~Wy nie komentujecie - ja nie trzymam się terminów. Pozdrawiam.~
Severus Snape
obudził się z koszmarnie długiego snu z dziwnym uczuciem, jakby coś tracił. Coś
ważnego.
-
Oh, obudziłeś się wreszcie – Pielęgniarka jak na zawołanie zjawiła się przy
jego łóżku.
-
Najwyraźniej. – warknął niezbyt uprzejmie, masując się po skroniach. Coś było chyba
nie tak… tylko, do cholery, co?
-
Widzę, że nawet lekkie otumanienie po tak dużej ilości snu nie jest w stanie
sprawić, by twój ton był odrobinę mniej cyniczny. Chociaż… nie brzmisz już tak
groźnie, Severusie, z tym swoim odmłodzonym głosikiem. Jak nie ty. –
uśmiechnęła się bezczelnie, a on wciąż nie wiedział, o co chodzi.
-
Co? – zapytał inteligentnie, tym razem skupiając się bardziej na barwie swego
głosu. Coś było zdecydowanie nie tak.
– Czemu mówię tak…?
-
…jakbyś był dzieckiem? – dokończyła Poppy, wciąż się szczerząc, jak głupi do
sera. – Gdyż nim się stałeś, mój drogi. Bardzo mi przykro.
Cała
jej postawa wyraźnie wskazywała, że może teraz mieć różne odczucia, ale na sto
procent, nie jest jej przykro.
Severus
chciał wierzyć, że to wciąż sen i że za chwilę znów się obudzi (tym razem
naprawdę), lub trafi do kolejnego, pogmatwanego snu (i będzie się to
powtarzało, aż wreszcie nie trafi do równie pogmatwanej rzeczywistości), jednak
zdawał sobie sprawę z tego, że to niemożliwe. Ból prawego ramienia dobitnie
dawał o sobie znać, do tego powracały zawroty głowy.
Los
bywa czasem okrutny, lecz myślał, że po tym, co przeżył na wojnie, nie będzie
już musiał męczyć się z czymś podobnym. Wyobrażał sobie, że do końca swoich
dni, jedynym, czym go skażą (lub skaże, w zależności od tego, co tam na górze
sprawuje władzę), będą uczniowie Hogwartu. I Irytek. Ha, kto by pomyślał, że może być
gorzej.
-
Jak to się stało? – jego głos wydawał się spokojny, lecz, gdyby się bardziej
przyjrzeć, w głębi jego oczu czaił się strach. Panika chciała przejąć nad nim
kontrolę, starał się z całych sił, ale w oczekiwaniu na słowa pielęgniarki,
jakby się spiął.
Kobieta
wydawała się być odrobinę zmieszana.
-
Myślałam, że ty mi powiesz, jak tego dokonałeś. – wyznała, patrząc na niego
trochę dziwnie. Nie potrafił określić, jak.
-
Był tu Albus?
-
Przyszedł jakieś dwie godziny temu, czuł, że dziś się obudzisz, teraz poszedł
na podwieczorek.
-
Ach tak… podwieczorek ważniejszy od zdezorientowanego profesora. Cały Albus.
Pewnie dziś skrzaty podały coś, bez czego nasz szanowny dyrektor, nie byłby w
stanie funkcjonować.
-
W rzeczy samej, Severusie, w rzeczy samej. – pogodny śmiech… lub chichot… lub
coś pomiędzy… rozległ się po sali. Severus spojrzał w kierunku drzwi, a później
odwrócił wzrok, patrząc na przeciwną jego łóżku ścianę. Coś ciągle brzęczało.
Starzec
szedł żwawym krokiem w stronę ostatniego łóżka w rogu, obok którego stała
ubrana na biało pielęgniarka.
-
Coś nie tak, Severusie?
-
Mucha. Przeszkadza mi. – Severus spojrzał w bok, na szafkę nocną, i wziął z
niej swoją różdżkę, celując jej końcem w miejsce, gdzie – jak podejrzewał –
znajdował się brzęczący owad. Chwilę później irytujący dźwięk ustał, a Mistrz
Eliksirów spojrzał z powrotem na dyrektora. – Wiesz, co mi się stało?
-
Niestety jesteśmy równie nieświadomi, co ty, Severusie. Póki nie dowiemy się,
co spowodowało twoje… odmłodzenie się, wejście do twoich prywatnych gabinetów,
a także klasy eliksirów, są surowo wzbronione. A, i tymczasowo twoją posadę
przejął nasz nowy nauczyciel, na całe szczęście potrafił uczyć tych dwóch
przedmiotów.
-
Rok szkolny już się zaczął? Właściwie to który dziś?
-
Piętnasty września. Uczniowie już podejrzewają twój zgon. Jakież to ekscytujące
– Oj tak, Dumbledore uwielbiał plotki, a jeszcze bardziej te usłyszane – mniej
lub bardziej świadomie – od uczniów.
Mistrz
Eliksirów zastanowił się chwilę. Przypomniał sobie, co robił przed zapadnięciem
w śpiączkę.
-
Chyba wiem, co mogło spowodować moje odmłodzenie. Lub raczej, kto.
-
Któż taki, Severusie?
-
Irytek. Podmienił jeden ze składników. I z kociołka wyszła jakby mgła, a potem
chyba zemdlałem.
-
A jaki eliksir zamierzałeś uwarzyć? – zapytała Pomfrey, wreszcie dołączając do
konwersacji.
-
Eliksir Spokoju.
-
To wyjaśnia twoją tymczasową śpiączkę, jednak wciąż nie wiemy, co spowodowało…
to. – westchnął po cichu Dumbledore. Miał tendencje do myślenia na głos i
Severus dobrze o tym wiedział, postanowił więc mu nie przeszkadzać, licząc na
jakieś lepsze wieści.
-
Możesz poruszać wszystkimi częściami ciała? – zapytała pielęgniarka,
sprawdzając coś w notesie.
-
A jaki to ma związek ze sprawą?
- Widzisz, Severusie, ludzie nie kurczą się z dnia na dzień. Możliwe, że mogłeś
stracić czucie w tej czy innej części ciała i zdaje mi się, że doskonale o tym
wiesz.
Severus nie zwracał do tej pory uwagi na to, czy czuje wszystkie części ciała. Dopiero teraz zorientował się, co takiego było nie tak.
- Nie czuję nóg. - Pomfrey zapisała coś w notesie.
- Tylko nóg?
-
Tak. – warknął zirytowany. Powiedziałby przecież, gdyby nie tylko nogi mu wysiadły.
-
Dobrze, chciałam się tylko upewnić – Usprawiedliwiła się, mrucząc pod nosem
niezrozumiałe dlań słowa.
-
W takim wypadku, będziemy musieli przywołać tu naszego psotnego Poltergeista. –
powiedział wreszcie dyrektor, otrząsając się z zadumy. – Irytku!
Chwilę
później, obok nich zmaterializował się bezgłośnie duch. Wystarczyło mu jedynie
spojrzenie na obecny stan Severusa, by zaraz wybuchnąć gromkim śmiechem.
-
Irytku, opanuj się – Przemówił doń dyrektor. Poltergeist po dłuższej chwili
uspokoił się wreszcie. Mistrz Eliksirów był pewny, że gdyby to on o to
poprosił, duch nie słuchałby go, tylko dalej się śmiał. Ewentualnie w ogóle by
się nie zjawił. – Zapewne zdajesz sobie sprawę z tego, do czego doprowadziłeś.
-
Aj, sir! – Poltergeist zasalutował, uśmiechając się głupio do wciąż leżącego
Severusa.
-
I zapewne wiesz, co dodałeś, zamiast jednego ze składników?
-
Oczywiście!
-
Zechcesz nas oświecić?
-
Był to sok z pijawek, sir! – stwierdził z całym przekonaniem Irytek, po czym,
bez pożegnania, zniknął.
-
Podły duch. Powinieneś był go wyrzucić już dawno temu, Albusie.
-
Wiesz, że nie mogę. – staruszek uśmiechnął się lekko, po czym spoważniał. – W
każdym razie, wiemy już, co poszło źle.
-
Sok z pijawek jest jednym ze składników Eliksiru Skurczającego. Najwyraźniej w
połączeniu z większością ingrediencji potrzebnych do uwarzenia Eliksiru
Spokoju, tworzy Eliksir Odmładzający.
-
Wielu czarodziei od lat próbuje go wynaleźć, a udało się to akurat tobie… i
temu Irytkowi. – wtrąciła Poppy, trochę zmieszana. – Ciekawe, czy to działa na
stałe, czy tylko tymczasowo. – szepnęła.
-
W każdym razie, na pewno jest bardzo niebezpieczne. – ofuknął ją Severus. –
Sama widzisz, że straciłem czucie w nogach.
-
Ale czucie może jeszcze odzyskasz, ty się lepiej martw o swój wygląd. –
wytknęła mu.
-
Musimy iść do Ethana, może mógłby nam jakoś pomóc. – spojrzał sugestywnie na
Severusa. Wiedział, że Snape nienawidzi wtrącania się osób trzecich, w dodatku
kompletnie mu nieznanych. Ale to była wyjątkowa sytuacja.
Severus natomiast wiedział, iż nowy nauczyciel będzie równie przydatny, co szanowny pan Potter na egzaminie praktycznym. Nawet pomimo jako-takiego wykształcenia, w eliksirach mu nie dorównuje.
Jednakowoż, jeśli Ethan zna się na czarnej magii, bo w końcu przybył do Hogwartu, by jej uczyć, a Albus nie daje tej posady byle komu, to musi być choć w najmniejszym stopniu pomocny.
Skinął ledwie zauważalnie i zamienił plastikowe, malowane na biało krzesło w wózek inwalidzki. Widział to kiedyś u jednej z mugolskich rodzin.
Albus, wiedząc, że nienawidzi o cokolwiek prosić, bez słowa pomógł mu się podnieść i usadowić na wózku z dobrodusznym uśmiechem na ustach. Severus podziękował mu cicho.
- Nie chcesz się przebrać, Severusie? - Zapytała Poppy, wydawało mu się, że kpiąco. Spojrzał na swoje ubranie. Piżama szpitalna.
- Nie. - Jakoś tak do tego wózka piżama pasowała. Chyba.
Pomfrey zrzedła mina, więc poszła do swojej kanciapy, nie odwracając się i nie mówiąc ani słowa.
Albus zachichotał, pchając jego wózek do przodu.
- Uczniowie wciąż są na korytarzach, na pewno nie chcesz się przebrać?
- Przecież mnie nie rozpoznają. - warknął, pochylając się do przodu, by otworzyć drzwi.
- Jak wolisz. - Mógł się założyć, że dyrektor się teraz uśmiecha.
Większość uczniów, których spotkali po drodze na drugie piętro, gapiła się na nich, jak na kosmitów. Nie dziwił im się, nieczęsto widzi się nieznanego nikomu, zdawałoby się, ucznia, ubranego w szpitalną piżamę, wiezionego przez dyrektora na mugolskim wynalazku.
Zaśmiał się cicho. Wbrew wszystkiemu, co o nim twierdzą, on też się czasem śmieje. Choć nie ukrywał, że jest to u niego rzadkość.
Gdy dotarli na drugie piętro, cały korytarz wydawał się jakby opustoszały. W dodatku lśnił czystością.
- Ethanowi udało się zaprowadzić porządek jedynie na tym piętrze. Uwierzysz, że Irytek boi się go bardziej, niż Krwawego Barona? - Severus podniósł w zdziwieniu brwi. Nawet, jeśli zostanie gówniarzem, wciąż będzie tu przychodził. Całe piętro wolne od psikusów Poltergeista, to spełnienie marzeń.
Dyrektor zapukał do gabinetu profesora OPCM i odczekał stosowną chwilę, by następnie wejść do środka.
Montgomery siedział za biurkiem, sprawdzając jakieś wypracowania. Spojrzał na drzwi i powrócił do zakreślania czegoś czerwonym długopisem. Severusa to zdziwiło, czyżby nowy nauczyciel był mugolakiem?
- Kto to? - Głos mężczyzny był niski i lekko chrapliwy. Wydawał się jakby odległy.
- Nie powiedziałeś mu? - Spytał Mistrz Eliksirów, patrząc w górę na Dumbledore'a.
- Uzgodniliśmy z radą pedagogiczną, że lepiej będzie nie frapować nowego nauczyciela, póki się nie wybudzisz. - rzekł starzec, głaszcząc się po brodzie. Następnie spojrzał na siedzącego za biurkiem mężczyznę. - To nauczyciel, którego zastępujesz, Ethanie.
- Przecież to dziecko. - Jego nozdrza uniosły się na chwilę. - Piętnastoletnie w dodatku.
Severusa zastanawiało, skąd Ethan wiedział, ile jego ciało ma lat, skoro on sam jeszcze tego nie odkrył.
- Skąd wiesz, ile to ma lat? - wskazał siebie.
- Mam bardziej wyczulone zmysły od reszty ludzi. - dopisał coś szybko na dole pergaminu i wreszcie na nich spojrzał. - Niestety, nie są na tyle dobre, bym wiedział, ile naprawdę masz lat. Masz ochotę się pochwalić?
Uśmiechnął się do niego przyjaźnie, a Severusowi zaschło nagle w ustach.
- Trzydzieści sześć.
- Huh-uh, jesteś młodszy! - Montgomery klasnął w dłonie, uśmiechając się jeszcze szerzej. Wstał z krzesła, zbliżając się do nich szybko. - Potrzebujecie mojej pomocy, prawda? - bardziej stwierdził, niż zapytał.
Snape pokiwał twierdząco głową. Dziwił się, że Irytek boi się tego człowieka. Wcale nie wydawał się groźny, a bardziej... dziecinny.
- Mogę być groźny, jeśli tego chcę. - O matko! Powiedział to na głos?
Ethan, widząc spojrzenie Severusa, poklepał go po ramieniu z kolejnym, pięknym uśmiechem na ustach.
- Nie obraziłeś mnie. Wiem, że zachowuje się jak dorosły dzieciak. - zaśmiał się cicho i jego oczy rozbłysły. - Ale zauważ, że ty jesteś dorosłym dzieciakiem.
Snape również się zaśmiał.
- A teraz przejdźmy do konkretów. - Albus chyba nie lubił być ignorowany.
- Oczywiście. Ale najpierw, wytłumaczcie mi jedną sprawę. Dlaczego on jest na wózku?
- Mam sparaliżowane nogi.
- Efekt uboczny odmłodzenia. - powiedzieli w tym samym czasie.
- To zrozumiałe. - Ethan nagle spoważniał. - Chodźcie.
Mężczyzna zaprowadził ich do pomieszczenia robiącego za laboratorium.
- Gdzie on ma sypialnię, skoro tu jest laboratorium? - zapytał szeptem Dumbledore'a. Z tego, co widział, mężczyzna ma w swoim gabinecie - nie licząc tych wejściowych - jedynie te drzwi.
Starzec już otwierał usta, by mu odpowiedzieć, gdy wyprzedził go Montgomery.
- Ten pokój jest jak wasz Pokój Życzeń. Staje się tym, czym akurat chcę, żeby był. - Mógł się założyć, że mężczyzna się teraz uśmiecha. - Wypij to.
Odwrócił się i wcisnął mu do ręki szklankę z niezidentyfikowaną cieczą.
- Co to?
- Eliksir Regenerujący.
- Już to...
- ...Z dodatkowym składnikiem. - dokończył. Severus zastanawiał się, czy Ethana nie bolą poliki od ciągłego uśmiechania się.
Jesnym łykiem wypił całą zawartość szklanki.
- Jeśli w ciągu dwudziestu czterech godzin nie będzie żadnych rezultatów, będziemy musieli spróbować z czymś mocniejszym i - niestety - powolniejszym. Jeśli i to nie zadziała, możesz pożegnać się z chodzeniem. W każdym razie, paraliż na pewno nie przejdzie na inne części ciała.
Snape uśmiechnął się lekko. Od tych wszystkich nowości, zrobiło mu się słabo.
- Może ci się zakręcić w głowie od tego, co przed chwilą wypiłeś. - czyli jednak nie przez nowości. - Nie chce ci się spać?
- Trochę. Ale mamy ważniejsze rzeczy do zrobienia.
- W sumie nic złego się nie stanie, jeśli teraz zaśniesz. Póki nie dowiemy się, czy można przywrócić ci czucie, nie możemy iść dalej.
- W takim wypadku, podwiozę Severusa do Skrzydła Szpitalnego i wrócę do swoich obowiązków.
- Przecież może zostać tutaj. - W jednej chwili labolatorium zmieniło się w sypialnię. Snape był pod wrażeniem.
- Dobrze. Poinformujcie mnie, gdy Severus się obudzi. - Albus pożegnał się z nimi i wyszedł.
Montgomery pchnął wózek Severusa w stronę łóżka i pomógł mu się nań ułożyć.
- Dobranoc. - Ethan odpowiedział tym samym i również wyszedł, zamykając cicho drzwi.
Severus pogrążył się we śnie.
~W przyszłym tygodniu chcecie drugi rozdział, czy jakiegoś one-shot'a?~