Są z dala od obozów, nic jej już nie grozi. Bosymi stopami dotyka zimnej wody i mokrego piasku z dna. Kładzie ją na wodzie. Patrzy, jak fale okrywają jej martwe ciało i niosą ku głębinom, by tam mogła spocząć w spokoju. Słyszy krzyki, a morskie fale odbijają blask ognia, który zbliża się wraz z nimi. Czuje żar bijący z płomieni, które go otaczają. Słyszy płacz dzieci. Pewnie zabierają je do swoich obozów, by uczyły się jako dzieci ognia i na zawsze zapomniały o swoim pokrewieństwie. Zaraz będzie po wszystkim. Chce mu się płakać. Chce klęczeć i szlochać, prosząc o pomoc pierwszych wodzów. Ale tego nie robi. Jego duma mu na to nie pozwala. W końcu urodził się Aquersem, nie pozwoli, by jacyś tam Kagaiści go wyśmiewali. Nie pozwoli im na to. Nie da im tej chorej satysfakcji. Nawet jeśli teraz go zabiorą i siłą zmuszą do obietnic - on będzie milczał. Wolałby umrzeć niż stać się jednym z nich. Przecież nie ma już nikogo, dla kogo warto żyć. Ojca zabito na polowaniu, gdy wyruszył poza tereny obozowiska. Matce odebrano duszę, gdy swym ciałem próbowała go ochronić. A Umi? Umi'ego już nie ma, gdyż zapewne spalili go żywcem, jak inne dzieci przywódców. A teraz spalą i jego, za własną dumę i hardość...
- Przyznam, że uważałem cię z początku za zwykłego gnojka, który przecenia swoją wartość, ale teraz myślę, że lepiej cię zostawić. - tubalny głos przywódcy Kagaistów wyrwał go z własnych wspomnień, które siłą zostały sprawdzone. - Nie masz już nikogo komu na tobie zależy i na kim mogłoby zależeć tobie. No chyba, że twój brat, ale on teraz przebywa w miejscu, gdzie go trochę przytemperujemy, by nie był już takim pyskatym szczawiem jak ty...
- Nie...! - wyrwało mu się, a jeden ze strażników przytkał mu usta jakąś starą, zabrudzoną szmatą.
- Nie przerywaj mi! - warknął przywódca. - Będziesz patrzył jak twoi sprzymierzeńcy cierpią i stają się jednymi z nas, nic nie będziesz mógł z tym zrobić. Będziesz mógł tylko patrzeć, nawet słowem się nie odezwiesz. Skoro nie chcesz do nas dołączyć i złożyć świętych obietnic, nic innego mi nie pozostaje jak odebrać ci zdolność mowy i oddać w ręce jednego z mych dzieci.
Hikaru zaczął się szarpać, przez co strażnicy musieli mocniej związać jego dłonie. On jako niewolnik wroga? Przecież to niedorzeczne! Nigdy się na to nie zgodzi!
- Nie muszę mieć twojej zgody, by cię oddać w niewolę. - głos przywódcy był tak spokojny, a zarazem tak przepełniony nienawiścią, że Hikaru aż ciarki przeszły. - Straż, zawołajcie moje dzieci!
Dwójka strażników stojąca najbliżej drzwi wyszła, by chwilę później wrócić z ośmiorgiem dzieci, które z dziwnym błyskiem w oczach patrzyły na przybysza i ominęły go szerokim łukiem, by chwilę później stać przy swoim ojcu, wielkiemu przywódcy jednego z legionów Kagaistów, Itachi'm Kageyami'm.
- Aki, Yuhi, Kasai, Hoshi, czy któraś z was chce to sobie wziąć? - zapytał swych córek, które stanęły po jego prawej stronie. Trzy spojrzały krytycznie na chłopaka, który teraz cały w smole i ze szmatą wetkniętą w usta nie wyglądał tak dobrze, jak zazwyczaj, natomiast jedna z córek podeszła do ojca i szepnęła mu coś na ucho. - Straże, Yuhi mówi, że odprowadziliście ją do niewolników i zechciała jednego wziąć, czy to prawda?
- T-tak... - jeden ze strażników wystąpił do przodu. - ...b-bo księżniczka Yuhi sama chciała tam iść... i powiedziała, że nas zwolnisz, dlatego ją posłuchaliśmy, Tennō hekai.
- Ah tak... W takim razie przyprowadźcie go tu. Chcę wiedzieć, kto wpadł mojej córce w oko. - reszta córek zachichotała, a bracia spojrzeli po sobie zdziwieni. Ten ze strażników, który przed chwilą przemawiał wyszedł i wrócił z przystojnym brunetem w wieku Hikaru, też był Aquersem, uczyli się razem i dorastali. Strażnik złapał chłopaka za związane nadgarstki i kazał mu uklęknąć. - Zdejmij mu te szmatkę. Powiedz, chłopcze, jak ci na imię?
- Rin, Rin Fuschida. - szepnął chłopak, zaciskając powieki.
- A więc, Rin, mam nadzieję, że moja córka nie popełniła błędu wybierając ciebie na swego niewolnika. - Rin od otworzył szeroko oczy i spojrzał oszołomiony na przywódcę, a potem na jego córkę. - Jesteście młodzi, szaleni, ale nie róbcie głupstw. I ostrzegam cię: jeśli skrzywdzisz moją córkę, czeka cię kara najgorsza ze wszystkich możliwych, więc radzę ci być jej posłusznym.
Chłopak kiwnął głową i dopiero teraz spojrzał na Hikaru, który przyglądał mu się w zamyśleniu.
- Hikaru, co ty tu robisz?! - zapytał Rin, drugi raz zaskoczony, jak i oszołomiony.
- Czy wy się znacie? - zapytał Itachi.
- Tak... My się przyjaźnimy. - odpowiedział Rin, a Hikaru powoli pokiwał głową, wciąż patrząc w zamyśleniu na przyjaciela.
- No dobrze, nieważne. Straże, zabierzcie Yuhi i jej niewolnika do jej prywatnych pokoi. - gdy polecenie zostało wykonane, zapytał reszty swych córek: - Czyli żadna z was tego nie chce?
Gdy te ze wstrętem pokręciły głowami, machnął ręką, a strażnicy odprowadzili je do wyjścia.
- Haru, Natsu, Fuyu, Osamu, a czy któryś z was to chce? - zapytał swych synów, znudzony już, przywódca. Dwaj z nich, wyglądający na najmłodszych, pokręcili głowami i wyszli z pomieszczenia. - Natsu, Osamu, czy chcecie o to walczyć?
- Po co walczyć, ojcze? Wystarczy, że znajdziesz mi jakiegoś innego, mnie to bez różnicy. - powiedział ten niższy.
- A mi właśnie nie jest bez różnicy. Ja chcę konkretnie tego! - powiedział drugi i tupnął nogą.
- Wiesz, że zachowujesz się jak dziecko?
- I co z tego? Ja go chcę! Nie zabierzesz mi go!
- Aż tak bardzo ci się spodobał? Przestań. Przecież wiem, jaki jesteś. Znudzi ci się i będziesz chciał innego, a ja potrzebuję takiego na stałe.
- Ale przecież sam powiedziałeś, że ci to bez różnicy.
- No tak, ale ja potrzebuję przystojnego. Co ja będę miał z jakiegoś tam szmaciarza?
- A ten ci nie wygląda na szmaciarza? - wyższy z braci podszedł do Hikaru i potargał jego włosy, na co ten znów szarpnął i coś mruknął. Chłopak uśmiechnął się z satysfakcją. Nie lubił uległych niewolników, a ten był niegrzeczny.
- No dobrze, ustąpię ci go. - westchnął niższy brat. - Ale jak nie znajdę lepszego, lub ci się ten znudzi to go zabieram.
- Dobra, ale tylko jeśli ci na to pozwolę. - powiedział wyższy i nakazał strażnikom odwiązać jego "zdobycz".
- Zaczekaj, synu. - chłopak zatrzymał się. - Miałem w planach odebrać mu zdolność mowy, ale skoro to twój niewolnik, to ty decydujesz o jego losie. Zgadzasz się, bym wykonał wyrok?
- Nie, ojcze. Wymęczę go tak, że będzie mnie błagał o litość. A kto będzie mnie błagał, gdy on nie będzie mógł mówić?
- Dobrze, to twoja wola, Osamu. A więc idź już i baw się dobrze. Tylko nie wymęcz go zbyt szybko, żebyś miał go chociaż tydzień, bo nie wiem, czy znajdę drugiego takiego.
Osamu uśmiechnął się i patrząc z pożądaniem na Hikaru wyprowadził go z komnat, ciągnąc za kajdany i prowadząc do jednego z bliższych budynków. Czyli to tak mieszkali Kagaiści. Gdy wywozili go z jego wioski nie miał okazji przyjrzeć się mijanym obrazom, gdyż był jeszcze nieprzytomny i ocucili go dopiero w tym dziwnym pomieszczeniu, z którego teraz wyszedł. Jednak umysł chłopaka nawet teraz nie skupiał się na krajobrazie, bardziej się przejmował swoim przyszłym losem. Co przywódca miał na myśli mówiąc "miej go chociaż tydzień"? Czy to znaczy, że Osamu tak brutalnie wykorzystywał swych niewolników, że zdychali aż tak szybko?
=^^=
Witam!
I oto wreszcie pierwszy rozdział!
Mam tyle pomysłów na dalsze losy Hikaru, że jak jutro tego wszystkiego nie spiszę, to chyba eksploduję.. Postaram się pisać wszystko w miarę regularnie, ale gdy będę mieć pustki w mózgownicy to wińcie tylko i wyłącznie mnie i moją wyobraźnię. Nie wiem jak ja zamierzam pisać erotyczne sceny, gdy takowych pisać nie mogę, ale postaram się wykombinować coś łagodnego i dopasowującego się do kryteriów.
Miejmy nadzieję, że wraz z dalszymi rozdziałami mojej powieści nie znudzi Wam się jej czytanie.
xoxo
Sakura
1 komentarz:
świetnie opisane, nie mogłam się oderwać! już czekam na kolejne posty i nie mam zamiaru ominąć choćby jednego :)
Prześlij komentarz