2013/11/22

Chapter four

 Już czwartą godzinę siedzi w tej izolatce, nie mogąc zrobić nic. Był przez tyle lat przygotowywany do walki i szkolony, by jego płomień był na tyle silny, by zniszczyć wszystko, co stanie na jego drodze, a teraz co? Teraz nie mógł zniszczyć nawet jednej głupiej, gipsowej ściany. Wielokrotnie próbował zmniejszyć i zwiększyć swój płomień, wyczarowując go w coraz to dziwniejszych formach, a ogień najzwyczajniej w świecie przelatywał przez ściany na wylot. Zawsze był najlepszy w nauce, a uczył się wśród wysoko postawionych, elitarnych grup złożonych z dzieci Wielkich Przywódców Ognia, co było nierealne i - można by rzec - wręcz niemożliwe. Był nawet lepszy od Natsu, a wykształcenie to było nie lada wyzwaniem, nawet jak dla niego.

 Dlaczego nikt nie sprawdza, czy wszystko u niego w porządku? Przecież już powinien minąć czas wyznaczony na odwiedzanie więźnia; czy oni myślą, że nie zna procedury? Czy po prostu uważają, że lepiej mu nie przeszkadzać, bo mogą robić z Hikaru rzeczy... których nikt inny nie powinien widzieć? Nie, na pewno aż tak głupi nie są.

 - Osamu, skończyłeś już? - zza drzwi usłyszał cichy głos Yumi.

 - Tak, uwolnij mnie stąd! - zawołał i szybko stanął pod drzwiami, waląc w nie.

 - Mogę otworzyć? - pewnie go nie słyszy. Głupia dźwiękoszczelna klita. - Wchodzę!

 Chwilę później usłyszał klik zamka i drzwi uchyliły się. Od razu, gdy zobaczył szparę, wybiegł z niej wprost w ramiona strażników.

 - To ja, puśćcie mnie, idioci! - wrzasnął, próbując się wyrwać.

 - Przepraszamy... - strażnik, który go złapał odniósł go na ziemię i zaczął się kłaniać, przepraszając, a reszta mu zawtórowała.

 - Gdzie Mizu? - zapytała Yumi, zaglądając do pomieszczenia.

 - Uciekł. - wycedził, wyczekując reakcji dziewczyny. Początkowo była trochę skołowana, lecz szybko się ogarnęła.

 - Macie odnaleźć Hikaru! - wrzasnęła do strażników. - Wiecie jak wygląda, co tak stoicie?! Ruszcie się, on może być teraz wszędzie!

 - Jak dobrze mieć tak ogarniętą kobietę u boku. Choć, musimy iść do ojca. - powiedział i objął ją w talii, przyciągając do siebie. Ona wciąż mamrotała, jakich to powinni zatrudniać strażników, żeby wszystko szło gładko i nikt nie wyściubił nosa poza teren mu wyznaczony. Nawet nie zwróciła uwagi na to, że idą już po ulicy i mieszkańcy królestwa mierzą ją krzywym wzrokiem. Normalnie to by im zaczęła pyskować, a oni przestraszeni tym, że jest Wybranką księcia posłusznie spuściliby wzrok. Jak takie szczeniaczki, gdy na nie nakrzyczysz.

 Przeszli przez mosiężne wrota, przywitani posłusznymi pokłonami strażników. Ruszyli do przodu, otwierając kolejne wrota, tyle że mniejsze i starsze.

 - Ojcze, musimy pomówić. - powiedział na przywitanie. Jego ojciec i kilku wyższych urzędników żywo o czymś dyskutowali, więc nawet nie zauważyli ich przyjścia. - Ojcze!

 Dopiero wtedy się zamknęli i spojrzeli w stronę drzwi.

 - Coś się stało, Osamu? - zapytał Itachi.

 - Tak, Hi... to znaczy... mój niewolnik uciekł. - powiedział, wciąż stojąc w tym samym miejscu. To nie on będzie się męczył z przełażeniem z jednego końca ogromnej sali do drugiego, skoro to jego ojciec zbudował tak oklepaną izolatkę, z której nie ma wyjścia.

 - Jak to uciekł? - Itachi zrobił się czerwony na twarzy. Pewnie nie chciał się upokorzyć przed tak ważnymi osobistościami. - Chodź, pomówmy w bardziej ustronnym miejscu. Ta... jak jej tam... - pomachał ręką w stronę Johiro.

 - Yumi. - przypomniał Osamu.

 - Ona też może iść. - powiedział Itachi i odwrócił się w stronę najbliższych drzwi. Osamu i Yumi poszli w jego ślady i chwilę później wszyscy siedzieli wygodnie przy okrągłym stoliku, próbując w jak najdelikatniejszy sposób rozpocząć rozmowę i przerwać tę niewyobrażalnie krępującą ciszę.

 - To może zacznij od początku. - Itachi skrzyżował palce, kładąc łokcie na stolik i uważnie przyglądając się siedzącej przed nim dwójce.

 - To było tak...

*

 - Skąd znasz Akemi? - zapytała Mika, gdy wyszli już z ciemnego tunelu i szli przez pola, wzdłuż wyznaczonej ścieżki.

 - Słucham? - zapytał, kompletnie zbity z tropu. Dopiero co rozmawiali o prawdopodobnej trasie, a dziewczyna już zmienia temat.

 - Pytałam, skąd znasz Akemi? W końcu tylko ona potrafiłaby sprawić, że klucz odnajdzie tylko jedna osoba, która najbardziej go potrzebuje. Zawsze była dobra w czarach, nie tylko związanych z ziemią.

 - Ona jest wiedźmą? - słyszał kiedyś o takich. Podobno rodzą się raz na kilka tysięcy lat i mają niewyobrażalną moc, którą każdy pragnie posiąść, dlatego muszą się z nią kryć.

 - Woli określenie "czarownica" bądź "czarodziejka", "wiedźma" ją obraża. I tak w połowie. - odpowiedziała, myśląc nad czymś głębiej. - Chyba jej babka była wiedźmą, ona odziedziczyła tylko kilka mocy, jak wróżenie przyszłości, czy czytanie w myślach i moce dwóch żywiołów, ziemi i ognia.

 - Fajnie. - odpowiedział nie wiedząc, co by tu jeszcze dodać.

 - Tak... To skąd ją znasz?

 - Spotkałem ją, gdy uciekłem. No wiesz, udało mi się wydostać z houkaigo Osamu i musiałem biec przez las i...

 - Chwila. - przerwała mu. - Jak to "uciekłeś Osamu"?

 - No normalnie. Zamknął mnie w izolatce, a ja przy pierwszej okazji się wyślizgnąłem i go tam zamknąłem. I uciekłem do lasu i tam mieszkała Akemi...

 - Ale wiesz, że teraz pewnie całe królestwo cię szuka? Znają twój dokładny wizerunek i wiedzą, jaką mocą dysponujesz, więc pewnie teraz szykują się do walki.

 - Pewnie tak. Nie przeszkadza mi to. Przefarbuję włosy, spróbuję jak najmniej używać mojej mocy - nie znajdą mnie, nie martw się. Zresztą nawet nie wiedzą, gdzie dokładnie się udaliśmy, a jak już odnajdziemy Umi'ego to ruszamy do tej wioski, o której mówiła Akemi. Tam na pewno nie będą mnie szukać. A ty?

 - Co ja? - zapytała głupio.

 - Skąd ją znasz? - uśmiechnął się półgębkiem.

 - Aa... Przyjaźniła się z moją mamą. To było dosyć dawno, jakieś dziesięć lat temu, gdy ją wywieźli wraz z mężem. Niewiele z tego pamiętam, w końcu miałam tylko pięć lat. To ona poprosiła króla, żeby dał mi łagodniejszy wyrok. I trafiłam do Natsu.

 - Ty służyłaś Natsu?! Dlaczego mi nie powiedziałaś?! Wiesz, że ciebie też teraz będą szukać?! Pewnie bibliotekarka powie, że widziała, jak wychodzisz z jednym ze strażników! Będą oskarżać niewinnych ludzi o kradzież niewolnika! Ty wiesz co to znaczy? Przez nas rodziny mogą się rozsypać! Rozdzielimy ojców od dzieci! - usiadł na najbliższym pieńku.

 - Hikaru, uspokój się, muszę ci coś powiedzieć. On mnie nie będzie szukał. - wciąż gadał jak najęty. Siłą woli podniosła kupkę ziemi i sypnęła ją chłopakowi w twarz. Zaczął pluć, wyzywając dziewczynę od "tych złych".

 - O co ci chodzi?! - wrzasnął, gdy wreszcie nie czuł smaku gleby w ustach.

 - Próbuję ci coś przekazać, a ty wciąż swoje. Ciągle tylko gadasz, co my złego zrobiliśmy, a nie pomyślałeś, co takiego oni zrobili? Przecież to oni porywają bezbronne dzieci. Jestem pewna, że żaden z was, Aquersów, na pewno nie posunąłby się do czegoś takiego. Jesteście zbyt honorowi. Tak samo jak my. - powiedziała spokojnie. - A w dodatku Natsu nie będzie mnie szukał.

 - Skąd wiesz?

 - Bo już odkąd pierwszy raz się ze mną spotkał wyraźnie podkreślał, iż najchętniej by mnie zabił, gdyby nie ta wiedźma, która może pomóc im podbić świat. Ale Akemi mi powiedziała, że prędzej umrze, niż im pomoże.

 - Więc czemu się zgodził ciebie przyjąć, skoro aż tak bardzo cię nie chciał? - zastanawiał się na głos.

 - A bo ja wiem? Chyba został do tego zmuszony. Ale teraz już się tym nie martwy. Musimy ruszać, nim będzie ciemno, bo będzie nieprzyjemnie. - powiedziała i pomogła mu wstać.

 - Jak bardzo nieprzyjemnie? - zapytał, gdy w oddali widać było młyny. Byli już niedaleko pierwszej wioski, muszą minąć takie trzy.

 - W nocy przeszukują wszystkie miejsca, w których ktoś mógłby się ukryć, łącznie z wioskami. Musimy się pospieszyć, by jak najszybciej się tam dostać i zmienić jakoś twój wygląd. Twoje włosy rzucają się w oczy.

 - Ej, niebieski to fajny kolor! Nie krytykuj ich! - dla pokazania swojego protestu przygładził swoje włosy i wydął wargi, jak małe dziecko.

 - Nie krytykuję. Mówię tylko, że łatwo je odnaleźć w tłumie.

 - A twoje to co?

 - Moje są w miarę normalnego koloru.

 - Ale są długie, też cię łatwo można rozpoznać.

 - Nie przesadzaj. Czepiasz się niczego.

 - Nie czepiam się niczego. W końcu sama powiedziałaś, że włosy są zawsze najbardziej zauważalne, więc ty też powinnaś zrobić coś ze swoimi.

 - Nie powiedziałam, że włosy są najbardziej zauważalne. Powiedziałam, że twoje rzucają się w oczy.

 - A co to za różnica czy moje czy twoje? Włosy to włosy. Twoje też będziemy farbować.

 - To zasadnicza różnica. Trzymaj się od moich włosów z dala.

 - Zacznę nosić czapki. - powiedział po dłuższej chwili namysłu.

 - OK. I co dalej?

 - A ty przefarbujesz włosy na róż.

 - W życiu!

 - No dawaj! Fajnie ci będzie w różowym!

 - Ani mi się śni! - wysyczała.

 - Farbnę cię tak, że nawet nie zauważysz. - szepnął złowieszczo.

 - Czy ty mi grozisz? - spojrzała na niego.

 - Może tak, może nie. - odpowiedział tajemniczo i uśmiechnął się pod nosem.

 - Mam się śmiać, czy płakać?

 - Najlepiej oba naraz. Jak chcesz, to zaraz ci pomogę.

 - I niby w jaki sposób?

 - A w taki. - chwilę później turlali się po suchej, uschniętej trawie, śmiejąc się donośnie.

 - Prze... przestań już! Wy... wystarczy! Dość! - krzyczała, próbując się wyrwać łaskoczącemu ją Hikaru.

 - Przestanę, jak zgodzisz się na farbowanie włosów. - powiedział, wciąż na niej siedząc.

 - Nigdy! - pisnęła, zatykając sobie usta ręką.

 - Wiesz, że to niezdrowo tak się powstrzymywać? - tym razem zaczął ją łaskotać ze zdwojoną siłą.

 - Okej! Dobra! Zgodzę się, tylko przestań! - wrzasnęła po dłuższej chwili, gdy przegryzła dłoń do krwi.

 - Cieszę się. Naprawdę super ci będzie w różu.

 - Zejdź wreszcie ze mnie, ciężki jesteś. - mruknęła, zrzucając go z siebie. Usiadła i podparła się z tyłu na łokciach, przyglądając się pobliskiej wiosce. - Musimy ruszać, zaraz się ściemni.

 - OK. - powiedział i wstał, wyciągając do niej dłoń. Dosłownie chwilę zajęło im otrzepanie się ze słomy. Potem wędrowali już wzdłuż torów w stronę najbliżej osadzonych domków.

=^^=
Hejeczeg!
Ten rozdział był już gotowy od dłuższego czasu, ale ja ciągle chciałam
coś zmieniać, ale tu znów coś nie wychodził i tak w kółko robiłam je-
den i ten sam rozdział.. :/
Ale jest i też dobra strona tego przedługiego (tak, wiem, że to słowo
nie istnieje XD) czekania, a mianowicie: wiem już jak potoczy się cała
historia do samiuśkiego końca, ale nic nikomu nie zdradzę (prócz Ma-
nami i Tajgi i paru innych osób ;)) ii wymyśliłam już nową historię i jestem
w trakcie szukania postaci. ^-^

Wiem, że mam bardzo mało czytelników, ale postaram się zdobyć Was jak najwięcej, bo to w końcu dla Was piszę (przynajmniej w moim mniemaniu, nie wiem, jak twierdzą inni.. :/)!

xoxo
Sakura

PS Zwariowałam - zaczęłam oglądać yuri, pomocy! :o
PSx2 Za chwilę wstawiam postaci do tego opka. *u*
PSx3 I ten, zrezygnowałam z mieszania języków (no wiecie, japoński z polskim), także ten tego... teraz powinno się łatwiej czytać XD

Brak komentarzy: