2013/10/12

Chapter two

 - Nie przejmuj się słowami mego ojca, on ma odrobinę spaczone poczucie humoru... Ja nie zabijam moich niewolników, po prostu ich oddaję, jeśli mi się znudzą. - powiedział Osamu, przywiązując Hikaru do jakiejś dziwnie wyglądającej maszyny. - Dlatego jeśli chcesz mnie uszczęśliwić - radzę ci być grzecznym chłopcem i słuchać moich rozkazów. - szepnął mu do ucha, przekręcając do pozycji siedzącej i samemu siadając na wiklinowym, bujanym krześle przed maszyną. - No, to teraz sobie porozmawiamy. - wyjął szmatkę, którą Hikaru miał wetkniętą do buzi i przywiązaną za głową, by nie mógł jej wypluć. - To jak na ciebie mówią?

 Odpowiedziała mu głucha cisza i chłodne spojrzenie jego ofiary.


 - Nie chcemy odpowiadać, co? Sam się prosiłeś. - Osamu wstał i złapał za pokrętło z boku maszyny, przekręcił je, a maszyna zaczęła wykrzywiać się pod dziwnymi kątami, wydłużając i łamiąc ręce i nogi Hikaru. Ten syknął z bólu, gdy młody książę zaczął kręcić w drugą stronę. Jego ciało zaczęło się z powrotem nastawiać, a maszyna wróciła do poprzedniej pozycji. - To teraz mi odpowiesz?


 - Mizu. - szepnął Hikaru, wciąż odczuwając ból po torturach. Tak właściwie to wcale go nie bolało, gdy Osamu przekręcał pokrętło, on był szkolony do takich rzeczy, najbardziej bolało, gdy wszystko się z powrotem nastawiało. Jego ciało poprzez magiczne moce wody samo się regenerowało, ale bardziej boleśnie, niż u dorosłego Aquersa. A ze zwiększoną mocą maszyny ból był nie do zniesienia, jednak powstrzymał się od krzyku.


 - Widzisz, jaki potrafisz być posłuszny? Tylko mów następnym razem trochę głośniej. To co, chcesz może się wykąpać? Jesteś cały brudny. - Hikaru spojrzał na niego spod byka. Nie będzie prosił o łaskę wroga. Co to, to nie. - Zgrywamy twardziela? Nie jest mi potrzebny jakiś tam brudny niewolnik. Nie ruszaj się stąd. - Osamu wstał i z paskudnym grymasem, który miał być chyba uśmiechem, ruszył w stronę drugiego pokoju. - Yumi!


 Chwilę później stała przy nim piękna, czarnowłosa dziewczyna o zielonych, ciepłych oczach, patrzących ze smutkiem wprost na Hikaru. Co chwila kiwała głową, nie spuszczając z oczu biednego niewolnika i jednocześnie słuchając młodego księcia. Gdy Osamu wreszcie skończył swój monolog Yumi podbiegła do Hikaru i odwiązała go, pomagając wstać z ziemi i wyszła z pomieszczenia, nie zaszczycając księcia nawet krótkim spojrzeniem.


 - Jestem Yumi. - przedstawiła się, gdy wyszli z pokoju księcia.


 - A ja Hikaru - odpowiedział i próbował w jak najdelikatniejszy sposób odkleić ręce dziewczyny od swoich barków. - Nie musisz mi pomagać, wszystko w porządku.


 - Skoro tak mówisz. - powiedziała dziewczyna i opuściła ręce, wciąż kierując się w tylko sobie znanym kierunku.


 - Gdzie tak właściwie idziemy? - zapytał, gdy schodzili na niższe piętro, którego wszystkie okna były zamurowane, lub zabite deskami.


 - Do łazienek, Osamu kazał.  - odpowiedziała i wprowadziła go do białego pomieszczenia, w którym była wielka wanna w podłodze. Wyglądała trochę jak mały basen, brakowało tylko ślizgawek. - Rozbierz się, a ja przyniosę czyste ubrania.


 Dziewczyna wyszła, a chłopak zaczął się zastanawiać, czy jest tu gdzieś jakaś szparka, przez którą mógłby uciec. Nim zdążył cokolwiek wymyślić do łazienki weszła Yumi niosąca kosz z czystymi ubraniami.


 - Jeszcze się nie rozebrałeś? - zapytała i odłożyła kosz na podłogę. - Mam nadzieję, że nie planujesz żadnej ucieczki. Osamu by się wściekł. W dodatku stąd nie ma ucieczki, też wiele razy próbowałam, ale w końcu się poddałam. Jeśli będziesz się zachowywał porządnie to myślę, że zostawi cię dłużej. Dobrze będą cię odżywiać i dawać nowe ubrania, będziesz musiał tylko ich słuchać. - skierowała się do drzwi. - Wybierz sobie z tego kosza co będziesz chciał później nosić. To ubrania, których Osamu już nie chciał. Aha i radzę ci nie używać swojej magii przeciwko nim, bo może się to dla ciebie źle skończyć.


 Gdy Yumi wyszła Hikaru westchnął i zaczął się powoli rozbierać. Dlaczego ma nie używać swoich mocy? Przecież jeśli ich pokona - ucieknie. Dlaczego dziewczyna mu tego zabrania i kim ona w ogóle jest? Wydawała mu się skądś znajoma. Wszedł do wanny i położył na wodzie, przepływając przez cały basenik. Nagle ze wszystkich stron zaczęły lecieć bąbelki. Nie przejął się tym, tylko usiadł na stopniu przy brzegu i oparł głowę o krawędź wanny. Tak się oddał relaksowi, że nie usłyszał cichego skrzypu drzwi i kroków kogoś obcego. Ocknął się dopiero wtedy, gdy obcy ktoś usiadł mu na kolanach. Przymrużył jedno oko.


 - Nie myślałeś chyba, że pozwolę ci się samemu relaksować? - zapytał Osamu, szczypiąc jego policzki. - Wyglądasz tak słodko, gdy się rumienisz.


 Oplótł jego szyję ramionami i zaczął skradać z jego ust nieśmiałe pocałunki, które wciąż nie zostawały odwzajemnione. Jego blond włosy opadały beztrosko na czoło, a błękitne oczy przymrużone przez rozkosz miały w sobie ten dziki blask, który tak bardzo hipnotyzował Hikaru za każdym razem, gdy w nie patrzył.


 - Co jest? - zapytał Osamu, przerywając pocałunek. Jakby go to w ogóle obchodziło.


 - Nie będę ci służył. - powiedział Hikaru, odwracając wzrok.


 - Nie muszę mieć twojej zgody, ale tym razem ci odpuszczę. - szepnął blondyn, przygryzając jego ucho i wstając. Wyszedł z wanny i oplótł ręcznik wokół swoich bioder, a następnie bez słowa pożegnania wyszedł. Hikaru bił się z myślami. Dlaczego te oczy były takie wciągające? To na pewno przez to, że tak długo był sam i ciągle walczył. A w dodatku on woli dziewczyny! To pewnie tylko oczy. Tak, na sto procent tylko oczy. Wyszedł z wanny, jakoś tak odechciało mu się kąpieli. Wytarł się staranie ręcznikiem i wybrał pierwszy lepszy komplet ubrań, znajdujący się w koszu. Nigdzie nie ma Yumi, a skoro książę poszedł na górę, to chyba nie zaszkodzi spróbować. Odnalazł w koszu jakąś bluzę. Założył kaptur i wyszedł, a potem skierował wzdłuż korytarza. Co jakiś czas przechodził obok strażników, którzy mylili go z Osamu. Witał się z nimi krótkim skinieniem głowy. Był już przy schodach, gdy...


 - HIKARU! - rozzłoszczony głos Osamu, biegnącego do niego korytarzem nie był wcale pomocny. Chłopak miał dwa wyjścia: zostać tu i stać się dziwką księcia, lub spróbować uciec i wydostać się z tego chorego królestwa. Wybrał opcję drugą, lecz nim zdążył chociażby wejść na pierwszy stopień silne ramiona strażników złapały go i oddały młodemu księciu.


 - Przepraszamy, Osamu-sana, on się przebrał. Nie zauważyliśmy... - zaczął jeden ze strażników, kłaniając się.


 - Nic się nie stało. To nie wasza wina. Po prostu następnym razem się upewniajcie, że to na sto procent ja. - powiedział książę i złapał Hikaru za nadgarstek ciągnąc w stronę innych schodów. Był tak wściekły, że nie usłyszał słów przeprosin od Yumi. Zresztą, dziewczyna wcale nie musiała go przepraszać. To już chyba czwarty rok, gdy siedzi uwięziona wśród Kagaistów i żadnego słowa protestu. Dobrze wie, że została wybrana przez księcia, dlatego stara się być mu jak najbardziej posłuszna. Osamu wrzucił swojego niewolnika do pomieszczenia bez okien i sam wyszedł, uprzednio zamykając drzwi na klucz. Od środka nie ma klamki, więc Hikaru nie ucieknie, nie potrafi rozbijać ścian, póki w pobliżu nie ma krystalicznie czystej wody z górskich źródeł, a w tamtym pomieszczeniu nie ma nawet jedzenia. Zszedł z powrotem na dół i usiadł na ławce przed budynkiem, obserwując pracę niewolników. Tyle dzieci w niewoli, tyle skrzywdzonych dusz. On nigdy nie chciał być jak jego ojciec: bezlitosny i mściwy. Ale przy Hikaru nie potrafi się kontrolować, już odkąd pierwszy raz zobaczył tego chłopaka włączył się w jego mózgu tryb władcy. On po prostu chciał nim rządzić i pomiatać, i nie obchodziło go to, czy skrzywdzi biednego niewolnika, czy też nie. Po prostu chciał... on chciał... no właśnie, czego on chciał? Przecież znał go dopiero od jakichś dwóch godzin, a już znienawidził. Zresztą z wzajemnością... ale czy na pewno? Czytał jego myśli. Wiedział, że jego oczy go "hipnotyzują", ale co to tak naprawdę znaczy? Nawet w swojej głowie nie mógł określić, co dokładnie czuje do księcia. Czy to na pewno była nienawiść? Cóż, gdy Hikaru wreszcie zrozumie swój błąd i łaskawie przeprosi będzie musiał go o to zapytać.


 - Przeziębisz się, Osamu. - powiedziała Yumi, dosiadając się do niego i przykrywając kocem. - Coś się stało z Hikaru? Nie pasuje ci niewolnik? Przecież tak się kłóciłeś, że chcesz jego.


 - Nie dobijaj mnie, Yumi. Nie jestem w nastroju na takie żarty. - powiedział i przytulił dziewczynę do siebie, przykrywając kocem.


 - No to może chociaż powiedz, dlaczego tak bardzo się wściekłeś? Zazwyczaj gdy jakiś sługa chciał ci zbiec ty go po prostu oddawałeś, nigdy nie zamykałeś w tej izolatce.


 - To był impuls. To wszystko. - odpowiedział zamyślony.


 - Tak, jasne, a innych oddawałeś również przez impuls?


 - To nie tak. Po prostu ja... ja nie chciałem, żeby uciekał... no i go zamknąłem... tak jakoś...


 - Czujesz coś do niego?


 - Przecież ja go nawet nie znam.


 - Ale chcesz poznać. - bardzie stwierdziła niż zapytała.


 - Nie bądź śmieszna, Yumi. Po prostu zazwyczaj oddawałem innych niewolników po pierwszym dniu, a ojciec sam mi powiedział, żebym tego miał chociaż tydzień. Nie mogę go zawieźć.


 - Myślałam, że nie obchodzi cię zdanie twojego ojca.


 - Bo tak było, ale... oh! Są sprawy, których taki zwykły człowiek jak ty nie rozumie! - wstał i odwrócił się na pięcie, kierując w stronę obozu karnego, do którego wysyłano nieposłusznych, bądź niepotrzebnych więźniów. Przyglądał im się przez kraty. Niektórych znał, lecz większości nie miał okazji poznać i chyba nigdy mu się to nie uda. Wszyscy byli wychudzeni i bladzi. Sterczały im kości i widać było ich żyły. Wyglądali jak żywe trupy. Ale kto by się dziwił po tak małych posiłkach, które dawano tylko trzy razy dziennie i po tym, że ciągle siedzieli w tym zapyziałym więzieniu, głęboko pod ziemią? Wyprowadzano ich na zewnątrz raz na miesiąc, by nie zapominali, co stracili, gdy podjęli decyzje o odrzuceniu wszelkich nauk związanych ze sztuką ognia. Każdy ma prawo wyboru, jednak ci, którzy żyją w obozie karnym wybrali już, jak będzie wyglądać ich przyszłość i nie mają prawa jej zmieniać, bo nigdy się stamtąd nie uwolnią.


 - Przepraszam, Osamu, nie potrzebnie się wtrąciłam. - powiedziała pokornie Yumi. Dopiero teraz zauważył, że przyszła i stoi za nim.


 - W porządku. Już wszystko jest w porządku. - przytulił się do niej. Nie wytrzymał bez niej nawet tych piętnastu minut. To żałosne.


 - Pójdź z nim porozmawiać, proszę cię. - szepnęła cicho, ledwo niedosłyszalnie. Nie chciała znowu go rozgniewać.


 - Pójdę, ale zaraz.


 - Idź teraz. Proszę.


 - No dobrze, ale potem na ciebie spadnie wina za kolejną kłótnię. - odsunął się od niej i ruszył w kierunku swojego houkaigo*. Minął strażników i stanął przed izolatką. Wziął głęboki oddech i zapukał. Nie będzie niegrzeczny. Usłyszał ciche "prosz" i wszedł. Już przy wejściu poraził go blask bijący ze wszystkich stron. Najwyraźniej Hikaru postanowił skorzystać ze świec, które miały być tylko ładną ozdobą pomieszczenia, a nie odstraszaczem gości. Zasłonił sobie oczy rękami. - Hikaru, zgaś to, nic nie widzę.


 - To chyba lepiej, nie uważasz? - usłyszał kliknięcie zamka i cichy tupot. Blask wciąż go raził, więc nie mógł zobaczyć, czy chłopak uciekł, czy po prostu sobie z niego żartuje. Nawet gdyby próbował uciec to nic by to nie dało, bo strażnicy rozpoznaliby go. Machnął rękoma, a świece zgasły. Był sam. Hikaru uciekł. Zaraz go złapią i wsadzą do obozu karnego za nieposłuszeństwo, bo nie będą mogli znaleźć jego. To się wpakował.



=^^=

Ohayo!
Rozdział jest jaki jest, ale mam wielką nadzieję, że jednak w minimalnym stopniu się komukolwiek spodobał. Chciałabym wiedzieć, że mam kogoś, kogo naprawdę interesuje ta opowieść i nie czyta tego z grzeczności, bo nie lubię pisać "do szuflady" (cokolwiek to znaczy xD).
Przepraszam za to, że nie wyszła mi ta scena w łazience, ale nie potrafię pisać scen erotycznych, dlatego musiałam tę część skrócić i usunąć zboczone fragmenty z mojej pamięci, zostawiając tylko te łagodniejsze.
Mam nawał prac domowych i kupę nauki, dlatego przepraszam za to, że nie dodaję rozdziałów co dwa czy trzy dni, ale aż co tydzień (możliwe, że zacznę co dwa tygodnie), oraz stokrotnie przepraszam za wszelakie błędy pojawiające się w opowiadaniu. Jak czytam na blogu to dopiero je zauważam i potem ich nie znajduję i muszę zostawiać takie brzydkie, niesprawdzone rozdziały, w których jest masa błędów. ;d A w dodatku: nikt nie chciał mi polecić jakiejś porządnej bety, więc muszę sama wszystko poprawiać i edytować, a ja się na tym kompletnie nie znam xd

xoxo
Sakura

PS jeśli mój blog Cię zainteresował to go komuś poleć. Znajomemu, sąsiadce, komukolwiek, byleby miał czas to czytać. :3 Arigato.

*houkaigo - dom, w którym ma się zapewnioną ochronę i jest się bezpiecznym.

1 komentarz:

Mio pisze...

o boziu, zakochałam się <3 Hikaru jest typem, który najbardziej lubię XD juz nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału.
Weny :3