- Jesteśmy z dala od rynku, a tu jest tak ciepło... - westchnął Osamu, bardziej się wtulając w chłopaka pod sobą.
- Rozumiem, że jesteś zmęczony, bo mimo tego, że woda cię otrzeźwiła, to jednak podświadomie czujesz, że się nie wyspałeś, ale on się chyba dusi. - przykucnęła przy nich.
- On zasnął. - prychnął Osamu, jednak na wszelki wypadek odchylił się trochę do tyłu.
Hikaru podniósł głowę i wziął głęboki wdech.
- Wcześniej nie łaska?! - wrzasnął, wycierając twarz z błota.
- Sorry... - mruknął Osamu i wstał, pomagając mu się podnieść.
- Nieważne... Macie jakieś chusteczki? - zapytał, pocierając oczy.
- Masz. Tylko to zdążyłam zabrać. - Yumi podała mu ścierkę.
- Dzięki. - wytarł twarz i oddał jej ścierkę z powrotem, całą w błocie.
- Przemyje się i będzie na później. - powiedziała, łapiąc ledwie widoczny, czysty skrawek.
- Oszczędna jesteś. - powiedział Hikaru i patrzył, jak Osamu chwyta najbliższą linę i związuje ich nadgarstki. Był na straconej pozycji, nie warto było nawet się szarpać. Tutaj pewnie pełno jest ślepych zaułków.
- Wiadomo. - odpowiedziała mu, przewieszając ścierkę przez szlufkę. Już nawet nie zwracała uwagi na błoto, paskudzące jej lniane spodnie. - Skoro nie ma techniki trzeba sobie jakoś radzić. Zakaz jej używania zniesiono stosunkowo niedawno, co mnie trochę wpienia. Mogli te kilka lat poczekać... - ruszyli powolnym krokiem z powrotem do gospody, tym razem kierując się wyłącznie bocznymi uliczkami. Nie chcieli rzucać się w oczy.
- Wolałabyś walczyć z jakimiś kosmitami?
- Nie, za to wolałabym urodzić się w CLIII wieku (153 XD - dop.aut.). - mruknęła, kopiąc kamień, który znalazł się na jej drodze.
- Dlaczego konkretnie w tym wieku? - zapytał Hikaru.
- Bo równo sto lat później zaczęła się ta cała "plaga obcych". Zdążyłabym zrobić wszystko o czym zawsze marzyłam, a przede wszystkim - żyłabym normalnie. - westchnęła, ponownie kopiąc ten sam kamień. - Uczyłeś się w ogóle na historii?
- Jakoś nie uśmiechało mi się znać całej przeszłości z najbliższych dwustu wieków.
- To była najważniejsza bitwa w dziejach świata, no przynajmniej dla nas, a ty nie znasz daty? I ty się zwiesz Dzieckiem Wody? - zapytała oburzona.
- Tak. - uśmiechnął się kpiąco. Yumi nic już nie mówiła, aż do przyjścia pod gospodę.
- Ja idę po nasze rzeczy, a ty idź z nim po te jego. - powiedziała do Osamu i - wciąż obrażona - ruszyła w stronę schodów, a chłopcy zaraz za nią. Po tej szopce, którą odstawili niecałą godzinę temu, nikt nie zwracał na nich jakiejś szczególnej uwagi.
Spakowali wszystkie swoje rzeczy, odnajdując w pokoju Miku, szykującą się do wyjścia.
Po tym, gdy Hikaru przyznał im się, że tak naprawdę powinni kierować się w stronę wierzy zachodniej, ruszyli w zgodzie i kompletnej ciszy. No, może jeśli nie liczyć wybuchu Miku.
***
- Chwila, to co konkretnie mam zrobić? - zapytał, kompletnie zdezorientowany, Danny.
- No wejść tam. - odpowiedział Axel, wzruszając ramionami.
- Ale jak?
- No po ludzku. Kładziesz się i układasz dokładnie w tej pozycji, w której tam leżysz. - warknął.
- A co jak nie zadziała?
- Zadziała, musisz tylko chcieć. - pocieszał go Umi, wchodząc w słowo Axelowi. Facet wyraźnie chciał go obrazić.
- No ale jak już się położę to co mam robić?
- Czekać. - powiedział po chwili zastanowienia. - Nic innego nie możesz. I postaraj się nie ruszać, chociażby do przyjścia lekarzy. W końcu i tak nie oddychasz, więc to nie powinno być problemem.
- Okej, postaram się. Ale stójcie tu, jakby nie zadziałało. Podobno jesteśmy niewidoczni.
- Teraz tak, ale jak będą próbowali przywrócić ci życie, będziemy słyszalni. To jest coś podobnego do egzorcyzmu, tylko że nie próbują wybawić z twojego ciała demona, a raczej przywrócić mu twoją duszę. Więc nie krzycz w trakcie, bo mogą się przerazić. No wiesz, twoje ciało nie oddycha i się nie porusza, a tu nagle wrzask. - zaśmiał się Axel. Nie był to miły śmiech.
- Jak to "nie krzycz"? To będzie boleć?
- Zapewne tak. Nie wiem, gdy ja umierałem, ludzie nie przejmowali się nieboszczykami. Zapewne nawet mnie nie pochowali. Nie wróciłem tam, więc nie wiem.
- Ale ja wiem. Nie będzie boleć... - powiedział Umi, a potem ciszej dodał: - ...przynajmniej nie aż tak bardzo.
- Jak to nie aż tak bardzo?! - zapytał piskliwie Danny, jednak zaraz się poprawił i zapytał już normalnym tonem. - Jak to nie aż tak bardzo?
- No trochę zaboli. Ale tylko odrobinkę. - powiedział i uśmiechnął się słodko, chcąc go trochę pocieszyć.
- Ej, ty się tak możesz tylko do mnie uśmiechać. - burknął Axel, pstrykając go w nos. Umino wyprostował się i szepnął mu coś na ucho. Tamten, wyraźnie zadowolony, nie mówił już nic.
- Wy coś ze sobą kręcicie... - Danny wskazał ich oboje palcem, marszcząc nos i przymrużając oczy.
- Tak, dlatego pospiesz się i właź, póki lekarze nie weszli.
- A jeśli nie będą chcieli mnie budzić? Co jeśli uznają, że to na nic?
- Co ty? - prychnął Umi. - Oni się nudzą i to widać. Dlatego starają się przywrócić życie każdemu nieboszczykowi, który ma powyżej 50% szans na przeżycie.
- Moje ciało oddycha?
- W pewnym sensie. Teraz jesteś w takiej fazie pomiędzy życiem, a śmiercią, więc na pewno masz powyżej 50% życia. Oni to uznają za wyłączenie się mózgu, dlatego nie widać, byś oddychał. - stwierdził mądrze Umino, pocierając kark.
- A skąd ty to wiesz? Podobno zmarłeś wczoraj?
- Bo tak było. Ale ja... tak jakby... umarłem dwa razy. - uśmiechnął się tajemniczo i spojrzał szybko na Axela, lecz zaraz powrócił wzrokiem do chłopaka. - Stąd też wiem dużo rzeczy o śmierci.
- Czyli mam do czynienia ze znawcą?
- Dokładnie. - wtrącił się Axel, przytulając Umino od tyłu. Blondynek szybko wyplątał się z jego objęć i z powrotem się odezwał.
- Idą tu, kładź się. Jeśli nie wyjdzie, przyjdziemy po ciebie. Ale gdy się obudzisz, nie będziesz mógł powiedzieć niczego o tym, co tu widziałeś. Rozumiesz?
- Mam nie wygadać, kapuję.
- To do zobaczenia za chwilę, lub w dalekiej przyszłości. - powiedział Umi, łapiąc Axela za rękaw. Chwilę później już ich nie było.
- Do zobaczenia. - mruknął Danny, kładąc się w pozycji swojego ciała. Dokładnie się do niego wpasował i zamknął oczy. Usłyszał kliknięcie zamka i szelest kiltów. Zapowiada się ciekawie, pomyślał.
***
- To gdzie teraz idziemy? - zapytał Hikaru i ziewnął, wieszając cały ciężar ciała na ramieniu księcia.
- Do jakiejś kolejnej gospody, zapewne. - powiedziała Miku, powłócząc nogami.
- A widzisz tu gdzieś jakąś? - zapytała zgryźliwie Yumi.
Szli teraz przez kompletne pustkowie, otoczeni jedynie zbożem. Pole przed nimi wyglądało, jakby nie miało końca.
- Jeśli nie dojdziemy do wioski, będziemy musieli spać pod gołym niebem. - stwierdził Osamu.
- Mnie pasuje. - powiedział Hikaru, kolejny raz ziewając. - Jak dla mnie możemy się położyć nawet tu i teraz.
- Trzeba znaleźć bezpieczniejsze miejsce. Będziemy szli, aż do zachodu słońca, wcześniej nie zamierzam robić przystanków. - powiedział twardo książę i przyspieszył kroku.
- Osamu, weź zwolnij, spać mi się chce. - warknął niebiesko-włosy, próbując się zatrzymać. Jednak książę trzymał liny, wiążące jego nadgarstki, więc raczej wyboru nie miał. - Proszę. - powiedział błagalnie, próbując zwrócić na siebie jego uwagę. - No weź, zrobię wszystko, tylko daj mi się położyć, chociaż na piętnaście minut.
- Wszystko? - Osamu gwałtownie się zatrzymał, a na jego ustach wykwitł przebiegły uśmiech.
- No wszystko, co... wszystko, co będę w stanie zrobić. - odparł po chwili.
- Zgoda. - jego uśmiech poszerzył się, usiadł na kępie zboża, nadającej się idealnie do stworzenia szałasu.
- Umie ktoś robić szałas? - zapytała Yumi.
- Ja umiem, ale coś lepszego niż szałas. - odpowiedziała Miku, próbując rozluźnić trochę uchwyt na swoich nadgarstkach. Ziemia pod ich stopami poruszyła się, a chwilę potem podniosła, formując w coś pokroju małego pokoju z płaskim dachem. - Ale resztę musimy zrobić sami.
Wyrwała kępkę zboża i położyła na dachu, Yumi jej pomogła. Mieli przed sobą małe mieszkanko z otworami zamiast okien i jednym dużym otworze, zamiast drzwi.
- OK, to wchodzimy. - powiedział Hikaru, wchodząc do środka. - Właściwie to po co nam szałas?
- Bo zachód już jest. - odpowiedziała Yumi, wskazując szczelinę w dachu. Wlatywały przez nią promienie zachodzącego słońca.
- Ej, oszukałeś mnie! - warknął niebiesko-włosy, rzucając się na Osamu. - Dobrze wiedziałeś, że zaraz będzie zachód!
- Tak i co z tego? - zapytał książę, uśmiechając się kpiąco. Hikaru poluźnił uścisk i odsunął się parę kroków w tył.
- To czego chcesz? - zapytał po dłuższej chwili ciszy. Dziewczyny wolały się nie wtrącać, więc bez żadnych ceregieli położyły się, zajmując całą prawą stronę mieszkania.
- Chcę... ciebie.
=^^=
Konbanwa~!
Znów będę narzekać, co Wy na to?
Było więcej wyświetleń, niż komenta-
rzy ;^;
To tyle z narzekania.
A teraz: wiecie jak ustawić te cholerne
gwiazdki? x.x Błagam, pomocy potrzebu-
ję... :/
Aha, i nie wiem, czy dobrze napisałam wiek.
Coś tam umiem, ale i tak nie wiem, czy jest
poprawnie. Dlatego jeśli ktoś się zna i wie na
100%, że się z tym wiekiem pomyliłam, to niech
w komciu napisze (haha, żebrzę komentarze,
tralalalala <3).
xoxo
Sakura
EDIT: Wstawiłam już opis mojego przyszłego opa, zapraszam do podstrony "Spis treści".
EDIT: Wstawiłam już opis mojego przyszłego opa, zapraszam do podstrony "Spis treści".
1 komentarz:
Uhuhuhuhuh x3 to Osamu dojebał XD jestem ciekawa, co na to Hikaru. Pewnie się nie zgodzi, uparciuch jeden, ale może kiedyś... najlepiej w następnym rozdziale XD tak, to by było pięknie :3
Także tego, czekam na kolejny rozdział, który , mam nadzieję, wstawisz szybko :)
Weny!
Prześlij komentarz