- Udało się? - Umi wciąż miał zamknięte oczy.
- Spójrz na swoją prawą dłoń. - powiedział cicho Axel, obejmując go jeszcze mocniej. Umino uchylił powieki i podniósł powoli dłoń. Nic.
- Przecież nic tu nie ma... - mruknął Kawahashi.
- Pokaż. - Umari nie wydawał się być w żadnym stopniu zaskoczony. Złapał za prawy nadgarstek blondynka i uniósł jego rękę pomiędzy nich, a potem pokazał wewnętrzną stronę prawej dłoni jej właścicielowi. - Teraz widzisz?
- Jest... wspaniały. - westchnął Umi, przyglądając się małemu tatuażowi o wyglądzie małego, ciemnego yin-yang¹, Axel również taki miał.
- Przypomniałeś już sobie?
- Chyba tak... - powiedział Umi, patrząc prosto w jego oczy. - Pamiętam sztorm... i ciebie... i mnie... i Anioła... i propozycję drugiego życia... - z każdym wymienionym słowem Axel uśmiechał się coraz szerzej. - Ale nie pamiętam, jak się nazywałem...
- Ja też tego nie pamiętam... jakby Anioł Śmierci celowo usunął twoje imię i nazwisko z umysłów wszystkich, którzy cię znali... ale zostawił mi wspomnienia. - uśmiechnął się.
- A mi je przywrócił. - Umi powtórzył ten gest i wtulił się w zagłębienie jego szyi. Zauważył całkiem niedawno, iż Axel ma bardzo charakterystyczny zapach. Piękny, taki kojący. - Kocham cię, wiesz?
- Wiem. - pocałował go we włosy. - Chodźmy może do domu, co?
- Ale chcę zmienić wystrój. - powiedział, gdy już wstali i kierowali się do domu.
- Możesz go przecież zmieniać kiedy chcesz.
- Ale ten chcę już na stałe. Więc masz go nie zmieniać.
- To zależy od tego, czy mnie też się spodoba.
- Wiesz co? Zostaw mnie samego na jakieś piętnaście do dwudziestu minut i mi powiesz, czy ci się podoba.
- Jak sobie chcesz. Pójdę do Sally.
- Która to? Jeszcze się nie orientuję.
- To ta mała w pokrwawionej sukience, co z misiem chodzi wiecznie.
- Aha, OK, postaram się zapamiętać. - zachichotał, wyprzedzając go i stając w przejściu ich domu. - Minimum piętnaście minut. - i zatrzasnął drzwi.
***
- Widzicie tę wioskę? - zapytał, chyba po raz setny od godziny, Osamu.
- Ile razy będziesz o to pytać? - zapytała mocno poddenerwowana Yumi.
- Aż sam jej nie zobaczę. - warknął jej w odpowiedzi.
- Noogi mnie boolą. - zaskomlał Kageyami po dłuższej chwili ciszy.
- Zamkniesz się wreszcie? - zapytał Hikaru, stając w miejscu. - Jesteś ty wojownikiem czy nie?
- Jestem. - odparł tamten, unosząc hardo głowę i spoglądając wyższemu w oczy.
- To nie zachowuj się jak panienka. - warknął, popychając Osamu, na co ten się zachwiał i cofnął kilka kroków w tył. Hikaru się zaśmiał i ruszył dalej, nie oglądając za siebie.
- Ej, uważaj sobie! - krzyknął Osamu, zrównując się z nim krokiem.
- Bo co? - zapytał, ponownie przystając.
- Bo... bo... - Hikaru schylił się, złapał Osamu w pasie i przerzucił sobie przez ramię. Jak worek jakiś. - Hej!
- Wkurzasz mnie. Teraz masz siedzieć cicho, bo cię zrzucę i będzie boleć. Bardzo boleć. - poklepał go w pośladki, a dziewczyny zachichotały. Tak, czeka ich bardzo długa i wyczerpująca podróż.
Osamu tylko prychnął i skrzyżował ręce na klatce piersiowej, pomimo niewygodnej pozycji i wpatrzył się w - chcąc, nie chcąc - pośladki Hikaru, które opinały dość wąskie spodnie, a ponieważ książę zdawał sobie sprawę ze swoich preferencji, miał niemały problem. Dodatkowo dojrzewanie dawało swoje, a więc, by jakoś powstrzymać krew buzującą się w dolnej partii jego ciała, przy pierwszej napotkanej gospodzie zapytał:
- Możemy się tu zatrzymać?
- Nie. Idziemy dalej. - odpowiedział Hikaru. Dziewczyny w ogóle nie brały udziału w konwersacji ogólnej. Wciąż coś do siebie szeptały.
- Ej, chłopcy, ile wy się znacie? Od wczoraj, co nie? - zapytała Yumi.
- No. - odpowiedział Hikaru. - A co?
- A nic. - powiedziała Miku.
- Krew mi nie dopływa. - wystękał Osamu. Oczywiście chodziło tylko o to, iż nie dopływała do mózgu, jakoś nie miała większych problemów, by płynąć w dół...
- Oh, i co z tym fantem zrobić? - zapytał sarkastyczne Hikaru, szerokim łukiem omijając wąskie przejście do targowiska.
- No nie wiem, może mnie odstawić?
- A może nie?
- Proszę. - powiedział cicho, by tylko on mógł go usłyszeć.
- Chyba nie dosłyszałem. - powiedział ciut głośniej, przez co dwie starsze panie zwróciły w ich stronę głowy.
- Proszę cię, o wielki Hikaru, puśćże mnie wreszcie. - warknął już głośniej.
- Tak lepiej. - westchnął i odstawił księcia na ziemię. Osamu zrównał się z nim krokiem i próbował chwycić go za rękę, lecz los (a może zwyczajny pech) chciał, by Hikaru w tym akurat czasie schował ręce do kieszeni.
- Ej! Jako mój chłopak powinieneś podać mi rękę, a nie ją chować.
- Ktoś powiedział, że ja się na ten układ zgodziłem?
- No przecież...
- I tak mieliśmy się zatrzymać, zmęczenie dawało swoje... Zresztą, jeśli chcesz zawrzeć ze mną jakąś umowę, coś jak pakt, wszystko powinno być na piśmie, łącznie z moim podpisem. - uśmiechnął się wrednie i skręcił w następną uliczkę, zderzając się z małą dziewczynką, której upadł lizak. Spojrzała w górę i przekręciła głowę. - Chciałaś coś?
- Zrzuciłeś mi lizaka. - powiedziała piskliwym, acz stanowczym głosikiem.
- Nie, to ty go upuściłaś. - odpowiedział spokojnie, mierząc się z dzieckiem uważnym spojrzeniem.
- Oh, błagam, nie mów mi tylko, że będziesz kłócić się z bachorem o jakiś tam lizak. - Osamu wtrącił się do rozmowy. Jakoś nigdy za dziećmi nie przepadał.
- Coś się stało? - zapytała Yumi, gdy wraz z Miku stanęły zaraz za nimi. - Musimy iść dalej, nie stójcie tak.
- Hikaru kłóci się z dzieckiem.
- Dzieckiem? Kocham dzieci! - westchnęła Miku, przepychając się pomiędzy nimi. - Cześć, mała. - uśmiechnęła się pogodnie, kucając przed nią.
Dziewczynce zatrzęsła się bródka i chwilę później zawyła głośnym szlochem, który przywołał do niej rosłą kobietę z wałkiem do ciasta w dłoni.
- Co się stało, Bree? - zapytała, mierząc przybyszy nieprzychylnym wzrokiem.
- Ten pan upuścił mój lizak. - zasepleniła dziewczynka, wyraźnie milszym tonem, i wskazała trzęsącą się rączką Hikaru.
- Jeśli chcesz, mała, to ci go odkupię. - westchnął Hikaru, nie pozwalając kobiecie się odezwać.
- Dobrze. - znów zasepleniła i uśmiechnęła się iście uroczo, niestety jedynie dla swojej matki był to miły uśmiech, bowiem przybysze już wiedzieli, jakie to dziecko - lub nawet większość dzieci z tej wioski - jest "grzeczne".
- No, widzisz, po sprawie, kochanie. - kobieta uśmiechnęła się do dziecka, a gości zgromiła wzrokiem i wróciła do wnętrza mieszkanka.
- Wychowujemy dzieci na małe potwory. - stwierdził Osamu, porywając niepostrzeżenie jabłko ze straganu.
- Wiesz, chyba zdążyłem zauważyć. - powiedział Hikaru, biorąc gryz jabłka i oddając księciu.
- Ja nie jestem dzieckiem.
- Ale nim byłeś, a ktoś cię musiał wychowywać. Dobra, nieważne. Chodź, Bree czy jak ci tam, odkupię ci tego lizaka.
- Tylko rodzice mówią do mnie po imieniu. - przyznała dziewczynka i ruszyła za nimi do pojedynczych straganów.
- Co z tego, kupię ci lizaka i więcej nas tu nie zobaczysz. - burknął Hikaru, wyciągając z kieszeni woreczek z pieniędzmi.
- Kolejni klienci? - do małej podszedł jakiś chłopiec, sporo od niej wyższy.
- Niestety nie. - odparła, a chłopiec uśmiechnął się przebiegle i zwrócił do przybyszy:
- A może zechcielibyście, drodzy państwo, zwiedzić nasze przepiękne miasto?
- Poradzimy sobie, dzięki. - powiedział Osamu, porywając od Hikaru woreczek i kupując dwa lizaki. Jeden wsadził sobie do buzi, a drugi wcisnął dziewczynce. - Żegnam.
- Osamu, stój! Ja chcę się przejść po mieście! - krzyknęła Miku, pierwszy raz zwracając się bezpośrednio do księcia.
- A ja chcę mieć święty spokój i oboje mamy problem. - podsumował, stając w cieniu jakiegoś przydrożnego baru.
- Hikaru, weź mu przemów do rozsądku, ty pewnie też chcesz się czegoś więcej o tym miejscu dowiedzieć. - uśmiechnęła się Yumi, głaszcząc chłopca po głowie. Trochę dziwnie to wyglądało, bo był niewiele od niej niższy.
- Łapy. - warknął chłopak, odsuwając się na stosowną odległość.
- On już tak ma. - westchnęła Bree. - Nie lubi, gdy ktoś go dotyka.
- Nie lubię, gdy obcy mnie dotykają. - poprawił ją, krzywiąc się lekko.
- Ah tak... - szepnęła Miku, patrząc na Hikaru błagalnie.
- Daj spokój, Miku, chodźmy już znaleźć sobie jakieś miejsce do spania, bo nie chcę znów spać pod jakimś dachem z gliny.
- Nie moja wina, że zaczęło padać, okej?
- Jak sobie chcesz, ja idę po Osamu. Ej, wielki książę, zbieraj się! - krzyknął w jego stronę i jeszcze raz odwrócił się do reszty. Rzucił chłopcu kilka monet (które ten dość zabawnie chwycił) i powiedział: - Oprowadź je, skoro tak bardzo tego chcą.
- Robi się. - chłopak się ukłonił i powiedział do dziewczyn: - Więc, drogie panie, zapraszam za mną. - i ruszył w tylko sobie znanym kierunku, a dziewczyny za nim.
Hikaru dogonił Osamu, który zdążył się już porozglądać po okolicy.
- Jednak poszły pozwiedzać? - zapytał z przekąsem.
- Tak, a my poszukamy jakiejś gospody, gdzie mają wolne pokoje.
- Dwie sypialnie wystarczą, prawda? - zapytał Osamu.
- Zależy po ile łóżek.
- Wydaje mi się, że po dwa w jednym pokoju.
- Gdzie?
- Za moimi plecami. - powiedział Osamu i wszedł do miejsca, które wydawało się być "przydrożnym barem". W środku wyglądało całkiem przytulnie.
- O, to pan, czyli jednak towarzysze się zdecydowali?
- Tak, tak, tylko koleżanki poszły jeszcze pozwiedzać. Także jak na razie chcemy te pokoje tylko w teorii, poczekamy na dziewczyny i uzgodnimy kto gdzie śpi. - powiedział do gospodarza Osamu i położył na ladzie kilkanaście monet.
- Rozumiem. Może zechcecie się czegoś napić, panowie?
- Z chęcią. Niech pan da to co najlepsze, ale w przyzwoitej cenie, razy dwa. - powiedział Hikaru, wchodząc księciu w słowo. Dostali od gospodarza dwa kufle jakiegoś niezidentyfikowanego koloru napoje i ruszyli do wolnego stolika w rogu, z którego mieli dobry widok na całą salę i jednocześnie widzieli wszystko za oknem.
- Proszę. - powiedział cicho, by tylko on mógł go usłyszeć.
- Chyba nie dosłyszałem. - powiedział ciut głośniej, przez co dwie starsze panie zwróciły w ich stronę głowy.
- Proszę cię, o wielki Hikaru, puśćże mnie wreszcie. - warknął już głośniej.
- Tak lepiej. - westchnął i odstawił księcia na ziemię. Osamu zrównał się z nim krokiem i próbował chwycić go za rękę, lecz los (a może zwyczajny pech) chciał, by Hikaru w tym akurat czasie schował ręce do kieszeni.
- Ej! Jako mój chłopak powinieneś podać mi rękę, a nie ją chować.
- Ktoś powiedział, że ja się na ten układ zgodziłem?
- No przecież...
- I tak mieliśmy się zatrzymać, zmęczenie dawało swoje... Zresztą, jeśli chcesz zawrzeć ze mną jakąś umowę, coś jak pakt, wszystko powinno być na piśmie, łącznie z moim podpisem. - uśmiechnął się wrednie i skręcił w następną uliczkę, zderzając się z małą dziewczynką, której upadł lizak. Spojrzała w górę i przekręciła głowę. - Chciałaś coś?
- Zrzuciłeś mi lizaka. - powiedziała piskliwym, acz stanowczym głosikiem.
- Nie, to ty go upuściłaś. - odpowiedział spokojnie, mierząc się z dzieckiem uważnym spojrzeniem.
- Oh, błagam, nie mów mi tylko, że będziesz kłócić się z bachorem o jakiś tam lizak. - Osamu wtrącił się do rozmowy. Jakoś nigdy za dziećmi nie przepadał.
- Coś się stało? - zapytała Yumi, gdy wraz z Miku stanęły zaraz za nimi. - Musimy iść dalej, nie stójcie tak.
- Hikaru kłóci się z dzieckiem.
- Dzieckiem? Kocham dzieci! - westchnęła Miku, przepychając się pomiędzy nimi. - Cześć, mała. - uśmiechnęła się pogodnie, kucając przed nią.
Dziewczynce zatrzęsła się bródka i chwilę później zawyła głośnym szlochem, który przywołał do niej rosłą kobietę z wałkiem do ciasta w dłoni.
- Co się stało, Bree? - zapytała, mierząc przybyszy nieprzychylnym wzrokiem.
- Ten pan upuścił mój lizak. - zasepleniła dziewczynka, wyraźnie milszym tonem, i wskazała trzęsącą się rączką Hikaru.
- Jeśli chcesz, mała, to ci go odkupię. - westchnął Hikaru, nie pozwalając kobiecie się odezwać.
- Dobrze. - znów zasepleniła i uśmiechnęła się iście uroczo, niestety jedynie dla swojej matki był to miły uśmiech, bowiem przybysze już wiedzieli, jakie to dziecko - lub nawet większość dzieci z tej wioski - jest "grzeczne".
- No, widzisz, po sprawie, kochanie. - kobieta uśmiechnęła się do dziecka, a gości zgromiła wzrokiem i wróciła do wnętrza mieszkanka.
- Wychowujemy dzieci na małe potwory. - stwierdził Osamu, porywając niepostrzeżenie jabłko ze straganu.
- Wiesz, chyba zdążyłem zauważyć. - powiedział Hikaru, biorąc gryz jabłka i oddając księciu.
- Ja nie jestem dzieckiem.
- Ale nim byłeś, a ktoś cię musiał wychowywać. Dobra, nieważne. Chodź, Bree czy jak ci tam, odkupię ci tego lizaka.
- Tylko rodzice mówią do mnie po imieniu. - przyznała dziewczynka i ruszyła za nimi do pojedynczych straganów.
- Co z tego, kupię ci lizaka i więcej nas tu nie zobaczysz. - burknął Hikaru, wyciągając z kieszeni woreczek z pieniędzmi.
- Kolejni klienci? - do małej podszedł jakiś chłopiec, sporo od niej wyższy.
- Niestety nie. - odparła, a chłopiec uśmiechnął się przebiegle i zwrócił do przybyszy:
- A może zechcielibyście, drodzy państwo, zwiedzić nasze przepiękne miasto?
- Poradzimy sobie, dzięki. - powiedział Osamu, porywając od Hikaru woreczek i kupując dwa lizaki. Jeden wsadził sobie do buzi, a drugi wcisnął dziewczynce. - Żegnam.
- Osamu, stój! Ja chcę się przejść po mieście! - krzyknęła Miku, pierwszy raz zwracając się bezpośrednio do księcia.
- A ja chcę mieć święty spokój i oboje mamy problem. - podsumował, stając w cieniu jakiegoś przydrożnego baru.
- Hikaru, weź mu przemów do rozsądku, ty pewnie też chcesz się czegoś więcej o tym miejscu dowiedzieć. - uśmiechnęła się Yumi, głaszcząc chłopca po głowie. Trochę dziwnie to wyglądało, bo był niewiele od niej niższy.
- Łapy. - warknął chłopak, odsuwając się na stosowną odległość.
- On już tak ma. - westchnęła Bree. - Nie lubi, gdy ktoś go dotyka.
- Nie lubię, gdy obcy mnie dotykają. - poprawił ją, krzywiąc się lekko.
- Ah tak... - szepnęła Miku, patrząc na Hikaru błagalnie.
- Daj spokój, Miku, chodźmy już znaleźć sobie jakieś miejsce do spania, bo nie chcę znów spać pod jakimś dachem z gliny.
- Nie moja wina, że zaczęło padać, okej?
- Jak sobie chcesz, ja idę po Osamu. Ej, wielki książę, zbieraj się! - krzyknął w jego stronę i jeszcze raz odwrócił się do reszty. Rzucił chłopcu kilka monet (które ten dość zabawnie chwycił) i powiedział: - Oprowadź je, skoro tak bardzo tego chcą.
- Robi się. - chłopak się ukłonił i powiedział do dziewczyn: - Więc, drogie panie, zapraszam za mną. - i ruszył w tylko sobie znanym kierunku, a dziewczyny za nim.
Hikaru dogonił Osamu, który zdążył się już porozglądać po okolicy.
- Jednak poszły pozwiedzać? - zapytał z przekąsem.
- Tak, a my poszukamy jakiejś gospody, gdzie mają wolne pokoje.
- Dwie sypialnie wystarczą, prawda? - zapytał Osamu.
- Zależy po ile łóżek.
- Wydaje mi się, że po dwa w jednym pokoju.
- Gdzie?
- Za moimi plecami. - powiedział Osamu i wszedł do miejsca, które wydawało się być "przydrożnym barem". W środku wyglądało całkiem przytulnie.
- O, to pan, czyli jednak towarzysze się zdecydowali?
- Tak, tak, tylko koleżanki poszły jeszcze pozwiedzać. Także jak na razie chcemy te pokoje tylko w teorii, poczekamy na dziewczyny i uzgodnimy kto gdzie śpi. - powiedział do gospodarza Osamu i położył na ladzie kilkanaście monet.
- Rozumiem. Może zechcecie się czegoś napić, panowie?
- Z chęcią. Niech pan da to co najlepsze, ale w przyzwoitej cenie, razy dwa. - powiedział Hikaru, wchodząc księciu w słowo. Dostali od gospodarza dwa kufle jakiegoś niezidentyfikowanego koloru napoje i ruszyli do wolnego stolika w rogu, z którego mieli dobry widok na całą salę i jednocześnie widzieli wszystko za oknem.
***
Miku i Yumi zajęły pierwszy pokój i od razu poszły spać, nie bardzo interesując się tym drugim.
- Śpisz na ziemi. - stwierdził Hikaru, po zajrzeniu do ich sypialni. Mieściło się w niej tylko jedno, dwuosobowe łóżko i dwie komody.
- Nie ma mowy. Sam powiedziałeś, że zachowuję się jak panna, a pannom się ustępuje. Albo możemy spać razem. - Osamu uśmiechnął się do niego figlarnie. Oto czeka go kolejna, nieprzespana noc.
¹W tamtejszych czasach znak yin-yang oznacza miłość, wierność i zaufanie. Jego definicja niewiele różni się też od tej z czasów dzisiejszych.
¹W tamtejszych czasach znak yin-yang oznacza miłość, wierność i zaufanie. Jego definicja niewiele różni się też od tej z czasów dzisiejszych.
1 komentarz:
Nieprzespana noc, co? Od razu mam przed oczami powód tej bezsenności ^^ ... chodzi przecież o niewygodne łóżko, prawda? Ty zboczuchu jeden, ja wiem co sobie pomyślałaś ;P
Brakuje mi wyjaśnienia z tymi duszkami. Czemu umarli? Jak się poznali? Co się z nimi stało?
Kurde, chcę wiedzieć >< nie należę do cierpliwych osób.
Weny!
Prześlij komentarz