2013/10/19

Chapter three

 Hikaru wybiegł z izolatki i w jak najkrótszym czasie udał się do sypialni księcia. Wreszcie pokój, w którym jest okno. Otworzył je i spojrzał w dół. Jakieś czterdzieści metrów, nie tak dużo. Niedaleko znajduje się jeziorko, a zaraz pod oknem las. Rozejrzał się po pomieszczeniu w poszukiwaniu czegoś długiego, co posłużyłoby za linę. Prześcieradła i pościel zostały wyniesione przez służące, a Osamu nie miał w swoim ekwipunku żadnego grubszego sznura. Będzie musiał wymyślić coś innego. Otworzył szerzej okno i wszedł na gzyms. Przesuwał się wzdłuż niego, aż do pierwszego zamurowanego okna. Tam usiadł na futrynie i wziął głęboki oddech. Jeszcze nigdy nie skakał z takiej wysokości, ale raz kozie śmierć. Rozłożył ręce, skupiając całą siłę woli na wodzie, znajdującej się w jeziorku. Wziął głęboki oddech i skoczył, zamykając oczy. Po chwili płynął nad drzewami, z dala od publiczności.

 Gdy dotknął stopami ziemi poczuł się wolny. Może teraz uda mu się uciec? Ale najpierw musi odnaleźć brata. No tak, nie pomyślał o tym wcześniej. Dlaczego on musi najpierw robić, a dopiero potem myśleć? Rozejrzał się wokoło. Wszędzie drzewa, żadnego człowieka, ani zwierzęcia. Dziwne... Zaczął biec w nieznanym kierunku, a jego bose stopy coraz bardziej bolały od stąpania po kamieniach i piasku. Najpierw musi odnaleźć jakieś spokojne miejsce, a dopiero potem zacząć myśleć nad uwolnieniem brata. Ale co potem, gdy już wreszcie go odnajdzie? Może Umi nie będzie chciał odejść? Co jeśli tak mu poprzestawiają w głowie, że będzie się uważał za Kagaista z krwi i kości? Dla niego liczy się tylko dobro jego brata. Od tamtej chwili, gdy odeszła jego matka, zaczął myśleć o innych. Przestał być samolubnym, rozkapryszonym nastolatkiem, który myślał tylko o tym, jak pokonać wroga. Można by powiedzieć, że wreszcie dojrzał.


 W oddali zobaczył zarys drewnianej chatki. Ciekawe, jak daleko już był. Gdy do niej dotarł zajrzał przez okno. Nikogo nie było. Wszedł do środka, przywitany skrzypieniem zawiasów. Chatka miała tylko trzy pokoje: sypialnię, kuchnię i łazienkę. W sypialni było duże, dwuosobowe łóżko, wisząca półka, na której leżały drzeworyty różnych dzikich zwierząt, wielki kominek, mniejsze szafki i szafa, w której znajdowały się zwykłe ubrania, jak i mundury tutejszych żołnierzy. W kuchni były tylko najpotrzebniejsze urządzenia i pożywienie. Natomiast łazienka była małym pomieszczeniem z sedesem, prysznicem i zlewem. Wybrał z szafy najmniejszy mundur, bo właściciel owych mundurów był człowiekiem rosłym, a on sam miał zaledwie metr osiemdziesiąt wzrostu, potem poszedł do kuchni i zjadł kilka kromek chleba, popijając wodą. Rozmyślał nad strategią, która pomogłaby mu uciec z tego miejsca i odnaleźć brata. Po chwili usłyszał skrzyp zawiasów, a do środka zawiał lekki wiatr, Hikaru szybko podbiegł do okna i gdy już miał przez nie wyskoczyć...


 - Ty jesteś nowym niewolnikiem księcia Osamu, prawda? - odwrócił się i napotkał spojrzenie pięknych, czekoladowych oczu, przepełnionych smutkiem i nadzieją. Nie wiedział, czemu to zrobił, ale wzrok staruszki skutecznie uniemożliwił mu ucieczkę. Zszedł z parapetu i zamknął okno, odwracając się do kobiety. - Mogę ci pomóc.


 - Jak? - chciał zapytać, ale w jego gardle nagle pojawiła się wielka gula.


 - Dam ci mapę. - powiedziała i podniosła mały, drewniany stołek. Pociągnęła za rączkę z boku i wyjęła z szufladki kapcie, a potem sięgnęła ręką w głąb stołka i wyjęła mapę królestwa, na której zaznaczone były tajemne przejścia i miejsca, gdzie trzymano niewolników. - Mój mąż wyrysował na niej wszystkie trasy, łącznie z tymi ukrytymi, o których istnieniu nie wie nawet przywódca. - podała ją Hikaru. Rozwinął mapę, wcześniej zgniecioną na cztery części i przyjrzał jej się dokładnie.


 - Dlaczego pani mi pomaga? - zapytał, gdy przewertował już całą mapę.


 - Bo nie pozwolę, by kolejny dobry człowiek zginął z rąk tych potworów. - odpowiedziała i uśmiechnęła się smutno. - Masz na sobie mundur Daichi'ego. Tak bardzo go przypominasz.


 - J-ja... nie wiem, co powiedzieć. Jeśli pani chce, to mogę go zdjąć, przepraszam. - zaczął się jąkać.


 - Nie musisz. Powinieneś go nosić, inaczej cię złapią.


 - Dziękuję pani za mapę... i-i za wszystko. - ukłonił się.


 - Jeśli chcesz się wydostać z królestwa musisz iść w stronę zachodniej wierzy, a stamtąd wzdłuż rzeki prosto do małego obozu plemienia ziemi. Przyjmą cię, jeśli dasz im to. - położyła mu na dłoni wisior ze znakiem Terrarsów.


 - Kiedy... widzi pani... ja muszę najpierw odnaleźć brata. Trzymają go gdzieś tutaj. Bez niego nie mogę odejść.


 - Powinien być w tej szkole, mieszczącej się w bazie wojskowej. - wskazała na mapie szkołę dla "nietutejszych". - Przy houkaigo księcia Osamu nie ma żadnych tuneli, ale mogę ci powiedzieć, gdzie znajduje się wejście do najbliższego. - Hikaru ochoczo pokiwał głową. - Na samym końcu biblioteki Ookami. Musisz tylko odnaleźć odpowiednią książkę, należącą do mego plemienia, w niej będzie klucz. Najniższa półka ostatniego regału będzie powyklejana tapetą, a cały regał przygwożdżony do ściany. Musisz zedrzeć tapetę i znaleźć kłódkę. Dalej będziesz umiał sobie poradzić.


 - Dziękuję pani, bez pani bym sobie nie poradził.


 - Nie ma za co, chłopcze. Mam tylko jedną prośbę.


 - Tak?


 - Jeśli odnajdziesz mojego syna, Satori'ego Meyino, to pozdrów go ode mnie. I powiedz, że może wrócić w każdej chwili, bo już mu wybaczyłam.



*

 Wielka biblioteka, pełna przeróżnych ksiąg i ozdób o zwierzęcych twarzach, jest jak największy koszmar. Wszędzie, gdzie nie spojrzysz: wilki. Tyle że te wilki to nie jest nic strasznego. Bardziej przerażająca jest ta wszechobecna ponura atmosfera. Zakurzone księgi, piętrzące się na półkach, smętni czytelnicy, uciszający wszystko co się rusza i ta wstrętna, pomarszczona bibliotekarka, patrząca z ukosa na błoto niesione w ciężkich, wojskowych butach.

 Hikaru jak najciszej się dało ruszył na zaplecze biblioteki, starając się nie brudzić, co nie było takie łatwe z tą ilością ziemi na podeszwach. Tak jak mówiła Akemi, ostatni regał był przygwożdżony do ściany. Hikaru zbliżył się do niego i przyjrzał się dokładnie każdej półce. Kilka książek było tak zakurzonych, że rozszyfrowanie tytułu było wręcz niemożliwe, inne miały stare, pożółkłe strony, odpadające od okładki, z zagiętymi rogami, jeszcze inne były w zupełnie innym, nieznanym mu dotąd języku. Ale wszystkie miały wspólną cechę: wyryte lub wyrysowane znaki Kagaistów. Niestety będzie musiał zapytać bibliotekarki, gdzie jest jakaś księga Terrarsów.


 - Przepraszam panią, czy jest tu może jakaś książka należąca do plemienia ziemi? - zapytał przymilnym tonem, a bibliotekarka spojrzała na niego dziwnie. Być może był za miły? Może strażnicy z tego królestwa traktują innych, niżej postawionych ludzi jak śmieci?


 - Nie wydaje mi się, byśmy mieli tu jakaś książkę należącą do Terrarsów. - odpowiedziała skrzekliwym głosem.


 - Pan szuka książki plemienia ziemi? - zapytał jakiś śpiewny, dziewczęcy głos z końca sali. Hikaru powoli odwrócił się w stronę jego źródła. Na krześle, przed małym, zarysowanym stolikiem siedziała przeraźliwie chuda dziewczyna. Miała blond włosy i szmaragdowe oczy, a na nosie okulary w cienkich oprawkach. Nie wyglądała na jedną z nich. Chłopak wolno pokiwał głową. - Ja ją mam.


 Dziewczyna wstała i wolnym krokiem podeszła do Hikaru. Była niska, a jej włosy sięgały kolan. Niosła w ręce grubą księgę w brązowo-szarej okładce. Wyciągnęła rękę z księgą w dłoni, ukazując rany na przedramieniu i nadgarstku. Gdy zauważyła, co chłopak ogląda, wcisnęła mu książkę w dłoń i schowała rękę, jednak Hikaru ją powstrzymał i złapał mało delikatnie za jej łokieć.


 - Niech mnie pan puści! - pisnęła, a w jej oczach zebrały się łzy.


 - Sama to sobie zrobiłaś? - zapytał, a dziewczyna szybko pokiwała głową i zaczęła szarpać ręką. Puścił ją i odszedł, zostawiając skołowaną.


 - Niech pan zaczeka! - krzyknęła i podbiegła do niego.


 - Co? - sapnął i zatrzymał się. Ma ważniejsze sprawy na głowie, niż jakaś tam rozhisteryzowana, samo okaleczająca się dziewczyna.


 - To jest książka mojej rodziny, odda mi ją pan? Nie mogę jej stracić. - powiedziała błagalnym tonem.


 - Może oddam, może nie oddam. - odpowiedział i znów się odwrócił, idąc w stronę zaplecza.


 - To w takim razie poczekam, aż ją pan przeczyta.


 - No i tu mamy problem. Nie zamierzam czytać jej na miejscu.


 - A kiedy tu pan wróci?


 - Możliwe, że już tu nigdy nie wrócę.


 - To gdzie pan często przebywa? - nad tym pytaniem musiał się dłużej zastanowić, ale w końcu odpowiedział:


 - Za niedługo wyjeżdżam, już nigdy tu nie wrócę.


 - Jedzie pan do wioski plemienia ziemi? Pan też jest jednym z nas?


 - Tak, jadę do wioski Terrarsów i nie, nie jestem jednym z was. Nie wiem, do czego zmierza ta rozmowa. Kim ty w ogóle jesteś?


 - Miku Shinji. - ukłoniła się.


 - No dobrze, Miku, wiem, że nie jesteś jeszcze przystosowana do życia jako Kagaist, ale nie mam upoważnień do tego, by kogokolwiek stąd wyemigrować. Przykro mi. - powiedział i odszedł w stronę ostatniego regału. Nagle stanął i odwrócił się. - Zapomniałem, łap. - otworzył książkę i wyjął z niej klucz, chowając go szybko zanim dziewczyna mogła cokolwiek zobaczyć. Rzucił księgę w stronę Miku, która złapała ją w jedną rękę.


 - No ale proszę. Nie mógłby pan nagiąć zasad dla mnie?


 - Nie znam cię, dlaczego miałbym ci pomagać?


 - Nie wiem, naprawdę nie wiem. Jestem tylko prostą dziewczyną, którą siłą wciągnięto w wir wojny i odebrano od rodziny. Nie mam tu nikogo, dla kogo warto żyć, dlatego ciągle przesiaduję w tej bibliotece i odchodzę od rzeczywistości, czytając. Nie potrafię się tu odnaleźć, ale obiecałam być posłuszną, by mnie nie zamknęli. Mój pan zaraz wróci i znów będzie mnie katował, dlatego proszę: niech mnie pan stąd uwolni.


 - Przepram, ale to nie jest czas i miejsce na takie rozmowy. Jestem zajęty i szczerze mówiąc mam w głębokim poważaniu to, jak cię twój pan traktuje. Jesteś teraz jego i nie masz prawa decydować nad swoim losem, dla ciebie nie ma już ratunku. - oczy dziewczyny wyrażały teraz głęboki smutek. Zabolały ją jego słowa i to nawet bardzo, a jego zaczęły zżerać wyrzuty sumienia. Przecież on też myślał, że dla niego nie ma nadziei, ale miał na tyle szczęścia, że odnalazł osobę zdolną mu pomóc, więc dlaczego on nie chce teraz pomóc jej? - Chodź.


 Warknął i złapał ją za łokieć, ciągnąc w stronę ostatniego regału. Zdjął z najniższej półki wszystkie książki i zaczął zrywać ze ścianki tapetę.


 - Co pan...?


 - Cii. - szepnął. Odwrócił głowę w jej stronę i zdjął czapkę. - Jestem Hikaru.


 Dziewczyna zatkała usta dłońmi, by nie wydać z siebie żadnego dźwięku i patrzyła szeroko otwartymi oczyma, jak chłopak zrywa resztę tapety i wyjmuje z wnętrza ściany kłódkę, do której następnie wkłada klucz. Usłyszęli ciche kliknięcie i kłódka otworzyła się, odsłaniając małe drzwiczki w ściance. Chłopak pociągnął za nie i ich oczom ukazała się średniej wielkości, kwadratowa dziura.


 - Dziewczyny przodem. - powiedział, wstając i wskazał jej ręką przejście. Miku - wciąż wystraszona - potrząsnęła przecząco głową i cofnęła się o kilka kroków. - Nie to nie, ale jeśli twój pan tu przyjdzie, to ja cię nie będę siłą wyszarpywał.


 To podziałało na nią jak kubeł zimnej wody, szybko podeszła do dziury i chwilę później zniknęła w czeluściach czarnej głębi. Chłopak poszedł w jej ślady i w jak najkrótszym czasie wszedł do dziury tyłem, by potem sięgnąć po kilka pierwszych lepszych książek i zakryć nimi przejście od zewnątrz, a jedną od środka. Wstał i otrzepał się z kurzu, a potem na ślepo począł szukać Miku.


 - Jesteś tu wciąż? - zapytał.


 - Tak, jestem. Nie możesz rozpalić ognia?


 - Chciałbym, niestety nie jestem Kagaistem. Pochodzę z plemienia wody. - chwilę potem poczuł jak chude, kościste ręce opatulają się wokół jego bioder. - C-co ty robisz?


 - Musiałam cię jakoś znaleźć w tych ciemnościach, zanim moje oczy się do nich przyzwyczają. - powiedziała i puściła go, przesuwając się bliżej ściany. - Chodź, musimy iść, zanim na dworze naprawdę będzie ciemno.


 - Tak, chyba masz rację. - również przysunął się do ściany i zaczął iść wzdłuż niej, słysząc stopy Miku stąpającej po mokrej, zaschniętej ziemi.


 - To jak się tu znalazłeś?


 - Napadli na moją wioskę i zabili rodziców, a potem przywieźli tu wraz z bratem i zamknęli go w szkole, a mnie oddali Osamu.


 - Ah tak, to ty jesteś ten nowy. Całe królestwo już wie, jak książę Osamu kłócił się o ciebie z księciem Natsu. - cicho zachichotała.


 - Tak, to teraz sensacja, prawda? Nie macie o czym plotkować, tylko nabijać się z tego jak jakiś głupi, naiwny niewolnik spodobał się wielkiemu księciu. - powiedział z przekąsem.


 - Kiedy my nie śmiejemy się z ciebie tylko z księcia. Pierwszy raz tak się zachował, a jestem tu już na tyle długo, by wiedzieć takie rzeczy.


 - To ile już tu jesteś?


 - Jakieś kilka miesięcy, nie dłużej. A co z tym twoim bratem?


 - No właśnie po niego teraz idę. A jak jest u ciebie? Miałaś jakieś rodzeństwo?


 - Nie, byliśmy tylko ja, mama i tata.


 - I wszystkich ci zamordowali?


 - Nie, oni zdążyli uciec do sąsiadującej wioski, na pierwszy ogień zabierali dzieci, więc większość dorosłych zdołała uciec.


 - I nie próbowali was uwolnić?


 - To nie jest takie łatwe. Przy każdym wejściu do królestwa stoją strażnicy i dokładnie wszystkich sprawdzają. Widziałam, gdy mnie przewozili.


 - Czyli nie będzie tak łatwo się stąd wydostać. - westchnął.



 - Nie, raczej nie.

=^^=
Ohayo!
Postanowiłam, iż zmienię całkowitą koncepcję.
Będzie to tylko przygodówka z malutkim
wątkiem romantycznym na koniec lub wcześniej xd
Zapraszam do komentowania.
xoxo
Sakura
PS Przepraszam jeśli w końcówce pojawiły się błędy, ale pisałam to na telefonie, więc no... xD

2 komentarze:

Mio pisze...

Ciekawie się zapowiada, ale uduszę Cię jak mi tu nie zrobisz żadnej romantycznej historii XD No, ale zrobisz tak jak będziesz uważać. Byleby Ci sie lepiej pisało ^ ^
Weny <3

Nessa Daere pisze...

Postaram się wymyślić coś z wątkiem romantycznym, jakąś anegdotkę czy coś w tym stylu, bo wiesz: kara śmierci jest trochę za ostra, no ale postaram się wpaść w gusta każdego czytelnika, a skoro Ty chcesz coś z romantyzmu, to ja, jako - taki podlizujący się wszystkiemu i wszystkim - autor muszę się przypodobać xD