2013/12/18

Chapter five, part two

Nim zawitali do odpowiedniej - jak dla nich - gospody, na dworze było już ciemno. W rogu ich sypialni paliła się wysoka świeca, a kominek przyjemnie ocieplał pomieszczenie.

 Yumi właśnie czesała włosy, gdy odezwał się Osamu:

 - Chcę by wrócił. Mogę mu nawet wybaczyć pyskowanie, tylko żeby wrócił. - szepnął w stronę ściany, wciąż opatulając się kołdrą.

 - Wiem, Osamu. - powiedziała spokojnie, wreszcie odchodząc od dużego lustra znajdującego się obok kominka. - Znajdziemy go, nie martw się. - położyła się na drugim łóżku i przymknęła powieki, rozkoszując się ciepłem ogarniającym ją z wszystkich stron. - Fajnie tu. Nie myślałam, że w wioskach może być tak... odprężająco. No wiesz, nie martwić się, że jak coś źle zrobisz to cię wyleją, czy też pobiją, możesz spokojnie spacerować po mieście i obserwować ludzi. Szkoda tylko, że technika wciąż nie powróciła.

 - Chcesz ryzykować plagę obcych - proszę bardzo. Ale ja nie będę brał w tym udziału. - powiedział Osamu, ziewając. - A teraz dobranoc. - powiedział, wreszcie odchodząc do krainy Morfeusza.

 Yumi mruknęła coś niezrozumiałego i również zasnęła, wsłuchana w ciche chrapanie księcia.

***

 - Wstawaj, Osamu. Musimy ruszać. - powiedziała sennie Yumi, zwlekając się z łóżka i ścieląc je równo. Gdy Osamu wciąż smacznie spał postanowiła zastosować inną taktykę. Co z tego, że jest księciem? Teraz są poza stolicą i śpieszy im się.

 Uchyliła okno, jednocześnie wietrząc pokój, i wychyliła głowę poza nie. Niedaleko gospody znajdowała się studnia. Yumi uśmiechnęła się. Nie miała zamiaru czekać.

 Chwilę później woda wleciała do pokoju, oblewając wystającą spod kołdry twarz księcia.

 - Czy ty jesteś normalna?! - wrzasnął Osamu, podrywając się do siadu i patrząc z wściekłością na dziewczynę. Gdyby nie to, że przez ostatnią wizytę w izolatce jego moc jest niestabilna, dziewczyna pewnie stałaby w płomieniach. Można by powiedzieć, że Hikaru, zamykając księcia w pomieszczeniu bez okien, uratował dziewczynę. Uśmiechnął się lekko na tę myśl, od razu zapominając, że przed chwilą został oblany wodą, a jego służka właśnie zwija się na podłodze ze śmiechu.

***

 - Słyszałaś? Ten głos brzmiał jak głos Osamu. - powiedział Hikaru, przerywając na chwilę jedzenie kanapki.

 - Masz paranoję. - stwierdziła Miku, przeżuwając powoli swoją porcję.

 - Pewnie tak. - powrócił do jedzenia, zupełnie ignorując kogoś, kto śmiał się nad nimi.

 Siedzieli właśnie przy barze w gospodzie, w której się zatrzymali. Na szczęście straże nie przeszukiwali domostw. Teraz po zjedzeniu śniadania wezmą jeszcze prowiant na drogę i będą mogli ruszać.

 - Kończysz już? Chcę jak najszybciej tam dotrzeć. - powiedział Hikaru, patrząc niecierpliwie na kanapkę, leżącą wciąż nietkniętą na talerzu Miku.

 - Im wolniej będę jeść, tym bardziej się najem. Musisz się przyzwyczaić, że nie wszyscy wpychają na szybko jedzenie, byle tylko gdzieś zdążyć, jak ty. - dźgnęła go swoim chudym palcem w pierś i poprawiła okulary. - A zresztą, pewnie i tak nas nie znajdą, więc jest w porządku. - powróciła do mozolnego żucia kanapki i zaczęła powoli rozglądać się po gospodzie. Nagle jej wzrok zatrzymał się na parze schodzącej właśnie ze schodów, rozmawiali o czymś ożywieni, zupełnie nie zwracając uwagi na otaczający ich świat.

 - Za co to było? - zapytał Hikaru, gdy dostał w ramię od dziewczyny. Najwyraźniej za głośno, gdyż Miku przyłożyła palec do ust i szepnęła "cii", powoli wstała z miejsca i wskazała głową ową parę. Byli to Yumi i Osamu, dopiero co siadający przy wolnym stoliku i wreszcie rozglądający się po gospodzie, w poszukiwaniu kogoś, kto mógłby ich obsłużyć. - Oo...

 Tylko tyle udało mu się wykrztusić, nim Osamu natrafił na nich wzrokiem. Od razu wstał z miejsca i szybkim krokiem ruszył w ich stronę. Yumi również wstała. Miku wzięła z talerza ostatnią kanapkę i pędem pobiegła za Hikaru, który właśnie otwierał drzwi.

 - Nie puszczajcie go! To złodziej! - zawołał Osamu, wskazując palcem w Hikaru. Niebiesko-włosy został przytrzymany przez barczystego mężczyznę z siwą czupryną.

 - Zawołać straż? - zapytał mężczyzna, wciąż trzymając Hikaru.

 - Nie trzeba, poradzę sobie z nim. - powiedział Osamu.

 - Uciekaj, Miku! - wrzasnął na dziewczynę, stojącą jak słup soli z jedną ręką na klamce. Miku jakby nagle ożywiona otworzyła szeroko drzwi i zdążyła krzyknąć, iż go uratuje, nim się za nią zamknęły.

 - Później ją znajdziemy. - powiedział, gdy Yumi już ruszała w stronę drzwi.

 - A co jak zdąży uciec gdzieś daleko? Za daleko?

 - Słyszałaś przecież. Powiedziała, że wróci. - stęknął Osamu, odwracając się do mężczyzny i przejmując Hikaru, jakby był jakąś rzeczą. Yumi tylko prychnęła i poszła na górę do ich pokoju.

***

 - Słuchaj...! Wysłuchaj mnie, Hikaru! - wrzasnął, gdy niebiesko-włosy ciągle gadał, że i nie zmuszą go do posłuszeństwa, będzie walczył i odnajdzie brata, etc. - My ci chcemy pomóc, więc...

 - Pomóc? - prychnął Hikaru, przerywając jego wypowiedź. - Wy... a raczej ty, chcesz tylko mnie upokorzyć. Sądzisz, że skoro podbiliście już moją wioskę to wszyscy ci teraz będą podeszwy lizać? W życiu! Jesteś tylko pionkiem, poruszanym przez własnego ojca! - powiedział z wściekłością i splunął księciu pod nogi, hardo patrząc mu w oczy.

 - Jeny, jak ty nic nie rozumiesz. - westchnął Osamu, opadając na swoje łóżko.

 - Może ja mu powiem? - zaproponowała Yumi.

 - Tak, zrób to. Tylko niech się potem na mnie nie wyżywa. Bo, jak sam powiedział, ja jestem tylko pionkiem i to nie ja do tego doprowadziłem. - wymamrotał Osamu z twarzą w poduszce.

 - Chwila, o czym wy gadacie? - zapytał zdezorientowany Hikaru.

 - Powiem krótko i dosadnie. Twój brat nie żyje. - powiedziała wreszcie Yumi, po dość krępującej ciszy, w trakcie której wciąż na siebie z Osamu patrzyli, jakby z obawą. Lecz nie mieli się czego bać, przynajmniej reakcja, jakiej wyczekiwali, była wręcz odwrotna.

 Hikaru zmieszał się trochę, słysząc tę wypowiedź. Aż nie wiedział, co powiedzieć. Nie chciał w to wierzyć, a jednak coś w głosie dziewczyny uświadamiało mu, iż mówi prawdę. Chciało mu się płakać, zupełnie tak jak wtedy, gdy myślał, że Umi'ego zabili. Może rzeczywiście to wtedy zrobili? Może później obmyślili plan, jak zniszczyć jego psychikę, wmawiając mu, że brat żyje, a potem uświadamiając mu dosadnie, że jest na tym świecie sam? Że już nikogo nie obchodzi? Że jest niepotrzebny?

 - Zabijcie mnie. - powiedział cicho, przymrużając oczy i szykując się na nieznane.

=^^=
Chcę skończyć to opo w tym roku, także teraz rozdziały będą pojawiać się co dwa, trzy dni, może nawet się zdarzyć, że wrzucę dzień po dniu (w co raczej wątpię). Chcę już zacząć pisać drugie opo, lecz najpierw muszę się upewnić, iż mam czytelników. Proszę o chociażby krótki komentarz, może być nawet jedno słowo..

2 komentarze:

Nezumi pisze...

Czekam z niecierpliwością na następny i mam nadzieje, że Hikaru odnajdzie brata ;)

Mio pisze...

o boziu, jak mogłaś to zrobić? biedny Hikaru... Tylko mi go nie uśmiercaj! To moja ulubiona postać :3
Weny życzę :*