2013/11/22

Postacie - Brama do Piekieł

~*~*~   


 ~*~*~ 


 ~*~*~


Chapter four

 Już czwartą godzinę siedzi w tej izolatce, nie mogąc zrobić nic. Był przez tyle lat przygotowywany do walki i szkolony, by jego płomień był na tyle silny, by zniszczyć wszystko, co stanie na jego drodze, a teraz co? Teraz nie mógł zniszczyć nawet jednej głupiej, gipsowej ściany. Wielokrotnie próbował zmniejszyć i zwiększyć swój płomień, wyczarowując go w coraz to dziwniejszych formach, a ogień najzwyczajniej w świecie przelatywał przez ściany na wylot. Zawsze był najlepszy w nauce, a uczył się wśród wysoko postawionych, elitarnych grup złożonych z dzieci Wielkich Przywódców Ognia, co było nierealne i - można by rzec - wręcz niemożliwe. Był nawet lepszy od Natsu, a wykształcenie to było nie lada wyzwaniem, nawet jak dla niego.

 Dlaczego nikt nie sprawdza, czy wszystko u niego w porządku? Przecież już powinien minąć czas wyznaczony na odwiedzanie więźnia; czy oni myślą, że nie zna procedury? Czy po prostu uważają, że lepiej mu nie przeszkadzać, bo mogą robić z Hikaru rzeczy... których nikt inny nie powinien widzieć? Nie, na pewno aż tak głupi nie są.

 - Osamu, skończyłeś już? - zza drzwi usłyszał cichy głos Yumi.

 - Tak, uwolnij mnie stąd! - zawołał i szybko stanął pod drzwiami, waląc w nie.

 - Mogę otworzyć? - pewnie go nie słyszy. Głupia dźwiękoszczelna klita. - Wchodzę!

 Chwilę później usłyszał klik zamka i drzwi uchyliły się. Od razu, gdy zobaczył szparę, wybiegł z niej wprost w ramiona strażników.

 - To ja, puśćcie mnie, idioci! - wrzasnął, próbując się wyrwać.

 - Przepraszamy... - strażnik, który go złapał odniósł go na ziemię i zaczął się kłaniać, przepraszając, a reszta mu zawtórowała.

 - Gdzie Mizu? - zapytała Yumi, zaglądając do pomieszczenia.

 - Uciekł. - wycedził, wyczekując reakcji dziewczyny. Początkowo była trochę skołowana, lecz szybko się ogarnęła.

 - Macie odnaleźć Hikaru! - wrzasnęła do strażników. - Wiecie jak wygląda, co tak stoicie?! Ruszcie się, on może być teraz wszędzie!

 - Jak dobrze mieć tak ogarniętą kobietę u boku. Choć, musimy iść do ojca. - powiedział i objął ją w talii, przyciągając do siebie. Ona wciąż mamrotała, jakich to powinni zatrudniać strażników, żeby wszystko szło gładko i nikt nie wyściubił nosa poza teren mu wyznaczony. Nawet nie zwróciła uwagi na to, że idą już po ulicy i mieszkańcy królestwa mierzą ją krzywym wzrokiem. Normalnie to by im zaczęła pyskować, a oni przestraszeni tym, że jest Wybranką księcia posłusznie spuściliby wzrok. Jak takie szczeniaczki, gdy na nie nakrzyczysz.

 Przeszli przez mosiężne wrota, przywitani posłusznymi pokłonami strażników. Ruszyli do przodu, otwierając kolejne wrota, tyle że mniejsze i starsze.

 - Ojcze, musimy pomówić. - powiedział na przywitanie. Jego ojciec i kilku wyższych urzędników żywo o czymś dyskutowali, więc nawet nie zauważyli ich przyjścia. - Ojcze!

 Dopiero wtedy się zamknęli i spojrzeli w stronę drzwi.

 - Coś się stało, Osamu? - zapytał Itachi.

 - Tak, Hi... to znaczy... mój niewolnik uciekł. - powiedział, wciąż stojąc w tym samym miejscu. To nie on będzie się męczył z przełażeniem z jednego końca ogromnej sali do drugiego, skoro to jego ojciec zbudował tak oklepaną izolatkę, z której nie ma wyjścia.

 - Jak to uciekł? - Itachi zrobił się czerwony na twarzy. Pewnie nie chciał się upokorzyć przed tak ważnymi osobistościami. - Chodź, pomówmy w bardziej ustronnym miejscu. Ta... jak jej tam... - pomachał ręką w stronę Johiro.

 - Yumi. - przypomniał Osamu.

 - Ona też może iść. - powiedział Itachi i odwrócił się w stronę najbliższych drzwi. Osamu i Yumi poszli w jego ślady i chwilę później wszyscy siedzieli wygodnie przy okrągłym stoliku, próbując w jak najdelikatniejszy sposób rozpocząć rozmowę i przerwać tę niewyobrażalnie krępującą ciszę.

 - To może zacznij od początku. - Itachi skrzyżował palce, kładąc łokcie na stolik i uważnie przyglądając się siedzącej przed nim dwójce.

 - To było tak...

*

 - Skąd znasz Akemi? - zapytała Mika, gdy wyszli już z ciemnego tunelu i szli przez pola, wzdłuż wyznaczonej ścieżki.

 - Słucham? - zapytał, kompletnie zbity z tropu. Dopiero co rozmawiali o prawdopodobnej trasie, a dziewczyna już zmienia temat.

 - Pytałam, skąd znasz Akemi? W końcu tylko ona potrafiłaby sprawić, że klucz odnajdzie tylko jedna osoba, która najbardziej go potrzebuje. Zawsze była dobra w czarach, nie tylko związanych z ziemią.

 - Ona jest wiedźmą? - słyszał kiedyś o takich. Podobno rodzą się raz na kilka tysięcy lat i mają niewyobrażalną moc, którą każdy pragnie posiąść, dlatego muszą się z nią kryć.

 - Woli określenie "czarownica" bądź "czarodziejka", "wiedźma" ją obraża. I tak w połowie. - odpowiedziała, myśląc nad czymś głębiej. - Chyba jej babka była wiedźmą, ona odziedziczyła tylko kilka mocy, jak wróżenie przyszłości, czy czytanie w myślach i moce dwóch żywiołów, ziemi i ognia.

 - Fajnie. - odpowiedział nie wiedząc, co by tu jeszcze dodać.

 - Tak... To skąd ją znasz?

 - Spotkałem ją, gdy uciekłem. No wiesz, udało mi się wydostać z houkaigo Osamu i musiałem biec przez las i...

 - Chwila. - przerwała mu. - Jak to "uciekłeś Osamu"?

 - No normalnie. Zamknął mnie w izolatce, a ja przy pierwszej okazji się wyślizgnąłem i go tam zamknąłem. I uciekłem do lasu i tam mieszkała Akemi...

 - Ale wiesz, że teraz pewnie całe królestwo cię szuka? Znają twój dokładny wizerunek i wiedzą, jaką mocą dysponujesz, więc pewnie teraz szykują się do walki.

 - Pewnie tak. Nie przeszkadza mi to. Przefarbuję włosy, spróbuję jak najmniej używać mojej mocy - nie znajdą mnie, nie martw się. Zresztą nawet nie wiedzą, gdzie dokładnie się udaliśmy, a jak już odnajdziemy Umi'ego to ruszamy do tej wioski, o której mówiła Akemi. Tam na pewno nie będą mnie szukać. A ty?

 - Co ja? - zapytała głupio.

 - Skąd ją znasz? - uśmiechnął się półgębkiem.

 - Aa... Przyjaźniła się z moją mamą. To było dosyć dawno, jakieś dziesięć lat temu, gdy ją wywieźli wraz z mężem. Niewiele z tego pamiętam, w końcu miałam tylko pięć lat. To ona poprosiła króla, żeby dał mi łagodniejszy wyrok. I trafiłam do Natsu.

 - Ty służyłaś Natsu?! Dlaczego mi nie powiedziałaś?! Wiesz, że ciebie też teraz będą szukać?! Pewnie bibliotekarka powie, że widziała, jak wychodzisz z jednym ze strażników! Będą oskarżać niewinnych ludzi o kradzież niewolnika! Ty wiesz co to znaczy? Przez nas rodziny mogą się rozsypać! Rozdzielimy ojców od dzieci! - usiadł na najbliższym pieńku.

 - Hikaru, uspokój się, muszę ci coś powiedzieć. On mnie nie będzie szukał. - wciąż gadał jak najęty. Siłą woli podniosła kupkę ziemi i sypnęła ją chłopakowi w twarz. Zaczął pluć, wyzywając dziewczynę od "tych złych".

 - O co ci chodzi?! - wrzasnął, gdy wreszcie nie czuł smaku gleby w ustach.

 - Próbuję ci coś przekazać, a ty wciąż swoje. Ciągle tylko gadasz, co my złego zrobiliśmy, a nie pomyślałeś, co takiego oni zrobili? Przecież to oni porywają bezbronne dzieci. Jestem pewna, że żaden z was, Aquersów, na pewno nie posunąłby się do czegoś takiego. Jesteście zbyt honorowi. Tak samo jak my. - powiedziała spokojnie. - A w dodatku Natsu nie będzie mnie szukał.

 - Skąd wiesz?

 - Bo już odkąd pierwszy raz się ze mną spotkał wyraźnie podkreślał, iż najchętniej by mnie zabił, gdyby nie ta wiedźma, która może pomóc im podbić świat. Ale Akemi mi powiedziała, że prędzej umrze, niż im pomoże.

 - Więc czemu się zgodził ciebie przyjąć, skoro aż tak bardzo cię nie chciał? - zastanawiał się na głos.

 - A bo ja wiem? Chyba został do tego zmuszony. Ale teraz już się tym nie martwy. Musimy ruszać, nim będzie ciemno, bo będzie nieprzyjemnie. - powiedziała i pomogła mu wstać.

 - Jak bardzo nieprzyjemnie? - zapytał, gdy w oddali widać było młyny. Byli już niedaleko pierwszej wioski, muszą minąć takie trzy.

 - W nocy przeszukują wszystkie miejsca, w których ktoś mógłby się ukryć, łącznie z wioskami. Musimy się pospieszyć, by jak najszybciej się tam dostać i zmienić jakoś twój wygląd. Twoje włosy rzucają się w oczy.

 - Ej, niebieski to fajny kolor! Nie krytykuj ich! - dla pokazania swojego protestu przygładził swoje włosy i wydął wargi, jak małe dziecko.

 - Nie krytykuję. Mówię tylko, że łatwo je odnaleźć w tłumie.

 - A twoje to co?

 - Moje są w miarę normalnego koloru.

 - Ale są długie, też cię łatwo można rozpoznać.

 - Nie przesadzaj. Czepiasz się niczego.

 - Nie czepiam się niczego. W końcu sama powiedziałaś, że włosy są zawsze najbardziej zauważalne, więc ty też powinnaś zrobić coś ze swoimi.

 - Nie powiedziałam, że włosy są najbardziej zauważalne. Powiedziałam, że twoje rzucają się w oczy.

 - A co to za różnica czy moje czy twoje? Włosy to włosy. Twoje też będziemy farbować.

 - To zasadnicza różnica. Trzymaj się od moich włosów z dala.

 - Zacznę nosić czapki. - powiedział po dłuższej chwili namysłu.

 - OK. I co dalej?

 - A ty przefarbujesz włosy na róż.

 - W życiu!

 - No dawaj! Fajnie ci będzie w różowym!

 - Ani mi się śni! - wysyczała.

 - Farbnę cię tak, że nawet nie zauważysz. - szepnął złowieszczo.

 - Czy ty mi grozisz? - spojrzała na niego.

 - Może tak, może nie. - odpowiedział tajemniczo i uśmiechnął się pod nosem.

 - Mam się śmiać, czy płakać?

 - Najlepiej oba naraz. Jak chcesz, to zaraz ci pomogę.

 - I niby w jaki sposób?

 - A w taki. - chwilę później turlali się po suchej, uschniętej trawie, śmiejąc się donośnie.

 - Prze... przestań już! Wy... wystarczy! Dość! - krzyczała, próbując się wyrwać łaskoczącemu ją Hikaru.

 - Przestanę, jak zgodzisz się na farbowanie włosów. - powiedział, wciąż na niej siedząc.

 - Nigdy! - pisnęła, zatykając sobie usta ręką.

 - Wiesz, że to niezdrowo tak się powstrzymywać? - tym razem zaczął ją łaskotać ze zdwojoną siłą.

 - Okej! Dobra! Zgodzę się, tylko przestań! - wrzasnęła po dłuższej chwili, gdy przegryzła dłoń do krwi.

 - Cieszę się. Naprawdę super ci będzie w różu.

 - Zejdź wreszcie ze mnie, ciężki jesteś. - mruknęła, zrzucając go z siebie. Usiadła i podparła się z tyłu na łokciach, przyglądając się pobliskiej wiosce. - Musimy ruszać, zaraz się ściemni.

 - OK. - powiedział i wstał, wyciągając do niej dłoń. Dosłownie chwilę zajęło im otrzepanie się ze słomy. Potem wędrowali już wzdłuż torów w stronę najbliżej osadzonych domków.

=^^=
Hejeczeg!
Ten rozdział był już gotowy od dłuższego czasu, ale ja ciągle chciałam
coś zmieniać, ale tu znów coś nie wychodził i tak w kółko robiłam je-
den i ten sam rozdział.. :/
Ale jest i też dobra strona tego przedługiego (tak, wiem, że to słowo
nie istnieje XD) czekania, a mianowicie: wiem już jak potoczy się cała
historia do samiuśkiego końca, ale nic nikomu nie zdradzę (prócz Ma-
nami i Tajgi i paru innych osób ;)) ii wymyśliłam już nową historię i jestem
w trakcie szukania postaci. ^-^

Wiem, że mam bardzo mało czytelników, ale postaram się zdobyć Was jak najwięcej, bo to w końcu dla Was piszę (przynajmniej w moim mniemaniu, nie wiem, jak twierdzą inni.. :/)!

xoxo
Sakura

PS Zwariowałam - zaczęłam oglądać yuri, pomocy! :o
PSx2 Za chwilę wstawiam postaci do tego opka. *u*
PSx3 I ten, zrezygnowałam z mieszania języków (no wiecie, japoński z polskim), także ten tego... teraz powinno się łatwiej czytać XD

2013/10/19

Chapter three

 Hikaru wybiegł z izolatki i w jak najkrótszym czasie udał się do sypialni księcia. Wreszcie pokój, w którym jest okno. Otworzył je i spojrzał w dół. Jakieś czterdzieści metrów, nie tak dużo. Niedaleko znajduje się jeziorko, a zaraz pod oknem las. Rozejrzał się po pomieszczeniu w poszukiwaniu czegoś długiego, co posłużyłoby za linę. Prześcieradła i pościel zostały wyniesione przez służące, a Osamu nie miał w swoim ekwipunku żadnego grubszego sznura. Będzie musiał wymyślić coś innego. Otworzył szerzej okno i wszedł na gzyms. Przesuwał się wzdłuż niego, aż do pierwszego zamurowanego okna. Tam usiadł na futrynie i wziął głęboki oddech. Jeszcze nigdy nie skakał z takiej wysokości, ale raz kozie śmierć. Rozłożył ręce, skupiając całą siłę woli na wodzie, znajdującej się w jeziorku. Wziął głęboki oddech i skoczył, zamykając oczy. Po chwili płynął nad drzewami, z dala od publiczności.

 Gdy dotknął stopami ziemi poczuł się wolny. Może teraz uda mu się uciec? Ale najpierw musi odnaleźć brata. No tak, nie pomyślał o tym wcześniej. Dlaczego on musi najpierw robić, a dopiero potem myśleć? Rozejrzał się wokoło. Wszędzie drzewa, żadnego człowieka, ani zwierzęcia. Dziwne... Zaczął biec w nieznanym kierunku, a jego bose stopy coraz bardziej bolały od stąpania po kamieniach i piasku. Najpierw musi odnaleźć jakieś spokojne miejsce, a dopiero potem zacząć myśleć nad uwolnieniem brata. Ale co potem, gdy już wreszcie go odnajdzie? Może Umi nie będzie chciał odejść? Co jeśli tak mu poprzestawiają w głowie, że będzie się uważał za Kagaista z krwi i kości? Dla niego liczy się tylko dobro jego brata. Od tamtej chwili, gdy odeszła jego matka, zaczął myśleć o innych. Przestał być samolubnym, rozkapryszonym nastolatkiem, który myślał tylko o tym, jak pokonać wroga. Można by powiedzieć, że wreszcie dojrzał.


 W oddali zobaczył zarys drewnianej chatki. Ciekawe, jak daleko już był. Gdy do niej dotarł zajrzał przez okno. Nikogo nie było. Wszedł do środka, przywitany skrzypieniem zawiasów. Chatka miała tylko trzy pokoje: sypialnię, kuchnię i łazienkę. W sypialni było duże, dwuosobowe łóżko, wisząca półka, na której leżały drzeworyty różnych dzikich zwierząt, wielki kominek, mniejsze szafki i szafa, w której znajdowały się zwykłe ubrania, jak i mundury tutejszych żołnierzy. W kuchni były tylko najpotrzebniejsze urządzenia i pożywienie. Natomiast łazienka była małym pomieszczeniem z sedesem, prysznicem i zlewem. Wybrał z szafy najmniejszy mundur, bo właściciel owych mundurów był człowiekiem rosłym, a on sam miał zaledwie metr osiemdziesiąt wzrostu, potem poszedł do kuchni i zjadł kilka kromek chleba, popijając wodą. Rozmyślał nad strategią, która pomogłaby mu uciec z tego miejsca i odnaleźć brata. Po chwili usłyszał skrzyp zawiasów, a do środka zawiał lekki wiatr, Hikaru szybko podbiegł do okna i gdy już miał przez nie wyskoczyć...


 - Ty jesteś nowym niewolnikiem księcia Osamu, prawda? - odwrócił się i napotkał spojrzenie pięknych, czekoladowych oczu, przepełnionych smutkiem i nadzieją. Nie wiedział, czemu to zrobił, ale wzrok staruszki skutecznie uniemożliwił mu ucieczkę. Zszedł z parapetu i zamknął okno, odwracając się do kobiety. - Mogę ci pomóc.


 - Jak? - chciał zapytać, ale w jego gardle nagle pojawiła się wielka gula.


 - Dam ci mapę. - powiedziała i podniosła mały, drewniany stołek. Pociągnęła za rączkę z boku i wyjęła z szufladki kapcie, a potem sięgnęła ręką w głąb stołka i wyjęła mapę królestwa, na której zaznaczone były tajemne przejścia i miejsca, gdzie trzymano niewolników. - Mój mąż wyrysował na niej wszystkie trasy, łącznie z tymi ukrytymi, o których istnieniu nie wie nawet przywódca. - podała ją Hikaru. Rozwinął mapę, wcześniej zgniecioną na cztery części i przyjrzał jej się dokładnie.


 - Dlaczego pani mi pomaga? - zapytał, gdy przewertował już całą mapę.


 - Bo nie pozwolę, by kolejny dobry człowiek zginął z rąk tych potworów. - odpowiedziała i uśmiechnęła się smutno. - Masz na sobie mundur Daichi'ego. Tak bardzo go przypominasz.


 - J-ja... nie wiem, co powiedzieć. Jeśli pani chce, to mogę go zdjąć, przepraszam. - zaczął się jąkać.


 - Nie musisz. Powinieneś go nosić, inaczej cię złapią.


 - Dziękuję pani za mapę... i-i za wszystko. - ukłonił się.


 - Jeśli chcesz się wydostać z królestwa musisz iść w stronę zachodniej wierzy, a stamtąd wzdłuż rzeki prosto do małego obozu plemienia ziemi. Przyjmą cię, jeśli dasz im to. - położyła mu na dłoni wisior ze znakiem Terrarsów.


 - Kiedy... widzi pani... ja muszę najpierw odnaleźć brata. Trzymają go gdzieś tutaj. Bez niego nie mogę odejść.


 - Powinien być w tej szkole, mieszczącej się w bazie wojskowej. - wskazała na mapie szkołę dla "nietutejszych". - Przy houkaigo księcia Osamu nie ma żadnych tuneli, ale mogę ci powiedzieć, gdzie znajduje się wejście do najbliższego. - Hikaru ochoczo pokiwał głową. - Na samym końcu biblioteki Ookami. Musisz tylko odnaleźć odpowiednią książkę, należącą do mego plemienia, w niej będzie klucz. Najniższa półka ostatniego regału będzie powyklejana tapetą, a cały regał przygwożdżony do ściany. Musisz zedrzeć tapetę i znaleźć kłódkę. Dalej będziesz umiał sobie poradzić.


 - Dziękuję pani, bez pani bym sobie nie poradził.


 - Nie ma za co, chłopcze. Mam tylko jedną prośbę.


 - Tak?


 - Jeśli odnajdziesz mojego syna, Satori'ego Meyino, to pozdrów go ode mnie. I powiedz, że może wrócić w każdej chwili, bo już mu wybaczyłam.



*

 Wielka biblioteka, pełna przeróżnych ksiąg i ozdób o zwierzęcych twarzach, jest jak największy koszmar. Wszędzie, gdzie nie spojrzysz: wilki. Tyle że te wilki to nie jest nic strasznego. Bardziej przerażająca jest ta wszechobecna ponura atmosfera. Zakurzone księgi, piętrzące się na półkach, smętni czytelnicy, uciszający wszystko co się rusza i ta wstrętna, pomarszczona bibliotekarka, patrząca z ukosa na błoto niesione w ciężkich, wojskowych butach.

 Hikaru jak najciszej się dało ruszył na zaplecze biblioteki, starając się nie brudzić, co nie było takie łatwe z tą ilością ziemi na podeszwach. Tak jak mówiła Akemi, ostatni regał był przygwożdżony do ściany. Hikaru zbliżył się do niego i przyjrzał się dokładnie każdej półce. Kilka książek było tak zakurzonych, że rozszyfrowanie tytułu było wręcz niemożliwe, inne miały stare, pożółkłe strony, odpadające od okładki, z zagiętymi rogami, jeszcze inne były w zupełnie innym, nieznanym mu dotąd języku. Ale wszystkie miały wspólną cechę: wyryte lub wyrysowane znaki Kagaistów. Niestety będzie musiał zapytać bibliotekarki, gdzie jest jakaś księga Terrarsów.


 - Przepraszam panią, czy jest tu może jakaś książka należąca do plemienia ziemi? - zapytał przymilnym tonem, a bibliotekarka spojrzała na niego dziwnie. Być może był za miły? Może strażnicy z tego królestwa traktują innych, niżej postawionych ludzi jak śmieci?


 - Nie wydaje mi się, byśmy mieli tu jakaś książkę należącą do Terrarsów. - odpowiedziała skrzekliwym głosem.


 - Pan szuka książki plemienia ziemi? - zapytał jakiś śpiewny, dziewczęcy głos z końca sali. Hikaru powoli odwrócił się w stronę jego źródła. Na krześle, przed małym, zarysowanym stolikiem siedziała przeraźliwie chuda dziewczyna. Miała blond włosy i szmaragdowe oczy, a na nosie okulary w cienkich oprawkach. Nie wyglądała na jedną z nich. Chłopak wolno pokiwał głową. - Ja ją mam.


 Dziewczyna wstała i wolnym krokiem podeszła do Hikaru. Była niska, a jej włosy sięgały kolan. Niosła w ręce grubą księgę w brązowo-szarej okładce. Wyciągnęła rękę z księgą w dłoni, ukazując rany na przedramieniu i nadgarstku. Gdy zauważyła, co chłopak ogląda, wcisnęła mu książkę w dłoń i schowała rękę, jednak Hikaru ją powstrzymał i złapał mało delikatnie za jej łokieć.


 - Niech mnie pan puści! - pisnęła, a w jej oczach zebrały się łzy.


 - Sama to sobie zrobiłaś? - zapytał, a dziewczyna szybko pokiwała głową i zaczęła szarpać ręką. Puścił ją i odszedł, zostawiając skołowaną.


 - Niech pan zaczeka! - krzyknęła i podbiegła do niego.


 - Co? - sapnął i zatrzymał się. Ma ważniejsze sprawy na głowie, niż jakaś tam rozhisteryzowana, samo okaleczająca się dziewczyna.


 - To jest książka mojej rodziny, odda mi ją pan? Nie mogę jej stracić. - powiedziała błagalnym tonem.


 - Może oddam, może nie oddam. - odpowiedział i znów się odwrócił, idąc w stronę zaplecza.


 - To w takim razie poczekam, aż ją pan przeczyta.


 - No i tu mamy problem. Nie zamierzam czytać jej na miejscu.


 - A kiedy tu pan wróci?


 - Możliwe, że już tu nigdy nie wrócę.


 - To gdzie pan często przebywa? - nad tym pytaniem musiał się dłużej zastanowić, ale w końcu odpowiedział:


 - Za niedługo wyjeżdżam, już nigdy tu nie wrócę.


 - Jedzie pan do wioski plemienia ziemi? Pan też jest jednym z nas?


 - Tak, jadę do wioski Terrarsów i nie, nie jestem jednym z was. Nie wiem, do czego zmierza ta rozmowa. Kim ty w ogóle jesteś?


 - Miku Shinji. - ukłoniła się.


 - No dobrze, Miku, wiem, że nie jesteś jeszcze przystosowana do życia jako Kagaist, ale nie mam upoważnień do tego, by kogokolwiek stąd wyemigrować. Przykro mi. - powiedział i odszedł w stronę ostatniego regału. Nagle stanął i odwrócił się. - Zapomniałem, łap. - otworzył książkę i wyjął z niej klucz, chowając go szybko zanim dziewczyna mogła cokolwiek zobaczyć. Rzucił księgę w stronę Miku, która złapała ją w jedną rękę.


 - No ale proszę. Nie mógłby pan nagiąć zasad dla mnie?


 - Nie znam cię, dlaczego miałbym ci pomagać?


 - Nie wiem, naprawdę nie wiem. Jestem tylko prostą dziewczyną, którą siłą wciągnięto w wir wojny i odebrano od rodziny. Nie mam tu nikogo, dla kogo warto żyć, dlatego ciągle przesiaduję w tej bibliotece i odchodzę od rzeczywistości, czytając. Nie potrafię się tu odnaleźć, ale obiecałam być posłuszną, by mnie nie zamknęli. Mój pan zaraz wróci i znów będzie mnie katował, dlatego proszę: niech mnie pan stąd uwolni.


 - Przepram, ale to nie jest czas i miejsce na takie rozmowy. Jestem zajęty i szczerze mówiąc mam w głębokim poważaniu to, jak cię twój pan traktuje. Jesteś teraz jego i nie masz prawa decydować nad swoim losem, dla ciebie nie ma już ratunku. - oczy dziewczyny wyrażały teraz głęboki smutek. Zabolały ją jego słowa i to nawet bardzo, a jego zaczęły zżerać wyrzuty sumienia. Przecież on też myślał, że dla niego nie ma nadziei, ale miał na tyle szczęścia, że odnalazł osobę zdolną mu pomóc, więc dlaczego on nie chce teraz pomóc jej? - Chodź.


 Warknął i złapał ją za łokieć, ciągnąc w stronę ostatniego regału. Zdjął z najniższej półki wszystkie książki i zaczął zrywać ze ścianki tapetę.


 - Co pan...?


 - Cii. - szepnął. Odwrócił głowę w jej stronę i zdjął czapkę. - Jestem Hikaru.


 Dziewczyna zatkała usta dłońmi, by nie wydać z siebie żadnego dźwięku i patrzyła szeroko otwartymi oczyma, jak chłopak zrywa resztę tapety i wyjmuje z wnętrza ściany kłódkę, do której następnie wkłada klucz. Usłyszęli ciche kliknięcie i kłódka otworzyła się, odsłaniając małe drzwiczki w ściance. Chłopak pociągnął za nie i ich oczom ukazała się średniej wielkości, kwadratowa dziura.


 - Dziewczyny przodem. - powiedział, wstając i wskazał jej ręką przejście. Miku - wciąż wystraszona - potrząsnęła przecząco głową i cofnęła się o kilka kroków. - Nie to nie, ale jeśli twój pan tu przyjdzie, to ja cię nie będę siłą wyszarpywał.


 To podziałało na nią jak kubeł zimnej wody, szybko podeszła do dziury i chwilę później zniknęła w czeluściach czarnej głębi. Chłopak poszedł w jej ślady i w jak najkrótszym czasie wszedł do dziury tyłem, by potem sięgnąć po kilka pierwszych lepszych książek i zakryć nimi przejście od zewnątrz, a jedną od środka. Wstał i otrzepał się z kurzu, a potem na ślepo począł szukać Miku.


 - Jesteś tu wciąż? - zapytał.


 - Tak, jestem. Nie możesz rozpalić ognia?


 - Chciałbym, niestety nie jestem Kagaistem. Pochodzę z plemienia wody. - chwilę potem poczuł jak chude, kościste ręce opatulają się wokół jego bioder. - C-co ty robisz?


 - Musiałam cię jakoś znaleźć w tych ciemnościach, zanim moje oczy się do nich przyzwyczają. - powiedziała i puściła go, przesuwając się bliżej ściany. - Chodź, musimy iść, zanim na dworze naprawdę będzie ciemno.


 - Tak, chyba masz rację. - również przysunął się do ściany i zaczął iść wzdłuż niej, słysząc stopy Miku stąpającej po mokrej, zaschniętej ziemi.


 - To jak się tu znalazłeś?


 - Napadli na moją wioskę i zabili rodziców, a potem przywieźli tu wraz z bratem i zamknęli go w szkole, a mnie oddali Osamu.


 - Ah tak, to ty jesteś ten nowy. Całe królestwo już wie, jak książę Osamu kłócił się o ciebie z księciem Natsu. - cicho zachichotała.


 - Tak, to teraz sensacja, prawda? Nie macie o czym plotkować, tylko nabijać się z tego jak jakiś głupi, naiwny niewolnik spodobał się wielkiemu księciu. - powiedział z przekąsem.


 - Kiedy my nie śmiejemy się z ciebie tylko z księcia. Pierwszy raz tak się zachował, a jestem tu już na tyle długo, by wiedzieć takie rzeczy.


 - To ile już tu jesteś?


 - Jakieś kilka miesięcy, nie dłużej. A co z tym twoim bratem?


 - No właśnie po niego teraz idę. A jak jest u ciebie? Miałaś jakieś rodzeństwo?


 - Nie, byliśmy tylko ja, mama i tata.


 - I wszystkich ci zamordowali?


 - Nie, oni zdążyli uciec do sąsiadującej wioski, na pierwszy ogień zabierali dzieci, więc większość dorosłych zdołała uciec.


 - I nie próbowali was uwolnić?


 - To nie jest takie łatwe. Przy każdym wejściu do królestwa stoją strażnicy i dokładnie wszystkich sprawdzają. Widziałam, gdy mnie przewozili.


 - Czyli nie będzie tak łatwo się stąd wydostać. - westchnął.



 - Nie, raczej nie.

=^^=
Ohayo!
Postanowiłam, iż zmienię całkowitą koncepcję.
Będzie to tylko przygodówka z malutkim
wątkiem romantycznym na koniec lub wcześniej xd
Zapraszam do komentowania.
xoxo
Sakura
PS Przepraszam jeśli w końcówce pojawiły się błędy, ale pisałam to na telefonie, więc no... xD

2013/10/12

Chapter two

 - Nie przejmuj się słowami mego ojca, on ma odrobinę spaczone poczucie humoru... Ja nie zabijam moich niewolników, po prostu ich oddaję, jeśli mi się znudzą. - powiedział Osamu, przywiązując Hikaru do jakiejś dziwnie wyglądającej maszyny. - Dlatego jeśli chcesz mnie uszczęśliwić - radzę ci być grzecznym chłopcem i słuchać moich rozkazów. - szepnął mu do ucha, przekręcając do pozycji siedzącej i samemu siadając na wiklinowym, bujanym krześle przed maszyną. - No, to teraz sobie porozmawiamy. - wyjął szmatkę, którą Hikaru miał wetkniętą do buzi i przywiązaną za głową, by nie mógł jej wypluć. - To jak na ciebie mówią?

 Odpowiedziała mu głucha cisza i chłodne spojrzenie jego ofiary.


 - Nie chcemy odpowiadać, co? Sam się prosiłeś. - Osamu wstał i złapał za pokrętło z boku maszyny, przekręcił je, a maszyna zaczęła wykrzywiać się pod dziwnymi kątami, wydłużając i łamiąc ręce i nogi Hikaru. Ten syknął z bólu, gdy młody książę zaczął kręcić w drugą stronę. Jego ciało zaczęło się z powrotem nastawiać, a maszyna wróciła do poprzedniej pozycji. - To teraz mi odpowiesz?


 - Mizu. - szepnął Hikaru, wciąż odczuwając ból po torturach. Tak właściwie to wcale go nie bolało, gdy Osamu przekręcał pokrętło, on był szkolony do takich rzeczy, najbardziej bolało, gdy wszystko się z powrotem nastawiało. Jego ciało poprzez magiczne moce wody samo się regenerowało, ale bardziej boleśnie, niż u dorosłego Aquersa. A ze zwiększoną mocą maszyny ból był nie do zniesienia, jednak powstrzymał się od krzyku.


 - Widzisz, jaki potrafisz być posłuszny? Tylko mów następnym razem trochę głośniej. To co, chcesz może się wykąpać? Jesteś cały brudny. - Hikaru spojrzał na niego spod byka. Nie będzie prosił o łaskę wroga. Co to, to nie. - Zgrywamy twardziela? Nie jest mi potrzebny jakiś tam brudny niewolnik. Nie ruszaj się stąd. - Osamu wstał i z paskudnym grymasem, który miał być chyba uśmiechem, ruszył w stronę drugiego pokoju. - Yumi!


 Chwilę później stała przy nim piękna, czarnowłosa dziewczyna o zielonych, ciepłych oczach, patrzących ze smutkiem wprost na Hikaru. Co chwila kiwała głową, nie spuszczając z oczu biednego niewolnika i jednocześnie słuchając młodego księcia. Gdy Osamu wreszcie skończył swój monolog Yumi podbiegła do Hikaru i odwiązała go, pomagając wstać z ziemi i wyszła z pomieszczenia, nie zaszczycając księcia nawet krótkim spojrzeniem.


 - Jestem Yumi. - przedstawiła się, gdy wyszli z pokoju księcia.


 - A ja Hikaru - odpowiedział i próbował w jak najdelikatniejszy sposób odkleić ręce dziewczyny od swoich barków. - Nie musisz mi pomagać, wszystko w porządku.


 - Skoro tak mówisz. - powiedziała dziewczyna i opuściła ręce, wciąż kierując się w tylko sobie znanym kierunku.


 - Gdzie tak właściwie idziemy? - zapytał, gdy schodzili na niższe piętro, którego wszystkie okna były zamurowane, lub zabite deskami.


 - Do łazienek, Osamu kazał.  - odpowiedziała i wprowadziła go do białego pomieszczenia, w którym była wielka wanna w podłodze. Wyglądała trochę jak mały basen, brakowało tylko ślizgawek. - Rozbierz się, a ja przyniosę czyste ubrania.


 Dziewczyna wyszła, a chłopak zaczął się zastanawiać, czy jest tu gdzieś jakaś szparka, przez którą mógłby uciec. Nim zdążył cokolwiek wymyślić do łazienki weszła Yumi niosąca kosz z czystymi ubraniami.


 - Jeszcze się nie rozebrałeś? - zapytała i odłożyła kosz na podłogę. - Mam nadzieję, że nie planujesz żadnej ucieczki. Osamu by się wściekł. W dodatku stąd nie ma ucieczki, też wiele razy próbowałam, ale w końcu się poddałam. Jeśli będziesz się zachowywał porządnie to myślę, że zostawi cię dłużej. Dobrze będą cię odżywiać i dawać nowe ubrania, będziesz musiał tylko ich słuchać. - skierowała się do drzwi. - Wybierz sobie z tego kosza co będziesz chciał później nosić. To ubrania, których Osamu już nie chciał. Aha i radzę ci nie używać swojej magii przeciwko nim, bo może się to dla ciebie źle skończyć.


 Gdy Yumi wyszła Hikaru westchnął i zaczął się powoli rozbierać. Dlaczego ma nie używać swoich mocy? Przecież jeśli ich pokona - ucieknie. Dlaczego dziewczyna mu tego zabrania i kim ona w ogóle jest? Wydawała mu się skądś znajoma. Wszedł do wanny i położył na wodzie, przepływając przez cały basenik. Nagle ze wszystkich stron zaczęły lecieć bąbelki. Nie przejął się tym, tylko usiadł na stopniu przy brzegu i oparł głowę o krawędź wanny. Tak się oddał relaksowi, że nie usłyszał cichego skrzypu drzwi i kroków kogoś obcego. Ocknął się dopiero wtedy, gdy obcy ktoś usiadł mu na kolanach. Przymrużył jedno oko.


 - Nie myślałeś chyba, że pozwolę ci się samemu relaksować? - zapytał Osamu, szczypiąc jego policzki. - Wyglądasz tak słodko, gdy się rumienisz.


 Oplótł jego szyję ramionami i zaczął skradać z jego ust nieśmiałe pocałunki, które wciąż nie zostawały odwzajemnione. Jego blond włosy opadały beztrosko na czoło, a błękitne oczy przymrużone przez rozkosz miały w sobie ten dziki blask, który tak bardzo hipnotyzował Hikaru za każdym razem, gdy w nie patrzył.


 - Co jest? - zapytał Osamu, przerywając pocałunek. Jakby go to w ogóle obchodziło.


 - Nie będę ci służył. - powiedział Hikaru, odwracając wzrok.


 - Nie muszę mieć twojej zgody, ale tym razem ci odpuszczę. - szepnął blondyn, przygryzając jego ucho i wstając. Wyszedł z wanny i oplótł ręcznik wokół swoich bioder, a następnie bez słowa pożegnania wyszedł. Hikaru bił się z myślami. Dlaczego te oczy były takie wciągające? To na pewno przez to, że tak długo był sam i ciągle walczył. A w dodatku on woli dziewczyny! To pewnie tylko oczy. Tak, na sto procent tylko oczy. Wyszedł z wanny, jakoś tak odechciało mu się kąpieli. Wytarł się staranie ręcznikiem i wybrał pierwszy lepszy komplet ubrań, znajdujący się w koszu. Nigdzie nie ma Yumi, a skoro książę poszedł na górę, to chyba nie zaszkodzi spróbować. Odnalazł w koszu jakąś bluzę. Założył kaptur i wyszedł, a potem skierował wzdłuż korytarza. Co jakiś czas przechodził obok strażników, którzy mylili go z Osamu. Witał się z nimi krótkim skinieniem głowy. Był już przy schodach, gdy...


 - HIKARU! - rozzłoszczony głos Osamu, biegnącego do niego korytarzem nie był wcale pomocny. Chłopak miał dwa wyjścia: zostać tu i stać się dziwką księcia, lub spróbować uciec i wydostać się z tego chorego królestwa. Wybrał opcję drugą, lecz nim zdążył chociażby wejść na pierwszy stopień silne ramiona strażników złapały go i oddały młodemu księciu.


 - Przepraszamy, Osamu-sana, on się przebrał. Nie zauważyliśmy... - zaczął jeden ze strażników, kłaniając się.


 - Nic się nie stało. To nie wasza wina. Po prostu następnym razem się upewniajcie, że to na sto procent ja. - powiedział książę i złapał Hikaru za nadgarstek ciągnąc w stronę innych schodów. Był tak wściekły, że nie usłyszał słów przeprosin od Yumi. Zresztą, dziewczyna wcale nie musiała go przepraszać. To już chyba czwarty rok, gdy siedzi uwięziona wśród Kagaistów i żadnego słowa protestu. Dobrze wie, że została wybrana przez księcia, dlatego stara się być mu jak najbardziej posłuszna. Osamu wrzucił swojego niewolnika do pomieszczenia bez okien i sam wyszedł, uprzednio zamykając drzwi na klucz. Od środka nie ma klamki, więc Hikaru nie ucieknie, nie potrafi rozbijać ścian, póki w pobliżu nie ma krystalicznie czystej wody z górskich źródeł, a w tamtym pomieszczeniu nie ma nawet jedzenia. Zszedł z powrotem na dół i usiadł na ławce przed budynkiem, obserwując pracę niewolników. Tyle dzieci w niewoli, tyle skrzywdzonych dusz. On nigdy nie chciał być jak jego ojciec: bezlitosny i mściwy. Ale przy Hikaru nie potrafi się kontrolować, już odkąd pierwszy raz zobaczył tego chłopaka włączył się w jego mózgu tryb władcy. On po prostu chciał nim rządzić i pomiatać, i nie obchodziło go to, czy skrzywdzi biednego niewolnika, czy też nie. Po prostu chciał... on chciał... no właśnie, czego on chciał? Przecież znał go dopiero od jakichś dwóch godzin, a już znienawidził. Zresztą z wzajemnością... ale czy na pewno? Czytał jego myśli. Wiedział, że jego oczy go "hipnotyzują", ale co to tak naprawdę znaczy? Nawet w swojej głowie nie mógł określić, co dokładnie czuje do księcia. Czy to na pewno była nienawiść? Cóż, gdy Hikaru wreszcie zrozumie swój błąd i łaskawie przeprosi będzie musiał go o to zapytać.


 - Przeziębisz się, Osamu. - powiedziała Yumi, dosiadając się do niego i przykrywając kocem. - Coś się stało z Hikaru? Nie pasuje ci niewolnik? Przecież tak się kłóciłeś, że chcesz jego.


 - Nie dobijaj mnie, Yumi. Nie jestem w nastroju na takie żarty. - powiedział i przytulił dziewczynę do siebie, przykrywając kocem.


 - No to może chociaż powiedz, dlaczego tak bardzo się wściekłeś? Zazwyczaj gdy jakiś sługa chciał ci zbiec ty go po prostu oddawałeś, nigdy nie zamykałeś w tej izolatce.


 - To był impuls. To wszystko. - odpowiedział zamyślony.


 - Tak, jasne, a innych oddawałeś również przez impuls?


 - To nie tak. Po prostu ja... ja nie chciałem, żeby uciekał... no i go zamknąłem... tak jakoś...


 - Czujesz coś do niego?


 - Przecież ja go nawet nie znam.


 - Ale chcesz poznać. - bardzie stwierdziła niż zapytała.


 - Nie bądź śmieszna, Yumi. Po prostu zazwyczaj oddawałem innych niewolników po pierwszym dniu, a ojciec sam mi powiedział, żebym tego miał chociaż tydzień. Nie mogę go zawieźć.


 - Myślałam, że nie obchodzi cię zdanie twojego ojca.


 - Bo tak było, ale... oh! Są sprawy, których taki zwykły człowiek jak ty nie rozumie! - wstał i odwrócił się na pięcie, kierując w stronę obozu karnego, do którego wysyłano nieposłusznych, bądź niepotrzebnych więźniów. Przyglądał im się przez kraty. Niektórych znał, lecz większości nie miał okazji poznać i chyba nigdy mu się to nie uda. Wszyscy byli wychudzeni i bladzi. Sterczały im kości i widać było ich żyły. Wyglądali jak żywe trupy. Ale kto by się dziwił po tak małych posiłkach, które dawano tylko trzy razy dziennie i po tym, że ciągle siedzieli w tym zapyziałym więzieniu, głęboko pod ziemią? Wyprowadzano ich na zewnątrz raz na miesiąc, by nie zapominali, co stracili, gdy podjęli decyzje o odrzuceniu wszelkich nauk związanych ze sztuką ognia. Każdy ma prawo wyboru, jednak ci, którzy żyją w obozie karnym wybrali już, jak będzie wyglądać ich przyszłość i nie mają prawa jej zmieniać, bo nigdy się stamtąd nie uwolnią.


 - Przepraszam, Osamu, nie potrzebnie się wtrąciłam. - powiedziała pokornie Yumi. Dopiero teraz zauważył, że przyszła i stoi za nim.


 - W porządku. Już wszystko jest w porządku. - przytulił się do niej. Nie wytrzymał bez niej nawet tych piętnastu minut. To żałosne.


 - Pójdź z nim porozmawiać, proszę cię. - szepnęła cicho, ledwo niedosłyszalnie. Nie chciała znowu go rozgniewać.


 - Pójdę, ale zaraz.


 - Idź teraz. Proszę.


 - No dobrze, ale potem na ciebie spadnie wina za kolejną kłótnię. - odsunął się od niej i ruszył w kierunku swojego houkaigo*. Minął strażników i stanął przed izolatką. Wziął głęboki oddech i zapukał. Nie będzie niegrzeczny. Usłyszał ciche "prosz" i wszedł. Już przy wejściu poraził go blask bijący ze wszystkich stron. Najwyraźniej Hikaru postanowił skorzystać ze świec, które miały być tylko ładną ozdobą pomieszczenia, a nie odstraszaczem gości. Zasłonił sobie oczy rękami. - Hikaru, zgaś to, nic nie widzę.


 - To chyba lepiej, nie uważasz? - usłyszał kliknięcie zamka i cichy tupot. Blask wciąż go raził, więc nie mógł zobaczyć, czy chłopak uciekł, czy po prostu sobie z niego żartuje. Nawet gdyby próbował uciec to nic by to nie dało, bo strażnicy rozpoznaliby go. Machnął rękoma, a świece zgasły. Był sam. Hikaru uciekł. Zaraz go złapią i wsadzą do obozu karnego za nieposłuszeństwo, bo nie będą mogli znaleźć jego. To się wpakował.



=^^=

Ohayo!
Rozdział jest jaki jest, ale mam wielką nadzieję, że jednak w minimalnym stopniu się komukolwiek spodobał. Chciałabym wiedzieć, że mam kogoś, kogo naprawdę interesuje ta opowieść i nie czyta tego z grzeczności, bo nie lubię pisać "do szuflady" (cokolwiek to znaczy xD).
Przepraszam za to, że nie wyszła mi ta scena w łazience, ale nie potrafię pisać scen erotycznych, dlatego musiałam tę część skrócić i usunąć zboczone fragmenty z mojej pamięci, zostawiając tylko te łagodniejsze.
Mam nawał prac domowych i kupę nauki, dlatego przepraszam za to, że nie dodaję rozdziałów co dwa czy trzy dni, ale aż co tydzień (możliwe, że zacznę co dwa tygodnie), oraz stokrotnie przepraszam za wszelakie błędy pojawiające się w opowiadaniu. Jak czytam na blogu to dopiero je zauważam i potem ich nie znajduję i muszę zostawiać takie brzydkie, niesprawdzone rozdziały, w których jest masa błędów. ;d A w dodatku: nikt nie chciał mi polecić jakiejś porządnej bety, więc muszę sama wszystko poprawiać i edytować, a ja się na tym kompletnie nie znam xd

xoxo
Sakura

PS jeśli mój blog Cię zainteresował to go komuś poleć. Znajomemu, sąsiadce, komukolwiek, byleby miał czas to czytać. :3 Arigato.

*houkaigo - dom, w którym ma się zapewnioną ochronę i jest się bezpiecznym.

2013/10/06

Chapter one

Klęczy tam, nad ciałem swej matki. Myśli, że śpi. Jak bardzo się myli. Jest jak wyschnięty kwiat: bez wody, bez życia... Mógł być taki dobry, mógł tyle osiągnąć. A jednak nie może. Chwila nieuwagi, a rozpętuje się wojna. Przegrywają. Podobno życie po śmierci jest lepsze. Bez bólu, bez zobowiązań - wolność. Wszystko dzieje się tak szybko. Dla niego za szybko. On tak nie potrafi. Wciąż nad nią klęczy, nie zwraca uwagi na nic dookoła. Dla niego liczy się tylko ona. Jego opiekunka i przywódczyni, ucząca jak żyć, jak sobie radzić. Zawsze przy nim była... a teraz? Teraz jej nie ma. Zostawiła go z tym wszystkim, z czym zawsze miał kłopot. Nigdy nie dogadywał się z bratem, zawsze uważał go za małego dziwoląga, który rozmawia do swoich zmyślonych przyjaciół. Teraz go rozumie. Jest wojna, nie ma z kim rozmawiać, do kogo się zwrócić, z kim pobawić. Nie ma nikogo. A on, jako starszy brat, powinien być przy nim. Zawsze. I nigdy go nie zostawiać. A teraz go zostawił, bo klęczy przy matce. Nie przyjmuje do wiadomości, że ona odeszła. Nie może się z tym pogodzić. To tak boli. Jest słaby psychicznie, nie potrafi tego przyznać. Już raz stracił kochającą go osobę, nie może stracić drugiej. To tak kurewsko boli. Samotna łza cieknie po policzku. Wyciera ją rękawem i wstaje, podnosząc matkę. Biegnie ile sił, jak najdalej od pola bitwy, by nie uszkodzić jej ciała. By nic już jej nie groziło. "Umi!", krzyczy. Nie ma go, zniknął. Jego mały braciszek, który rozmawia ze zmyślonymi ludźmi, który zawsze targa ze sobą tego poszarpanego, starego królika, którego kocha.

 Są z dala od obozów, nic jej już nie grozi. Bosymi stopami dotyka zimnej wody i mokrego piasku z dna. Kładzie ją na wodzie. Patrzy, jak fale okrywają jej martwe ciało i niosą ku głębinom, by tam mogła spocząć w spokoju. Słyszy krzyki, a morskie fale odbijają blask ognia, który zbliża się wraz z nimi. Czuje żar bijący z  płomieni, które go otaczają. Słyszy płacz dzieci. Pewnie zabierają je do swoich obozów, by uczyły się jako dzieci ognia i na zawsze zapomniały o swoim pokrewieństwie. Zaraz będzie po wszystkim. Chce mu się płakać. Chce klęczeć i szlochać, prosząc o pomoc pierwszych wodzów. Ale tego nie robi. Jego duma mu na to nie pozwala. W końcu urodził się Aquersem, nie pozwoli, by jacyś tam Kagaiści go wyśmiewali. Nie pozwoli im na to. Nie da im tej chorej satysfakcji. Nawet jeśli teraz go zabiorą i siłą zmuszą do obietnic - on będzie milczał. Wolałby umrzeć niż stać się jednym z nich. Przecież nie ma już nikogo, dla kogo warto żyć. Ojca zabito na polowaniu, gdy wyruszył poza tereny obozowiska. Matce odebrano duszę, gdy swym ciałem próbowała go ochronić. A Umi? Umi'ego już nie ma, gdyż zapewne spalili go żywcem, jak inne dzieci przywódców. A teraz spalą i jego, za własną dumę i hardość...


 - Przyznam, że uważałem cię z początku za zwykłego gnojka, który przecenia swoją wartość, ale teraz myślę, że lepiej cię zostawić. - tubalny głos przywódcy Kagaistów wyrwał go z własnych wspomnień, które siłą zostały sprawdzone. - Nie masz już nikogo komu na tobie zależy i na kim mogłoby zależeć tobie. No chyba, że twój brat, ale on teraz przebywa w miejscu, gdzie go trochę przytemperujemy, by nie był już takim pyskatym szczawiem jak ty...


 - Nie...! - wyrwało mu się, a jeden ze strażników przytkał mu usta jakąś starą, zabrudzoną szmatą.


 - Nie przerywaj mi! - warknął przywódca. - Będziesz patrzył jak twoi sprzymierzeńcy cierpią i stają się jednymi z nas, nic nie będziesz mógł z tym zrobić. Będziesz mógł tylko patrzeć, nawet słowem się nie odezwiesz. Skoro nie chcesz do nas dołączyć i złożyć świętych obietnic, nic innego mi nie pozostaje jak odebrać ci zdolność mowy i oddać w ręce jednego z mych dzieci.


 Hikaru zaczął się szarpać, przez co strażnicy musieli mocniej związać jego dłonie. On jako niewolnik wroga? Przecież to niedorzeczne! Nigdy się na to nie zgodzi!


 - Nie muszę mieć twojej zgody, by cię oddać w niewolę. - głos przywódcy był tak spokojny, a zarazem tak przepełniony nienawiścią, że Hikaru aż ciarki przeszły. - Straż, zawołajcie moje dzieci!


 Dwójka strażników stojąca najbliżej drzwi wyszła, by chwilę później wrócić z ośmiorgiem dzieci, które z dziwnym błyskiem w oczach patrzyły na przybysza i ominęły go szerokim łukiem, by chwilę później stać przy swoim ojcu, wielkiemu przywódcy jednego z legionów Kagaistów, Itachi'm Kageyami'm.


 - Aki, Yuhi, Kasai, Hoshi, czy któraś z was chce to sobie wziąć? - zapytał swych córek, które stanęły po jego prawej stronie. Trzy spojrzały krytycznie na chłopaka, który teraz cały w smole i ze szmatą wetkniętą w usta nie wyglądał tak dobrze, jak zazwyczaj, natomiast jedna z córek podeszła do ojca i szepnęła mu coś na ucho. - Straże, Yuhi mówi, że odprowadziliście ją do niewolników i zechciała jednego wziąć, czy to prawda?


 - T-tak... - jeden ze strażników wystąpił do przodu. - ...b-bo księżniczka Yuhi sama chciała tam iść... i powiedziała, że nas zwolnisz, dlatego ją posłuchaliśmy, Tennō hekai.

 - Ah tak... W takim razie przyprowadźcie go tu. Chcę wiedzieć, kto wpadł mojej córce w oko. - reszta córek zachichotała, a bracia spojrzeli po sobie zdziwieni. Ten ze strażników, który przed chwilą przemawiał wyszedł i wrócił z przystojnym brunetem w wieku Hikaru, też był Aquersem, uczyli się razem i dorastali. Strażnik złapał chłopaka za związane nadgarstki i kazał mu uklęknąć. - Zdejmij mu te szmatkę. Powiedz, chłopcze, jak ci na imię?


 - Rin, Rin Fuschida. - szepnął chłopak, zaciskając powieki.


 - A więc, Rin, mam nadzieję, że moja córka nie popełniła błędu wybierając ciebie na swego niewolnika. - Rin od otworzył szeroko oczy i spojrzał oszołomiony na przywódcę, a potem na jego córkę. - Jesteście młodzi, szaleni, ale nie róbcie głupstw. I ostrzegam cię: jeśli skrzywdzisz moją córkę, czeka cię kara najgorsza ze wszystkich możliwych, więc radzę ci być jej posłusznym.


 Chłopak kiwnął głową i dopiero teraz spojrzał na Hikaru, który przyglądał mu się w zamyśleniu.


 - Hikaru, co ty tu robisz?! - zapytał Rin, drugi raz zaskoczony, jak i oszołomiony.


 - Czy wy się znacie? - zapytał Itachi.


 - Tak... My się przyjaźnimy. - odpowiedział Rin, a Hikaru powoli pokiwał głową, wciąż patrząc w zamyśleniu na przyjaciela.


 - No dobrze, nieważne. Straże, zabierzcie Yuhi i jej niewolnika do jej prywatnych pokoi. - gdy polecenie zostało wykonane, zapytał reszty swych córek: - Czyli żadna z was tego nie chce?


 Gdy te ze wstrętem pokręciły głowami, machnął ręką, a strażnicy odprowadzili je do wyjścia.


 - Haru, Natsu, Fuyu, Osamu, a czy któryś z was to chce? - zapytał swych synów, znudzony już, przywódca. Dwaj z nich, wyglądający na najmłodszych, pokręcili głowami i wyszli z pomieszczenia. - Natsu, Osamu, czy chcecie o to walczyć?


 - Po co walczyć, ojcze? Wystarczy, że znajdziesz mi jakiegoś innego, mnie to bez różnicy. - powiedział ten niższy.


 - A mi właśnie nie jest bez różnicy. Ja chcę konkretnie tego! - powiedział drugi i tupnął nogą.


 - Wiesz, że zachowujesz się jak dziecko?


 - I co z tego? Ja go chcę! Nie zabierzesz mi go!


 - Aż tak bardzo ci się spodobał? Przestań. Przecież wiem, jaki jesteś. Znudzi ci się i będziesz chciał innego, a ja potrzebuję takiego na stałe.


 - Ale przecież sam powiedziałeś, że ci to bez różnicy.


 - No tak, ale ja potrzebuję przystojnego. Co ja będę miał z jakiegoś tam szmaciarza?


 - A ten ci nie wygląda na szmaciarza? - wyższy z braci podszedł do Hikaru i potargał jego włosy, na co ten znów szarpnął i coś mruknął. Chłopak uśmiechnął się z satysfakcją. Nie lubił uległych niewolników, a ten był niegrzeczny.


 - No dobrze, ustąpię ci go. - westchnął niższy brat. - Ale jak nie znajdę lepszego, lub ci się ten znudzi to go zabieram.


 - Dobra, ale tylko jeśli ci na to pozwolę. - powiedział wyższy i nakazał strażnikom odwiązać jego "zdobycz".


 - Zaczekaj, synu. - chłopak zatrzymał się. - Miałem w planach odebrać mu zdolność mowy, ale skoro to twój niewolnik, to ty decydujesz o jego losie. Zgadzasz się, bym wykonał wyrok?


 - Nie, ojcze. Wymęczę go tak, że będzie mnie błagał o litość. A kto będzie mnie błagał, gdy on nie będzie mógł mówić?


 - Dobrze, to twoja wola, Osamu. A więc idź już i baw się dobrze. Tylko nie wymęcz go zbyt szybko, żebyś miał go chociaż tydzień, bo nie wiem, czy znajdę drugiego takiego.


 Osamu uśmiechnął się i patrząc z pożądaniem na Hikaru wyprowadził go z komnat, ciągnąc za kajdany i prowadząc do jednego z bliższych budynków. Czyli to tak mieszkali Kagaiści. Gdy wywozili go z jego wioski nie miał okazji przyjrzeć się mijanym obrazom, gdyż był jeszcze nieprzytomny i ocucili go dopiero w tym dziwnym pomieszczeniu, z którego teraz wyszedł. Jednak umysł chłopaka nawet teraz nie skupiał się na krajobrazie, bardziej się przejmował swoim przyszłym losem. Co przywódca miał na myśli mówiąc "miej go chociaż tydzień"? Czy to znaczy, że Osamu tak brutalnie wykorzystywał swych niewolników, że zdychali aż tak szybko?



=^^=

Witam!
I oto wreszcie pierwszy rozdział!
Mam tyle pomysłów na dalsze losy Hikaru, że jak jutro tego wszystkiego nie spiszę, to chyba eksploduję.. Postaram się pisać wszystko w miarę regularnie, ale gdy będę mieć pustki w mózgownicy to wińcie tylko i wyłącznie mnie i moją wyobraźnię. Nie wiem jak ja zamierzam pisać erotyczne sceny, gdy takowych pisać nie mogę, ale postaram się wykombinować coś łagodnego i dopasowującego się do kryteriów.
Miejmy nadzieję, że wraz z dalszymi rozdziałami mojej powieści nie znudzi Wam się jej czytanie.

xoxo
Sakura