknął dolną wargę, a potem podniósł się jeszcze trochę, i pocałował górną, poświęcając jej znacznie więcej uwagi. Kevin wydał z siebie cichy pomruk aprobaty. Edd uśmiechnął się, wypuszczając jego wargę z ust.
Kevin popchnął go na ścianę, zdejmując z niego czapkę i wpijając się w jego usta brutalnie. Wplótł dłonie w gęste, czarne włosy. Nie pamiętał, jakie były we śnie, ale chyba właśnie takie: miękkie, lekko kręcone przy końcówkach i pachnące.
Edd był całkowicie bierny, jedynie jego ręce, drżące, błądziły po klatce piersiowej Kevina, co jakiś czas zachaczając o sutki.
W pewnej chwili, gdy zabrakło im powietrza, Edd zapytał:
- Co my robimy, Kevin?
- Chyba się całujemy, nie? - Chłopak znów chciał wpić mu się w usta, ale Edd zasłonił je rękoma.
- Nie o to chodzi, Kev. Dlaczego my się całujemy?
- Sam to zacząłeś. - Warknął, opierając się rękoma obok jego głowy.
- I chcę to kontynuować, ale... - powstrzymał go przed ponownym pocałunkiem. - ...do jakiego momentu, Kevin?
- Chcę pójść na całość. - Wyznał bez ogródek. - Ty nie chcesz?
- No... chcę, ale jak ktoś tu wejdzie? I nas zobaczy? - Kevin myślał, że Edd ma zachamowania, bo boi się, że jego "kumple" tego nie zaakceptują, a tu proszę... najwyraźniej nawet nie brał pod uwagę tego, że się o nich dowiedzą.
- Do szóstej nikogo tu nie powinno być, chyba, że karzeł wpadnie na genialny pomysł wydostania cię stąd, gdy za długo będziesz tu siedzieć. Ale szczerze w to wątpię. - Uśmiechnął się złośliwie, powracając do atakowania ust Edda swoimi. Chłopak tym razem się poddał i - wyjątkowo - nie pytał już o nic, nawet o to, dlaczego mają tam siedzieć do szóstej. Kevinowi to pasowało.

Nie podoba mi się ten shot. Wam pewnie też. Pozdro. (✧ з ✧)

2014/06/25

Postacie - Mr. Montgomery

heh, opisu wciąż brak~~


Staram się, by postaci kanoniczne (Severus, Draco, Harry, Hermiona, Ron) miały charaktery takie same bądź zbliżone do tych z powieści J. K. Rowling. Osobowość Felix'a może obrócić się o 180◦. Reszta postaci została wymyślona całkowicie przeze mnie, prawa autorskie obowiązują.
Akcja dzieje się w XXI wieku, stąd dość mocno podkreślona uroda kobiet i zmieniony styl u niektórych z uczniów... zresztą, wszystkiego dowiecie się w trakcie.

*⁂*


*⁂*



*⁂*



*⁂*



*⁂*



*⁂*



*⁂*



*⁂*



*⁂*

Aktorzy: Chris Drew, Alex Pettyfer, Tom Felton, Daniel Radcliffe, Emma Watson, Rupert Grint, Jagoda Potiopa, Audrey Kitching;

2014/02/16

Liebster Blog Award


Jeej, dostałam nominację od Mio z bloga: Pragnienie~! Dziękuję Ci ;3;

Zasady są znane, lecz jeśli ktoś nie zna, to proszę bardzo:
"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego bloggera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej równej, bądź większej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11. pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11. osób (informujesz ich o tym), oraz zadajesz im 11. pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

Pytania dla mnie:
1. Jak myślisz co będzie po śmierci?

Znaczy, jak dla mnie temat "życia po śmierci" nie istnieje. Ja po prostu się tego wypieram. Nie lubię myśleć nad tym, co się stanie po mojej śmierci, bo szczerze mówiąc boję się zawodu. Nie wierzę, jak chrześcijanie, że nasze dusze lądują w "Piekle" czy w "Niebie" w zależności od tego, czy byłeś dobrym, wierzącym człowiekiem. Nie wierzę w tego boga, może to dlatego, but who knows...? Ja nie chcę na razie myśleć o tym, co mnie spotka. Staram się szukać swojej wiary, ale jak na razie idzie mi to z marnym skutkiem, gdyż niewiele jest wiar, które byłyby odpowiednie dla kogoś mojego pokroju. Chcę wierzyć w "coś, co nas stworzyło" i wierzę, natomiast jeśli chodzi o śmierć - staram się uwierzyć w to, że nasze dusze zmieniają swoje... że tak powiem... ciała. Reinkarnacja, oto w co chcę wierzyć.

2. Twoja ulubiona piosenka i wspomnienia związane z nią?

Moją ulubioną piosenką jest "Sakura" - Ikimono Gakari (a oto link >klik<). Najpierw spotkałam się z jej przeróbką Nightcore'a (>klik<), wtedy też jeszcze byłam (w sensie - w świecie bloggera) pod nickiem "Danielle Dymms", bardzo mi się spodobała, więc postanowiłam poszukać jej w oryginalnej wersji (jak większość piosenek Nightcore'a, które słucham, lecz niektóre brzmią dużo lepiej jako przeróbki). I z tej też piosenki wziął się mój nick: Sakura (桜 - "kwiat wiśni").

3. Masz zwierzątko? Jeżeli tak, to jak się wabi?

A mam zwierzątko. Pieska dokładniej, rasy Yorkshire Terrier. Wabi się Misia, a to dlatego, że kupowaliśmy ją, gdy byłam młodsza, a moja siostra nie umiała poprawnie mówić i Miśka było najprostszym rozwiązaniem.

4. Twoje najszczęśliwsze wspomnienie z dzieciństwa?

Ja to chyba nie mam takich... nie będę się wypowiadać konkretniej, gome.

5. Wolisz dzień czy noc i dlaczego?

Osobiście preferuję noc. Jest ciemno, nikt mnie nie widzi. Mogę wreszcie być spokojna i bez nerwów o wszystkim pomyśleć. Uwielbiam spacery w nocy. Tak jakoś... xd

6. Co motywuje Cię do dalszego pisania?

Hm... trudne pytanie, szczerze mówiąc. Ja tak właściwie do motywacji potrzebuję pewności i kogoś, kto to przeczyta. Potrzebuję terminów, wystarczyłaby mi data po prostu. ;)

7. Twoja ulubiona książka?

Chyba nie mam ulubionej książki. Lubię zasadniczą większość z gatunku fantasy (między innymi sagę HP), kryminały i horrory. Przede wszystkim, uwielbiam czytać coś, co jest również w formie filmu. Lubię porównywać tego typu rzeczy (mangi i anime też kocham porównywać xD).

8. Twoje natchnienie. Skąd czerpiesz pomysły?

Różnie z tym jest. Głównie mam takie przebłyski na lekcjach, czy w kościele. Ogółem, gdy wieje nudą i nie mam co robić, wtedy mam taki natłok myśli i BUM - oto i pomysły na opka. To się też bierze z mojego własnego doświadczenia życiowego, piszę dramaty, gdyż... tak po prostu jest. Przy oglądaniu telewizji też przychodzą mi pomysły, przeróbki czegoś, co w danym momencie leci, a jednak jest zupełnie różne od oryginału. :)

9. Czy wyobrażałaś sobie swoją śmierć? Jak?

Ja tak jakby nie mogę tego tu wypisywać, bo kiedyś koleżanka mojej siostry czytała mojego starego bloga (swoją drogą nie mam zielonego pojęcia, jak ona wytrzymała, czytając takie gówno, ale cicho) i trochę się boję, że wciąż gdzieś ma mój mail, bo ja zmieniłam tylko nick.. i ten, nie chcę, żeby to siostra czytała.. Więc, to pytanie zostawię bez odpowiedzi.

10. O czym marzysz?

Marzę, by być kimś innym. W innym życiu, w innym ciele, najlepiej bym była facetem. Ale przystojnym (napisałabym "ładnym", ale facet podobno nie może być ładny XD). I żebym pamiętała o tym życiu, którego nie chciałam. Myślałam nawet o operacji zmiany płci, ale to by było idiotyczne, więc zrezygnowałam.

11. Twoja tapeta na komputerze/telefonie.

No to tag.. na kompie mam to:


A na tel to:
<ten króliczek na dole, to on tak fajnie łapką macha - taka pojebana apka xD>

Nominuję:
  • Frankie29
  • ☆ćmok☆
  • Neko Hiragama
  • Fl4shTV
  • Manami i Hayato
  • i chyba to tyle... resztę już nominowałam, albo po prostu mają duuuużo więcej obserwatorów i aż mi się nie chce ich nominować, bo przy nich wypadam blado (nie obrażając tych, których teraz nominowałam, gdyż oni też mają więcej, ale mi się nie chce szukać i sprawdzać i dlatego dam tylko tę szóstkę);
Pytania ode mnie:
  1. Co cenisz w sobie najbardziej, a co chcesz w sobie zmienić?
  2. Przyjmę temat tabu: Jak możesz opisać "miłość"?
  3. Twój ulubiony zespół/wokalista/wokalistka?
  4. Ulubiony film/bajka i książka?
  5. Jak planujesz swoją przyszłość (czyli kim chcesz zostać, jakie studia, et cetera)?
  6. Miałeś/aś kiedyś myśli samobójcze?
  7. W co wierzysz i dlaczego?
  8. Jak sądzisz, dlaczego niektórzy wolą cyber-znajomości od znajomości realnych?
  9. Twój wzór (jeśli takowy posiadasz), lub osoba, którą podziwiasz?
  10. Na co najbardziej zwracasz uwagę przy oglądaniu filmów?
  11. McDonald czy KFC? (odpowiedź na to pytanie nie jest obowiązkowa XD)

2014/02/09

Chapter ten

Dziękuję za komentarze, Mio, wiele dla mnie znaczą <3

 - Śpisz na podłodze. - wysyczał przez zaciśnięte zęby.

 - Śpimy razem. - powiedział Osamu, rzucając się w ciuchach na wielkie łoże.

 - Uparta królewna. - warknął, kierując się do łazienki.

 - I ty mnie tak samą chciałeś zostawić! - zawył dramatycznie Osamu, zakrywając twarz przedramieniem. - Biedną, zranioną, nieszczęsną królewnę, na pastwę jakiejś tam podłogi! Potwór bez serca, oto określenie na...

 Reszty monologu nie usłyszał, gdyż zamknął się szczelnie w łazience. Rozebrał się i wszedł pod prysznic, zmywając z siebie bród dzisiejszego dnia.

*
 Wszedł do pokoju idealnie pod koniec przemowy.

 - Idź się myć, biedna, nieszczęsna królewno. - położył się na łóżku i pociągnął kołdrę, zrzucając Osamu na podłogę.

 - Auć. Mógłbyś być delikatniejszy. - mruknął Osamu, masując obolały tyłek.

 - Idź już. - warknął, okrywając się szczelniej.

 Osamu z miną nieszczęśnika skierował się do łazienki. Z dziwnych przyczyn nie znosił wody. Ale kąpać się, niestety, musiał. I to codziennie. Jakby ludziom w ogóle przeszkadzał jego zapach. Przecież ładnie pachniał... zazwyczaj.

 Wyszedł spod prysznica równie szybko jak pod niego wszedł. Hikaru wciąż leżał, szczelnie okryty, nie poruszając się. Zbliżył się cicho, nie wydając z siebie żadnego dźwięku. Nawet jego oddech teraz nie istniał. Podkradał się tak, niczym kot, aż nie doszedł do brzegu łóżka. Tam skoczył na niespodziewającego się niczego Aquersa.

 - Osamu, idioto, złaź!

 - To może być nasz rytuał. - podsunął książę, wpełzając pod kołdrę i przylegając do nagrzanego ciała niebieskookiego.

 - Precz.

 - Nie.

 - Precz.

 - Hikaru, ja cię lubię. - Osamu spojrzał w górę, w te piękne, bystre oczy, które teraz ukazywały zdenerwowanie.

 - Precz. - wycedził znów, gromiąc go wzrokiem.

 - Ale tak bardzo...

 - Precz. - przedłużył "e".

 - Tak, że nie mogłem wytrzymać...

 - Precz.

 - ...bez przytulenia cię.

 - Precz.

 - Nie bądź taki. - spojrzenie zbitego pieska niestety niewiele dawało.

 - Nie, precz!

 - Ale ja cię kocham! - książę dopiero po paru sekundach oprzytomniał. Zakrył usta dłońmi, a jego oczy rozszerzyły się. Szybko się wycofał i wyskoczył spod kołdry. Wciąż zakrywając usta, wbiegł do łazienki, zamykając się od środka.

 - Osamu, coś ty powiedział? - zapytał Hikaru, chwytając za klamkę drzwi do łazienki.

 - Nic nieznaczące zdanie, naprawdę. Nie przejmuj się. Możesz iść spać, nie zwracaj na mnie uwagi. Ja sobie tu posiedzę i do rana mnie nie zobaczysz. Wiem, że tego chcesz. Więc już idź. Nawet mnie nie usłyszysz. Będę sobie siedział cicho jak mysz i wszystko będzie w porządku. Możesz spać na tym wielkim łóżku beze mnie, sam tego chciałeś. Więc teraz łaskawie idź i nie wracaj. Znaczy, rano przyjdź i mnie obudź. Przez drzwi. Albo niech dziewczyny to zrobią.

 - Przestań mamrotać i otwórz te drzwi! - warknął Hikaru, zdenerwowany słowotokiem księcia. Walnął pięścią w drzwi i czekał. W końcu nic innego nie mógł zrobić.

 - Po co?

 - Nie udawaj głupiego i otwórz te cholerne drzwi, inaczej je rozwalę. - podziałało. Książę otworzył i wyszedł, wymijając go. Usiadł na łóżku, patrząc na swoje dłonie.

 - Więc? - zapytał książę, unosząc na chwilę spojrzenie.

 - Co więc?

 - O czym chciałeś rozmawiać?

 - Mógłbyś powtórzyć to, co powiedziałeś?

 - Więc.

 - Hę?

 - Powiedziałem "więc".

 - Nie to, kretynie. Dobrze wiesz, o co mi chodzi.

 - Nie chcę tego powtarzać. Tego zdania nie było, nie ma i się nie pojawi. Nie zmusisz mnie do powtórzenia czegoś, co się nie wydarzyło.

 - Ej... - Hikaru pochylił się nad nim i złapał jego twarz w obie dłonie, zmuszając księcia do popatrzenia mu w oczy. - ...powtórz to.

 - Ja nie... nic nie powiedziałem. - upierał się dalej, ignorując to, iż ich twarze dzieliły teraz milimetry.

 - Proszę. - szepnął, muskając wargami usta księcia.

 - Ja... - książę wreszcie się przełamał. Nie do wiary, ile daje zwykłe słowo "proszę" z ust niezwykłego dlań człowieka. - Kocham cię...

 - I jesteś tego tak w stu procentach pewien? Przecież znamy się dopiero kilka dni. - Hikaru pochylił się jeszcze bardziej, zmuszając Osamu do położenia się. Złapał jedną dłonią jego nadgarstki i położył je nad głową blondyna. Drugą ręką wciąż głaskał jego twarz.

 - Wiesz... to trochę skomplikowane.

 - Mamy czas, właściwie to nawet całą noc.

 - Wiesz... ja jeszcze nigdy, do nikogo, nie czułem czegoś takiego. Miałeś tak kiedyś? Że zawsze przy kimś takim odlatywałeś wręcz? Czułeś się wspaniale? Jakbyś wreszcie znalazł sens swojego istnienia? Jakbyś wiedział już, że ta osoba to... ta jedyna, jaka jest ci dana? Ja cię... kocham, tak prawdziwie. A czas nie ma teraz znaczenia. Przynajmniej nie dla mnie. - Osamu po wypowiedzeniu tego soczyście się zarumienił. Próbował uciec wzrokiem, byle jak najdalej od tych głębokich, niebieskich tęczówek, przypominających wzburzone morze.

 - Wiesz co? - zapytał Hikaru, składając krótki pocałunek na spragnionych ustach księcia. - Chyba mógłbym cię pokochać, jeśli byśmy się lepiej poznali. - wyznał, tym razem na dłużej przylegając do tych kuszących warg.

 - Ja... chcę... teraz... - wymamrotał nieskładnie Osamu, pomiędzy pocałunkami.

 - Dostaniesz. - powiedział Hikaru, przechodząc do całowania szyi księcia. Po zrobieniu kilku sporej wielkości malinek, schodził jeszcze niżej. Na całe szczęście, Osamu spał bez koszulki. Zassał się na jednym z sutków, drugi masując dłonią. Książę może nie miał umięśnionego brzucha, bardziej wychudzony, ale widoczne, odstające kości jedynie dodawały mu uroku. Szramy i blizny w niektórych miejscach okazały się idealne do lizania ich. Blondyn wił się pod nim i skomlał, nakręcając go jeszcze bardziej. Hikaru czuł się jak pan i władca. Idealnie pasował do tej roli.

*
 - Hej, Axel. - szepnął Umino w głuchą przestrzeń. - Śpisz?

 - Ta. - mruknął Umari.

 - Dlaczego nie śpimy razem?

 - Bo nie chciałeś jeszcze.

 - Tak powiedziałem? - zapytał speszony, przypominając sobie to zdarzenie. - To w takim razie to odwołuję.

 - To chodź tu, Umi, a nie niepotrzebnie gadasz. - powiedział Axel. W jego głosie można było wyczuć nutkę rozbawienia. Kawahashi odrzucił kołdrę i postawił stopy na zimnej podłodze. Wstał, chwiejąc się lekko i maleńkimi krokami dotarł do łóżka swojego... właściwie teraz już męża.

 - Um... ja... - mruknął cicho, pocierając kark.

 - Och, chodźże wreszcie. - warknął Axel, zgarniając blondynka w swoje ramiona. Umi pokręcił się trochę w ciasnych objęciach, chowając głowę w zagłębieniu szyi zielonookiego. - Dobranoc. - pocałował jego lekko wilgotne włosy.

 - Dobranoc. - odszepnął młodszy, jednak po chwili zapytał: - Axel, możemy porozmawiać?

 - Teraz?

 - Tak. Teraz jest najlepsza pora.

 - Ok. To mów, lub pytaj, czy coś.

 - Ee... widzisz... ja tego nie pamiętam, znaczy pamiętam... ale tak trochę... i to odrobinę krępujące, bo my już właściwie z sobą jesteśmy i chyba powinienem to wiedzieć, ale... jak ty mnie tu właściwie rozpoznałeś? Przecież nawet ja tego nie pamiętałem.

 - Tu czyli... w Krainie Umarłych? - Umi pokiwał głową. - Wiesz, to dość skomplikowane. Za życia łączyły nas relacje sam wiesz jakie, a po tym, gdy Anioł zarządził rozdzielenie nas, a ty z powrotem tu trafiłeś, ja po prostu... wiedziałem. Od razu.

 - Wiesz, że nawet, gdy nie pamiętałem tego, kim byłem na początku, już coś do ciebie czułem?

 - Cieszę się. - uśmiechnął się, czego w ciemności nie można było zobaczyć. - Demony nas opuszczają.

 - Hę?

 - Nie wiesz? Czują tę atmosferę i nie chcą nam przeszkadzać. Ich obowiązkiem w tym świecie jest pilnowanie zmarłych, by nie próbowali iść dalej. Ale gdy czują, że jest taka wręcz "intymna" atmosfera... po prostu, wychodzą. Jak ludzie, tylko bezgłośnie. A mrok znika i zastępuje go ciemność.

 - Ale... jak... no, co to znaczy... byśmy nie szli dalej?

 - Dalej jest... więcej, tyle że mroczniej. I do tej pory, jedynymi, którzy poszli dalej i wrócili, były demony.

 - A mógłbyś trochę jaśniej to wyjaśnić?

 - Widzisz, jak jest ten świat, do którego przechodzą ci ze świata żywego, gdy umierają, lub gdy ktoś ich zabije, popełnią samobójstwo w słusznej sprawie, czy coś, to są tu. Ale niektórzy idą gdzie indziej, idą od razu dalej. Do świata jeszcze bardziej zawiłego od tego. Tam idą ci, którzy nie do końca umarli, lecz jednocześnie nie mogą już wrócić do żywych. My też moglibyśmy tam trafić, zabijając się w tym miejscu. Chodzilibyśmy po bezkresie snów, cudzych snów. Bylibyśmy tylko cieniem. Imitacją prawdziwych siebie. I tylko demony potrafią przemieszczać się po trzech światach. - wyjaśnił, spokojnym tonem. - Tamten świat nazywają... Krainą Wiecznych Snów.

Zapraszam do komentowania~!